Lekiem na niemoc – dialog rynkowy

opublikowano: 05-10-2017, 22:00

W Berlinie mamy lokalizację ambasady najbardziej prestiżową wśród wszystkich polskich placówek na świecie.

Podczas posiedzenia Sejmu w przyszłym tygodniu wystartuje zespół parlamentarzystów PiS, który ma przygotować raport w sprawie wysokości odszkodowania należnego Polsce od Niemiec za drugą wojnę światową. Rozpoczynający kadencję Bundestag już ma opinię swoich prawników, że wszystko zostało rozliczone w czasach PRL. Zapowiada się zatem wieloletnia rozgrywka prawno-dyplomatyczna, ale już na jej starcie można obstawiać, że zakończy się protokołem rozbieżności. 

Wzdłuż płotu pustej działki ambasady ustawia się kolejka do berlińskiego salonu figur woskowych Madame Tussauds.

Relacje Polski z największym partnerem gospodarczym są tak wielowątkowe, że spór o reparacje ich nie zakłóci. Przy tej okazji trudno jednak nie odnieść się do innego wątku symbolicznego, od dwóch dekad dołującego wizerunek Polski w oczach przeciętnego Niemca. A imię jego: Unter den Linden 70-72. To adres w Berlinie o rzut beretem od Bramy Brandenburskiej. Pusta obecnie działka polskiej ambasady przyznana została jeszcze PRL przez bratnią NRD w 1964 r. Tuż obok znajdują się ambasady mocarstw atomowych: stalinowski gmach Rosji oraz nowoczesne placówki USA, Wielkiej Brytanii i Francji, wzniesione po zjednoczeniu Niemiec w miejscach po rozebranym murze. W Berlinie mamy lokalizację najbardziej prestiżową wśród wszystkich polskich ambasad na świecie. Ale NRD-owski budynek typu Lipsk nie wytrzymał – azbest, dekapitalizacja itp. W 1999 r. ambasada została tymczasowo przeniesiona do willi po polskiej misji wojskowej w Berlinie Zachodnim, która znakomicie nadaje się na rezydencję, ale nigdy na urząd dla 60-70 osób! Jednak jak każda prowizorka – ta okazuje się wieczna. 

Działka przy Unter den Linden wyśrubowała rekord inwestycyjnej niemocy, z którym nie może się równać żadna wtopa krajowa. Martwy budynek przez 17 lat straszył berlińczyków i turystów z całego świata. Kolejne ekipy kilka razy zmieniały koncepcje, przybierały się do budowy, podawały terminy… Ostatni konkurs spośród 39 projektów wygrała w 2012 r. pracownia JEMS Architekci. Efektowny projekt fasadą dorównał ambasadom mocarstw, a co najważniejsze – wykorzystał głębokość bardzo cennej działki. Oprócz ambasady i konsulatu gmach miał pomieścić także Instytut Polski. Byłaby to strategiczna biało-czerwona wyspa w sercu berlińskiego morza. Już nowa ekipa tzw. dobrej zmiany w 2016 r. wreszcie rozebrała gmach widmo, postawiła budowlany płot, odkurzyła świetny projekt JEMS i rozpisała przetarg. Niestety, budżet MSZ nierealistycznie przeznaczył na budowę 160 mln zł, gdy najniższa oferta opiewała na 247 mln zł. Dlatego w listopadzie 2016 r. przetarg został unieważniony. 

Najnowszym pomysłem MSZ na budowę jest partnerstwo publiczno-prywatne. W czerwcu 2017 r. otwarty został dialog rynkowy. Konkursowy projekt poszedł do kosza, część dyplomatyczna miałaby zostać istotnie zmniejszona, a na działkę zostałby wpuszczony podmiot komercyjny. Ciekawe, że to pomysł idący wbrew generalnemu kursowi politycznemu PiS na polonizację wszystkiego co ważne. Przecież hipotetyczny partner inwestycyjny będzie zapewne niemiecki. A może zrzutkę na wspólną placówkę biznesową zrobiłyby spółki skarbu państwa pod firmą Polskiej Fundacji Narodowej? Na pewno byłyby to pieniądze ulokowane lepiej, niż na żenującą billboardową nagonkę na polskie sądownictwo… 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane