Lekko kulawe czarne konie rynku

Izabela Tadra
opublikowano: 2008-10-16 00:00

Na polskiej mapie magazynów łatwo zauważyć topowe lokalizacje i białe plamy.

Centra logistyczne powstają przede wszystkim w sprawdzonych już miejscach

Na polskiej mapie magazynów łatwo zauważyć topowe lokalizacje i białe plamy.

Specjaliści od lat typują kolejne miasta, które niedługo mają się na niej pojawić.

W metropoliach na duże inwestycje logistyczne nie ma po prostu miejsca. Małe, "kompaktowe" magazyny jeszcze jakoś da się upchnąć, ale już na przykład firma spedycyjna nie ma czego szukać w Warszawie czy Krakowie. Co innego w miejscowościach przytulonych do gigantów. Tam interes magazynowy kwitnie. Pod Warszawą, Poznaniem czy Wrocławiem grunty pod zabudowę drożeją. Są jednak jeszcze takie atrakcyjnie położone z logistycznego punktu widzenia miejsca, w których nie ma ani wielkiej konkurencji, ani wywindowanych cen. Niestety, często nie ma tam również dostatecznie dobrych połączeń drogowych.

Trzeci wymiar

Trzeci sektor lokalizacji to nazwa stosowana dla obszarów w promieniu ponad 100 km od Warszawy. Mieszczą się w nim inne spore miasta, także stolice byłych województw oraz wiele mniejszych miejscowości.

A inne okolice? Zarówno analitycy, jak i inwestorzy wiążą duże nadzieje ze Szczecinem. Region ten dopiero startuje jako nowy ośrodek logistyczny, ale już teraz jest wymieniany jako czarny koń rynku. To tam Prologis, jeden z magazynowych gigantów, buduje magazyny o powierzchni 43 tys. mkw. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, już pod koniec roku Szczecin zyska pierwsze nowoczesne obiekty logistyczne. Niestety, czarny koń rynku nieco utyka, bo jego słabym punktem jest infrastruktura drogowa. Szczecin to co prawda miasto portowe, które ma świetne połączenie drogowe z Niemcami, ale beznadziejne z resztą Polski. Jeśli to się nie zmieni, stolica Pomorza Zachodniego nie stanie się konkurencją dla innych miast w walce o inwestorów z branży logistycznej. Inaczej sprawa przedstawia się w przypadku Bydgoszczy i Torunia.

— To, czy jakieś miasto pojawi się na magazynowej mapie Polski, jest nieodłącznie związane z istniejącą i planowaną siecią drogową. Przez Toruń i Bydgoszcz będzie przebiegała autostrada A1, więc są one już pewniakami jako nowe bazy logistyczne. Szczecin jest atrakcyjny jako lokalizacja inwestycji logistycznych, bo leży blisko niemieckich autostrad. Obiecującą lokalizacją okazał się również — niedoinwestowany do niedawna — Kraków i okolice. Już dziś powstaje tam kilka nowych obiektów. Pomogła im na pewno północna obwodnica autostrady A4 w kierunku Tarnowa. Sam Tarnów również rozwinął skrzydła, bo pojawiły się tam magazyny związane z przemysłem oponiarskim — mówi Grzegorz Cesarczyk z CB Richard Ellis Polska.

Faktycznie, w okolicach Krakowa sytuacja wygląda świetnie. Goldman planuje tam budowę magazynu o powierzchni 150 tys. mkw. Eksperci z Ober Haus szacują, że popyt na obiekty logistyczne w tym rejonie będzie rósł co roku o 40 tys. mkw.

Kryzys jak grypa

Od kilku sezonów jako inną bardzo obiecującą lokalizację niezmiennie wymienia się Rzeszów. Z czasem także Lublin, bo jako miasto położone między Warszawą a Rzeszowem może spotkać się z zainteresowaniem inwestorów parków logistycznych. Jednak rewolucji nie należy się spodziewać.

— Mimo zapowiedzi w ostatnim czasie niewiele zmieniło się na polskiej mapie centrów logistycznych. Nie pojawiła się żadna ciekawa lokalizacja mogąca przyjąć operatorów, zaś te, którym wieszczono rychły rozwój, nie wykorzystały dotąd swojej szansy. Wielka nadzieja logistyki — Bydgoszcz — jest co najmniej przereklamowana. Kraków będzie miał dwie nowe inwestycje, ale na tym prawdopodobnie się skończy. Choćby dlatego że w samym mieście nie ma wolnych gruntów pod inwestycje — przekonuje Tomasz Olszewski, szef działu powierzchni przemysłowych i magazynowych w Cushman Wakefield.

Stagnację na dostrzega również Grzegorz Cesarczyk.

— Faktycznie, nic nowego się ostatnio na rynku nie pojawiło. Choćby dlatego że procesy wyłaniania nowych liderów nie postępują nigdy szybko. Nowe centra logistyczne powstaną nie w nowych, ale w tradycyjnych lokalizacjach. Tam, gdzie rynek jest już sprawdzony i gdzie można bez problemu dojechać. Oczywiście, jeśli nowe obiekty w ogóle powstaną, bo kryzys finansowy dosięgnął także Polski — mówi Grzegorz Cesarczyk.

Widmo kryzysu i zahamowania inwestycji dostrzega również Tomasz Olszewski. Nic dziwnego, w końcu najwięksi gracze na tym rynku wywodzą się z USA.

Izabela Tadra