Leasing pracowniczy: nabijanie w butelkę
Leasing pracowniczy jest jednym ze sposobów prywatyzacji bezpośredniej, stosowanym w przypadku małych i średnich przedsiębiorstw. Praktyka pokazała, że zrzucenie na barki pracowników problemów związanych z wprowadzeniem firmy w realia gospodarki rynkowej najczęściej przekraczało ich możliwości.
Leasing pracowniczy jest jedną z metod prywatyzacji bezpośredniej przedsiębiorstw państwowych. Polega on na oddaniu firmy do odpłatnego użytkowania spółce pracowniczej, która zawiera stosowną umowę ze Skarbem Państwa, reprezentowanym przez organ założycielski. Umowa zawierana jest na okres nie przekraczający 10 lat. W trakcie jej trwania spółka pracownicza spłaca cenę przedsiębiorstwa w ratach, uiszczając jednocześnie tzw. opłatę dodatkową z tytułu oprocentowania pozostałej do spłaty należności. Opłata dodatkowa jest księgowana w ciężar kosztów spółki. A jeśli firma inwestuje, ma możliwość umorzenia części opłaty dodatkowej.
Niechciane
Leasing pracowniczy jest stosowany w prywatyzacji przedsiębiorstw małych i średnich, którymi inwestorzy krajowi, a tym bardziej zagraniczni nie są zainteresowani. Prywatyzacja bezpośrednia jest więc jedyną szansą na ich urynkowienie.
— Ekonomiczną przesłanką wyrażenia zgody przez organ założycielski na oddanie przedsiębiorstwa państwowego do odpłatnego korzystania na rzecz spółki pracowniczej jest ocena obecnej i prognozowanej sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstwa oraz jego zdolności płatniczej w krótszym i dłuższym czasie. Wyniki analizy firmy powinny wskazywać, że będzie ona w stanie spłacać raty kapitałowe. Prywatyzacji bezpośredniej są więc poddawane małe i średnie przedsiębiorstwa, będące w niezłej kondycji finansowej, które nie mają jednak szansy na znalezienie strategicznego inwestora — tłumaczył w swojej publikacji* Romuald Poliński, doradca ministra finansów w 1997 r.
Przedsiębiorstwo, oddane do odpłatnego korzystania na rzecz pracowników, pozostaje własnością państwową, aż do momentu jego całkowitego wykupienia. Taki status prawny stwarza użytkownikom dodatkowe problemy z pozyskiwaniem kapitału, nie mają bowiem dostępu do żadnych zewnętrznych źródeł finansowania. Podobnie wygląda kwestia inwestycji.
— Spłata rat kapitałowych jest z reguły dużym obciążeniem, co często uniemożliwia finansowanie inwestycji we własnym zakresie, a dostęp do kredytowania bankowego jest znacznie ograniczony z tego względu, że spółka przejmująca nie jest właścicielem, a tylko użytkownikiem majątku przedsiębiorstwa — oceniał we wspomnianym tekście Romuald Poliński.
Na głęboką wodę
Leasing pracowniczy nie jest łatwą metodą prywatyzacji. Pracownicy przejmujący przedsiębiorstwo stają się odpowiedzialni za jego losy, choć z reguły nie mają przygotowania z zakresu zarządzania firmą. Powierzenie im prowadzenia przedsiębiorstwa w trakcie przekształceń strukturalnych wiąże się z bardzo dużym ryzykiem.
— Leasing pracowniczy można porównać z wrzucaniem na głęboką wodę osoby, która nigdy wcześniej nie pływała. Aby przedsiębiorstwo sprawnie funkcjonowało na rynku, konieczna jest kadra kierownicza, potrafiąca nim skutecznie zarządzać. Doświadczenia ostatnich 10 lat pokazują, że członkowie spółek pracowniczych nie mieli z reguły odpowiedniego przygotowania z tego zakresu. Niestety, w trakcie negocjacji kończących się zawarciem umowy o leasingu pracowniczym nikt im nie uświadomił ogromu trudności, z którymi będą się musieli borykać. W efekcie bardzo licznej grupie nie udało się odnaleźć swojego miejsca na rynku, a spośród sprywatyzowanych tą drogą, jeszcze istniejących firm, wiele narzeka na swoją sytuację. Przykładu trzeciej drogi, tj. sukcesu, jakoś nie widać — komentuje Jerzy S. Czarnecki, pracownik naukowy Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego i warszawskiej Fundacji Centrum Prywatyzacji.
Dodaje też, że istnieje grupa przedsiębiorstw, które nie poprzestały na leasingu pracowniczym, ale poszły dalej całkowicie przekształcając swoją strukturę własnościową.
— W niektórych przypadkach nastąpiła systematyczna koncentracja udziałów w rękach członków zarządów i rad nadzorczych. Zjawisku temu towarzyszy oczywiście odpowiedni spadek liczby udziałów należących do pracowników. Zatraca się w ten sposób prawdziwa idea leasingu pracowniczego, a ci, którzy zainwestowali w przedsiębiorstwo, w którym pracowali, tracą status współwłaściciela — dodaje Jerzy S. Czarnecki.
Monika Niewinowska
* artykuł „Leasing pracowniczy jako metoda
prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych” w „Ekonomika i organizacja przedsiębiorstwa”, kwiecień 1997 r.