Czytasz dzięki

Lek na kryzys: faktoring odwrotny

opublikowano: 13-05-2020, 22:00

Ten rodzaj finansowania może być kołem ratunkowym dla firm chcących zrobić duże zakupy i ich dostawców, którzy nie mogą czekać na pieniądze

W czasie kryzysu z jednej strony banki zacieśniają kryteria udzielania kredytów, a z drugiej firmy niechętnie zaciągają zobowiązania. Warto szukać alternatywnych sposobów finansowania, które umożliwią utrzymanie płynności w trudnym czasie, ale nie obciążą bilansu spółki. W tej roli dobrze sprawdza się faktoring odwrotny.

Na faktoring odwrotny najwięcej wydadzą najmniejsze firmy. Paweł
Kacprzak, członek zarządu BNP Paribas Faktoring, zwraca uwagę, że w obecnej
sytuacji dodatkowo płaci się wyższą stawkę za większe ryzyko.
Zobacz więcej

KOSZTY ROSNĄ:

Na faktoring odwrotny najwięcej wydadzą najmniejsze firmy. Paweł Kacprzak, członek zarządu BNP Paribas Faktoring, zwraca uwagę, że w obecnej sytuacji dodatkowo płaci się wyższą stawkę za większe ryzyko. Fot. ARC

Jak to działa

W przypadku klasycznego faktoringu (tzw. należnościowego) to dostawca (np. producent mąki) zabezpiecza się na wypadek braku zapłaty od swojego odbiorcy (np. piekarni). Wtedy za sprzedaną mąkę dostaje pieniądze od firmy faktoringowej od razu, a dłużnik (czyli wspomniana piekarnia) zapłaci w późniejszym umówionym terminie. Odbiorca w takim schemacie musi jednak liczyć się z tym, że jego dostawcy będą mniej skłonni do negocjacji cenowych, bo na barkach dodatkowo mają opłatę za faktoring.

W faktoringu odwrotnym jest na odwrót. To odbiorca przychodzi do faktora, a nie jego dostawcy, zawiera umowę i pokrywa koszt usługi. W ramach tej umowy faktor będzie płacił dostawcom za dostarczone towary i usługi od razu, a na pieniądze od swojego klienta (czyli w naszym przykładzie piekarni) poczeka dłużej — np. 60 dni. Zdaniem Pawła Kacprzaka, dyrektora biura rozwoju biznesu i członka zarządu BNP Paribas Faktoring, faktoring odwrotny idealnie godzi rozbieżne interesy odbiorców i dostawców.

— Dla wielu firm jest to dobry moment, żeby się zatowarować i być gotowym z pełną ofertą na czas po koronawirusie. Ale odbiorca dzisiaj chce długiego kredytu kupieckiego, żeby przeczekać wirusa i zdążyć sprzedać towar. A dostawca najchętniej sprzedałby wszystko za gotówkę, bo też musi na bieżąco opłacać zobowiązania. Do tego bardziej niż zazwyczaj obawia się, czy odbiorca w ogóle mu zapłaci. Dzięki faktoringowi odwrotnemu wszyscy są zadowoleni — dostawca otrzymuje zapłatę od razu, a odbiorca może zapłacić w innym, umówionym terminie — mówi Paweł Kacprzak.

Jarosław Grygiel, dyrektor w firmie Credstep Poland, zwraca uwagę, że płatności w ramach faktoringu odwrotnego można rozciągnąć w czasie.

— Dzięki faktoringowi zakupowemu duży jednorazowy wydatek odbiorcy na rzecz dostawcyzostaje zamieniony na zobowiązanie okresowe wobec faktora o charakterze płatności ratalnych, rozciągniętych nawet na pół roku. W obecnych czasach taki okres dla wielu firm może być krytyczny w kontekście utrzymania płynności finansowej — mówi Jarosław Grygiel.

Na ratunek słabszym

Generalnie to rozwiązanie może być szczególnie przydatne dla firm, które w celu utrzymania pozycji na rynku potrzebują pieniędzy np. na zatowarowanie sklepu, wyposażenie pracowników w laptopy czy przekształcenie biznesu stacjonarnego w online'owy, a taki wydatek pozbawiłby spółkę cennej gotówki. Produkt z powodzeniem może być stosowany przez firmy, które do tej pory faktoringiem się w ogóle nie interesowały, a więc przedsiębiorców z segmentu B2C i tych, którzy nie odraczają klientom terminów zapłaty.

b960cf00-66b9-11ea-bc55-0242ac130003
Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Dobrze zastąpi kredyt kupiecki, o który dzisiaj coraz trudniej. Przedsiębiorcy obawiają się o wypłacalność kontrahentów, nie są więc skorzy do odraczania terminów zapłaty — tłumaczy Jarosław Grygiel.

Ponadto faktoring odwrotny może być kołem ratunkowym dla wielu małych dostawców, będących w słabszej kondycji, którzy współpracują z odbiorcą o silnej pozycji na rynku.

— Wielu przedsiębiorców obecnie nie może ubiegać się o finansowanie obrotowe, innym limity kredytowe zostały obniżone. Oni, korzystając z faktoringu odwrotnego, opartego na bardzo dobrym odbiorcy, będącym gwarantem rozliczenia, mają większą szansę na przetrwanie. Sprzężenie strony sprzedażowej i zakupowejfaktoringiem odwrotnym, przy założeniu, że odbiorca jest mocnym graczem, stwarza realną pomoc dla grona nawet najmniejszych i najsłabszych dostawców. Natomiast odbiorca zapewnia sobie dzięki temu ciągłość w łańcuchu dostaw — tłumaczy Wojciech Sadowski, broker faktoringowy, prezes spółki CRB Faktoring.

Dodaje, że pracuje właśnie nad kilkoma przypadkami, w których zastosowanie rozwiązania w postaci faktoringu odwrotnego u silnego odbiorcy wesprze płynność i działalność dużo słabszego dostawcy.

— Zainteresowanie tego typu usługą obserwujemy szczególnie w branżach automotive, transporcie, spedycji i nowoczesnych technologiach — mówi Wojciech Sadowski.

Większe ryzyko

O faktoring odwrotny nie jest jednak łatwo. Dla faktorów to bardziej ryzykowny produkt niż jego klasyczna wersja, bo całe ryzyko firmy faktoringowej koncentruje się na jednym podmiocie. Ponadto wciąż niewiele firm go oferuje.

— Najszerszą ofertę na rynku mają podmioty średnie i duże z obrotami od 60 mln zł w górę, a najuboższą — małe firmy, bo jest to produkt z ryzykiem porównywalnym do kredytu bez zabezpieczeń — mówi Paweł Kacprzak.

Koszty są natomiast zbliżone do tego, co trzeba zapłacić za klasyczną usługę. Najdrożej mają najmniejsze firmy, które zapłacą minimum 1 proc. za 30 dni plus inne ewentualne opłaty.

— Dla małych i średnich przedsiębiorstw to koszt rzędu 0,5 proc. za 30 dni. Natomiast w przypadku korporacji cena zależy od indywidualnych negocjacji, ale jest sporo niższa — mówi Paweł Kacprzak.

Sprawdź program webinarium "Rozliczanie i kontrola dotacji - aspekty prawne", 5 czerwca 10:00 >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Polecane