Bożena Miszczak-Evans chciała wejść na światowe rynki, więc zrobiła z siebie Włoszkę.
Większość młodych projektantów mody uważa, że jedyną drogą kariery jest wyjazd na Zachód i praca w renomowanych domach mody. Po latach okazuje się jednak, że skończyli jako anonimowi pracownicy wielkich projektantów. Bożena Miszczak-Evans nie chciała popełniać tego błędu. Postanowiła nie ruszać się z Grodziska Mazowieckiego i tu wykreować światową markę. Zaczęła od nazwy.
— Jeśli chce się zaistnieć w świecie mody, to nazwa, logo mają kolosalne znaczenie. Laura Guidi przywodzi na myśl Włochy, a stamtąd wywodzą się najlepsi projektanci, dlatego nazwałam tak swoją firmę — tłumaczy Bożena Miszczak-Evans, właścicielka Domu Mody Laura Guidi.
Trudne początki
Zaczynała osiem lat temu. Postanowiła szyć odzież, która będzie skutecznie konkurować z zachodnimi markami. Wiedziała, że klienci, którzy mają pieniądze, są przyzwyczajeni do wysokiej jakości ubrań i zwracają uwagę na to, kto jest producentem.
— Na rynku jest dużo taniego towaru. Trudno wygrać ceną. Postawiłam więc na jakość. Ubrania szyte przez nas znajdują się w średnim i wysokim przedziale cenowym (żakiet kosztuje od 400 zł, spodnie od 200 zł) i najszybciej sprzedają się te najdroższe — mówi Bożena Miszczak-Evans.
Pierwsze kolekcje powstawały w jej własnym domu w Grodzisku Mazowieckim. Potem nieopodal wynajmowała lokal na szwalnię. Miała zaledwie kilka maszyn do szycia i niewiele szwaczek.
— Mimo że warunki były trudne, nie rezygnowałam ze swoich założeń. Projektuję elegancką odzież o klasycznej linii i chciałam, żeby od początku z tym stylem była utożsamiana moja marka — mówi Bożena Miszczak-Evans.
Od początku dbała nie tylko o solidność wykonania, ale również 9o materiały i dodatki dobrej jakości. Bożena Miszczak-Evans zamawia je u włoskich, francuskich i niemieckich producentów. Szuka głównie naturalnych tkanin i niespotykanych wzorów, bo — jak twierdzi — na polskim rynku trudno jeszcze o ofertę wychodzącą poza preferencje masowego klienta.
Projekty robi sama, jest od początku do końca przy każdym etapie tworzenia kolekcji. Nie otacza się sztabem asystentów, chociaż przez ostatnich kilka lat firma bardzo się rozwinęła.
Na Wschód i Zachód
Szwalnia w Grodzisku Mazowieckim zatrudnia dziś 60 pracowników. Od 2003 r. w Piasecznie pod Warszawą działa też nowy zakład, wyposażony w nowoczesne maszyny do szycia, w którym pracuje kolejne 60 osób. Powstały salony sprzedaży: najpierw w warszawskiej Promenadzie (w 2004 r.), potem na Nowym Świecie, w Katowicach, Opolu, Kijowie, Moskwie i Petersburgu. Zmienia się też struktura organizacyjna przedsiębiorstwa. W jego skład wchodzi spółka Laura Guidi, zajmująca się sprzedażą, oraz jej filie: dwie w Grodzisku Mazowieckim (projektowanie i produkcja) i jedna w Piasecznie (produkcja).
— Mam zaledwie kilkuosobową kadrę kierowniczą. Bez zbędnej biurokracji łatwiej jest o przepływ informacji i szybką realizację planów. Ja odpowiadam za stronę projektową, córka i zięć zajmują się finansami — mówi Bożena Miszczak-Evans.
Jej mąż, Anglik stara się promować produkty firmy za granicą.
— W 2000 r. po raz pierwszy zaprezentowaliśmy się na targach w Sztokholmie, co zaowocowało kontraktem, potem były dwie wystawy w Moskwie i kolejno niemal w całej Europie. Zaczęli odzywać się pierwsi zagraniczni klienci — wspomina Bożena Miszczak-Evans.
W tym roku Laura Guidi sprzedała kolekcje do Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Eksport stanowi 30 proc. obrotów firmy, które w 2004 r. wyniosły 1,5 mln EUR.
