Lekiem na zapaść byłby nowy urząd?

opublikowano: 29-11-2022, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Od samego mieszania herbata nie staje się słodsza – to kopernikańskie odkrycie upowszechnił Stefan Kisielewski, chociaż zapożyczając myśl od Zygmunta Mycielskiego.

Teza ma praktyczne zastosowanie w wielu okolicznościach, w tym na przykład w realiach funkcjonowania Rady Dialogu Społecznego (RDS). Częstotliwość jej zbiórek absolutnie nie przekłada się na decyzyjność. Kończący się miesiąc zaowocował aż dwoma posiedzeniami plenarnymi. Najpierw 7 listopada z trzema centralami związkowymi i sześcioma organizacjami biznesowymi konferował premier Mateusz Morawiecki. 29 listopada do Pałacu Prezydenckiego zaprosił radę Andrzej Duda, jej ustawowy patron. Notabene roczne przechodnie przewodnictwo RDS sprawuje obecnie strona biznesowa, a konkretnie Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców BCC.

RDS jest tak rozbudowana, że na posiedzeniu plenarnym u prezydenta mieści się tylko pod żyrandolem w Sali Kolumnowej. Uczestniczą równe 24-osobowe delegacje partnerów społecznych – związkowa (3 centrale po 8 osób) i biznesowa (6 organizacji po 4) – oraz nieco mniej liczna ekipa rządowa. Fot. KPRP / Jakub Szymczuk

Porządek dzienny był lakoniczny: przyszłość dialogu społecznego w Polsce oraz sprawy bieżące. Prezydent wzniósł się na wysokie poziomy ogólnikowości tezą, że nie ma innej drogi, byśmy przeszli przez obecny trudny okres, jak prowadząc spokojny dialog na poziomie państwowym. Po odcedzeniu z propagandowej wody głosów zarówno prezydenta, jak też minister Marleny Maląg jak zawsze odsłoniła się sucha prawda o niskiej realnej pozycji RDS. Jej utworzenie w 2015 r., w miejsce upadłej Komisji Trójstronnej, zbiegło się z podwójnym zwycięstwem wyborczym PiS. Nadzieje na pożyteczną dla Polski instytucjonalizację dialogu społecznego odbiły się od ściany szkodliwych praktyk tzw. dobrej zmiany. Konsultacje aktów prawnych z RDS często w ogóle się nie odbywają, ewentualnie czas skracany jest do godzin. Taki proceder oczywiście łamie kanony dialogu społecznego jako ważnego elementu państwa prawa. Wpływa również na niekonstytucyjność procedur legislacyjnych, co kiedyś nagannie ocenił Trybunał Konstytucyjny, zaś współcześnie czynią to instytucje monitorujące.

Reprezentacja pracodawców i pracowników wspólnie wypracowała kolejną już nowelizację ustawy o RDS. Podmiotem właściwym do wniesienia takiego projektu do Sejmu jest prezydent RP, oczywiście w wersji, którą sam zaakceptuje – czyli niekoniecznie tożsamej z biznesowo-związkową. Z powodów praktycznych konieczna będzie także opinia Rady Ministrów, bo bez jej akceptacji żadne pomysły – nawet wniesione przez prezydenta – nie mają w Sejmie szans. Nic nie pomoże późniejsze wstawienie ich do nowelizacji przez Senat, ponieważ poprawki niezgodne z linią PiS są skutecznie w Sejmie odrzucane.

Społecznym udziałowcom RDS chodziłoby o dwie zmiany strategiczne. Pierwszy postulat jest niezmienny od siedmiu lat – aby raz na zawsze zlikwidowane zostało błyskawiczne forsowanie w Sejmie ważnych ustaw ścieżką poselską bez jakichkolwiek konsultacji. Trudno powiedzieć, jak mogłoby to zostać zagwarantowane, ponieważ takie właśnie gwałcenie zasad dobrej legislacji stało się wręcz doktryną PiS. Zjawisko to ekstremalnie występowało w kadencji 2015-19, ale niewiele osłabło w kadencji 2019-23, gdy Senat opanowany jest przez opozycję i już nie puszcza ustaw bez poprawek w kilka godzin na rozkaz Jarosława Kaczyńskiego. Drugi pomysł członków RDS jest natomiast dość kontrowersyjny – postulują utworzenie nowego stałego urzędu Generalnego Dyrektora ds. Dialogu Społecznego (GDDS). Jego relacje z ustawową RDS mogłyby zostać ułożone, powiedzmy, na obraz współpracy Państwowej Komisji Wyborczej z obsługującym ją Krajowym Biurem Wyborczym. Według autorów propozycji, utworzenie GDDS byłoby wreszcie dosypaniem do dialogowej herbaty cukru. No, przynajmniej słodzika…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane