Dużo ludzi, mało miejsca. Każdy metr sześcienny perfekcyjnie wykorzystany. Uporządkowanie społeczeństwa widać na peronie — kolejka formuje się dokładnie w miejscu, w którym pojawią się drzwi wagonu.
Do Japonii wybierz się z pustą walizką — poza szczoteczką do zębów i kilkoma ulubionymi ciuchami nie zabieraj niczego. I tak wrócisz z nadbagażem, bo ulegniesz fascynacji lokalną kulturą materialną. Podróżuj z miasta do miasta bez obciążeń: nadaj bagaż w firmie kurierskiej (oznaczonej żółtym logo: kotem niosącym kocię w zębach) za niewielką opłatą. Jest szansa, że walizki dotrą na miejsce przed tobą...
Wbrew pozorom, niełatwo zgubić się w Tokio. Nawigacja — szczególnie w metrze i na kolei — jest dwujęzyczna, chociaż tokijczycy rzadko mówią po angielsku. O drogę lepiej pytać kobiety — bardziej usłużne z racji wychowania. Szukając adresu, lepiej jednak nie kierować się logiką, bo numeracja jest ustawiona odwrotnie niż w Europie, a numery domów często przydzielano według kolejności ich powstawania, a nie ustawienia wzdłuż ulicy. Jedyny sposób, to skorzystanie ze szczegółowej mapy. I uwaga na ruch lewostronny na światłach! Ryzyko spotkania pirata drogowego jest niewielkie. Tylko rowerzyści, których tu mnóstwo, nagminnie łamią przepisy drogowe. Jeżdżą po chodnikach, ulicach, pod prąd i na czerwonym świetle. Stań się jednym z nich, a automatycznie otoczy cię ochronne pole siłowe niczym z japońskich kreskówek. Jesteś bezpieczny, kierowcy w korkach są uważni i życzliwi: w Japonii każdy był lub jest rowerzystą. Wszak to Azja pełną gębą! Warto zatem wypożyczyć rower, aby zapuścić się w wąskie i kameralne uliczki metropolii.
Metro? Kupuj najtańszy bilet (do metra roweru nie zabierzesz). Kiedy wyjdziesz na powierzchnię, automat pokaże ci kwotę dopłaty. Ale kto chce zwiedzić więcej niż Tokio, jeszcze w Europie powinien zaopatrzyć się w Japan Rail Pass (patrz: ramka). JR Pass pozwala podróżować koleją po całej Japonii — jedyny limit to termin ważności. Kolej JR dociera też do wszystkich ciekawych punktów japońskiej stolicy, nie trzeba więc korzystać z metra objętego osobnym systemem. Jeśli nie uda ci się znaleźć noclegu w centrum, pamiętaj, że ostatni pociąg do twojej dzielnicy odchodzi około północy. Jeśli nim pojedziesz, to — przy odrobinie szczęścia — na własnej skórze poczujesz, co to znaczy być upychanym w wagonie przez pracowników kolei w białych rękawiczkach... Tego szczęścia może zabraknąć (na peronie czeka się w kolejce, żeby wsiąść do wagonu), więc lepiej zaopatrzyć się zawczasu w adresy okolicznych hoteli. I uwaga — do hoteli kapsułowych wstęp mają tylko mężczyźni. Taksówka? Tak, ale adres warto zapisać sobie na kartce.
Pragmatyczni poeci
Co tu dużo mówić. Będzie ciasno. W przedpokoju zabraknie miejsca na założenie butów, więc otworzysz drzwi i zrobisz to na chodniku za progiem domu. Trotuar przylegający do progu okaże się zaś po prostu białym pasem wydzielonym z asfaltowej drogi (patrz: fotografia na poprzedniej stronie). Szerokość tego pasa dostosowano do rozmiarów niezwykle szczupłych mieszkańców stolicy, dorastających głównie na diecie ryżowo-rybnej.
Cóż, dużo ludzi, mało miejsca... Każdy metr sześcienny zagospodarowano zgodnie z typowo wyspiarskim poszanowaniem przestrzeni. Jej brak rozwinął w Japończykach niesamowity pragmatyzm i precyzję, szczególnie jeśli chodzi o ergonomię (naukę o dostosowaniu urządzeń do wymiarów i potrzeb człowieka). Uporządkowanie społeczeństwa przejawia się na przykład we wspomnianym już ustawianiu się na peronie, dokładnie w miejscu, w którym pojawią się drzwi wagonu (patrz: fotografia na poprzedniej rozkładówce). Odpowiedni sektor jest wydrukowany na bilecie, a jeśli pasażera czeka przesiadka, system zarezerwuje mu miejsca tak, by wagon pociągu, do którego się przesiada, znajdował się dokładnie naprzeciw tego, którym wcześniej podróżował.
Bardzo łatwo ulec wrażeniu, że tutaj nic się nie marnuje, a społeczeństwo angażuje całą energię w pozytywne tworzenie. Dlatego rzemiosło, projekty, zagospodarowanie przestrzeni wydają się najwyższej jakości. Japończycy od dziecka są wyczulani na estetyczne subtelności w doborze słów, materiałów i przedmiotów. Nie ma przyzwolenia na mentalne i fizyczne zaśmiecanie. Tokio jest sterylne. Przykładem świadomości ekologicznej pozostaje chociażby system segregacji śmieci: osobne pojemniki przeznaczono na rozmaite gatunki tworzyw sztucznych.
Kluczem do zrozumienia kultury Japonii jest pojęcie miejsca w hierarchii społecznej — ale statusu społecznego nie manifestuje się tu ostentacyjnie złotem i ozdobami, lecz pustą, wolną przestrzenią. Dopiero będąc na miejscu, pojmuje się, dlaczego w ascetycznych kompozycjach japońskich przestrzeń odgrywa tak ważną rolę. W Europie Środkowej minimalizm wydaje się jedynie świeżym i modnym trendem — w Japonii jest zakorzeniony od setek lat.
Plusz i krew
Wydawać się może, iż kondensacja ludzi żyjących w ciągłym pośpiechu wywołuje agresję. Nic bardziej mylnego. Przestrzeń prywatna jest nienaruszalna i święta. Jedynym wyjątkiem może być sytuacja, kiedy współpasażer śpiący w wagonie kolei lub metra złoży głowę na ramieniu sąsiada... Ulica wydaje się naturalnym przedłużeniem domu, z zachowaniem jego intymnych proporcji i zależności. Gdy w roztargnieniu zostawisz portfel przy bankomacie na zatłoczonej poczcie (tylko w urzędach pocztowych wypłaci się gotówkę z europejskiej karty płatniczej), możesz być pewien, że powróciwszy tam choćby za godzinę, ujrzysz portfel leżący w miejscu, w którym go położyłeś (ta sytuacja — oraz inne opisane w tekście próby sprowokowania mieszkańców Tokio — zdarzyła się naprawdę!).
Znaczną część kubatury stolicy Japonii wypełniają maskotki króliczków z jedwabiu, pluszu i wszelkich innych miłych w dotyku tworzyw, miniaturowe dziewczynki o wielkich oczach, czasem infantylne w wyrazie, czasem w wyzywających pozach, zwierzęta istniejące tylko w wyobraźni ich twórców i setki tysięcy innych gatunków. W co drugim sklepie można kupić gadżety, lalki, postacie z komiksów produkowane zarówno hurtowo (drogie), jak i jednostkowo (ekstremalnie drogie). Mężczyźni noszący futrzane torebeczki, mieszczące najwyżej paczkę papierosów to codzienny widok w Tokio. Do tych torebek przyczepiają maskotki i breloczki.
W tym szaleństwie jest metoda. Urocze aksamitne żyjątka o zaokrąglonych kształtach i dziecięcych (cyfrowych) głosach rozczulają Japończyków i prawdopodobnie hamują ich agresję, której eskalacja niewątpliwie doprowadziłaby do rozlewu krwi w tak gęsto zaludnionym mieście. O skali tej kondensacji może świadczyć chociażby to, że podróżując przez kraj Shinkansenem — ekspresem jadącym ze średnią prędkością ponad dwustu kilometrów na godzinę — podziwia się niezmiennie miejski krajobraz za oknem. I to niezależnie od dystansu do pokonania! Dom przy domu, zatłoczone skrzyżowania, wieżowce, supermarkety. Betonowa dżungla ciągnąca się przez setki kilometrów... Jedynie gdzieś na horyzoncie majaczą góry porośnięte lasem.
Było o pluszu — teraz o krwi. Czyli świeżo złowionych rybach i owocach morza. Tę "krew Japonii" pompuje w świat serce miasta: Tsukiji — największy hurtowy targ rybny na półkuli wschodniej. Zajmuje powierzchnię zbliżoną do warszawskiego placu Defilad. Codziennie przewijają się przez niego setki ton stworzeń złowionych poprzedniego wieczoru w Pacyfiku. Gwar, harmider, wstający świt i niewyspanie to piorunująca mieszanka. Aby zdążyć na widowiskową poranną licytację tuńczyków — kończącą się o godzinie 5.30 — najlepiej w ogóle nie kłaść się spać... Nagrodą będzie śniadanie z najświeższego sushi na świecie, w jednym z pobliskich ciasnych barów z ultrazdyscyplinowaną obsługą.
Tokio od kuchni
Japońska kuchnia to wystarczający powód do odwiedzenia tego miasta. Dobre sushi zje się w Polsce — ale nie oryginalne dania z Okinawy. Koniecznie trzeba zapolować na takie rarytasy, jak ikasumi soba: czarny makaron z kałamarnicą, toofuyoo: pastę ze spleśniałego tofu (tęskni się za jej smakiem!), umi budo: wodorosty z kulkami, czyli morskie winogrona, mięso wieprzowe macerowane na słodko w awamori (słodkim okinawskim likierze z ryżu), sosie sojowym i w miso. A zawsze i wszędzie: soba lub udon, czyli swojskie kluchy.
Bez obaw, uzależnieni od kofeiny — zanim rano zapuszczą się w tokijską dżunglę — znajdą kawiarnię (pewnie jakiejś znanej amerykańskiej sieci) koło najbliższego dużego dworca kolejowego (to zawsze najwyżej dziesięć minut drogi od dowolnego punktu miasta). Japończycy bardzo się angażują zarówno w wykonywane zajęcia, jak i dobór składników, więc są duże szanse na wypicie kawy bardziej aromatycznej niż we Włoszech.
Warto na własną rękę zapuścić się w ciasne tokijskie uliczki. Nie odczuwa się tam przytłaczającej atmosfery 36-milionowej metropolii. Odkrywa się za to takie osobliwości, jak wielopoziomowe parkingi dla rowerów, wieżowce wybudowane na działkach o powierzchni garażu, kameralne świątynie wciśnięte między tory kolejowe a sąsiednią ulicę, klimatyczne tanie azjatyckie bary, które — o dziwo! — wydają się bardzo swojskie (jeśli nie ma menu po angielsku, wskazuje się palcem silikonową atrapę potrawy na wystawie). Są też antykwariaty (np. sieć "book-off"), gdzie za kilka jenów kupi się wydawnicze perełki, w tym również o treści przeznaczonej wyłącznie dla widzów do-rosłych...
Ale — prócz paru wyjątków — próżno szukać przedwojennych zabytków. Tokio spotkał podobny los jak Warszawę — po 1945 roku zostało praktycznie wzniesione od podstaw.
Szczegółowy spis największych turystycznych atrakcji miasta zawiera każdy przewodnik po Tokio. Warta wspomnienia jest chociażby młodzieżowa dzielnica Harajuku z oszałamiającą architekturą designerskich butików. Pałac Cesarski, park Ueno i najbardziej tradycyjna dzielnica Tokio — Asakusa. Kameralna dzielnica Ebisu z muzeum browarnictwa i muzeum fotografii... A wieczorem — dzielnica i stacja kolei Shibuya, wreszcie nowoczesna dzielnica Shinjuku, gdzie obok wysokich biurowców mieści się centrum rozrywki.
Wszędzie tam — w sklepach, barach i w metrze — towarzyszyć ci będzie relaksacyjna muzyka. Wszechobecna. Zaraz, zaraz... czy to nie są przypadkiem, jakże swojsko brzmiące, fragmenty utworów Fryderyka Chopina?
Informacje praktyczne
Wiza: Nie jest potrzebna
Pieniądze: Aktualny kurs jena na notowania.pb.pl. W chwili oddawania tego numeru do druku wynosił około 3,9 zł za 100 jenów.
Ceny: Ciepły posiłek na mieście to minimum 650 jenów. Bilet na metro: około 290 jenów. Wypożyczenie roweru na 24 godziny: około 1000 jenów. Nocleg: od 1000 jenów. Porcja sushi: już od 126 jenów (to jeden z istotnych powodów, dla których warto udać się do Japonii). Puszka piwa w automacie na ulicy: od 250 jenów.
Kiedy jechać: Między kwietniem (czas kwitnienia wiśni) a listopadem. Raczej należy unikać upalnego i wilgotnego lata.
Japan Rail Pass: Otwarty bilet kolejowy wykupiony w Europie, ważny na 7, 14 lub 21 dni. Kolej kursuje niezwykle punktualnie i regularnie. www.japanrailpass.net
Gadżety: Szukaj w sklepie z zabawkami naprzeciw dworca Ueno oraz na bazarze przy stacji Nakano.
Darmowe Wi-Fi na ulicy praktycznie nieosiągalne.
