LEKTURY
Przymusowa dobrowolność
Protestuję przeciwko projektowi ustawy o powszechnym samorządzie gospodarczym. Pomysły takiej ustawy pojawiły się już na początku lat 90. Lansowały je środowiska związane z dawnymi organizacjami rzemieślniczymi i nowymi izbami gospodarczymi, czyli „stara i nowa nomenklatura gospodarcza średniego szczebla”. Tym, co połączyło „starych” i „nowych”, była rozpacz z powodu owego „średniego szczebla”. Wykonywanie czynności w najlepszym wypadku nikomu niepotrzebnych jest bowiem samo w sobie bardzo przyjemne. Byłoby przyjemniej, by można było nic nie robić za znacznie większe pieniądze i na znacznie większą skalę. Nic nie nadaje się do tego celu lepiej niż „samorząd”.
Aby uniknąć nieporozumień, nie mówmy o projekcie ustawy „O powszechnym samorządzie gospodarczym”. Określmy rzecz po imieniu i nazwijmy inkryminowaną propozycję projektem ustawy „O przymusowym zrzeszeniu podmiotów gospodarczych w wojewódzkich izbach gospodarczych i przekazaniu władzy nad tymi izbami w ręce izb rzemieślniczych, izb gospodarczych i wybranych organizacji samorządu zawodowego oraz o obowiązku finansowania przez podmioty gospodarcze i całe społeczeństwo organów wojewódzkich izb gospodarczych”. Nazwa będzie nieco dłuższa, ale będzie za to wiernie odzwierciedlać sens ustawy, jej beneficjentów i alimentatorów.
„Wprost“
Wokół filantropii
Często można spotkać się z opinią, że Polska jest krajem zbyt ubogim, a więc nie stać jej na rozwój filantropii i wspieranie wielu inicjatyw społecznych. Jednak możliwość i gotowość do ofiarności polskiego społeczeństwa — udowodniona choćby w wielu akcjach niesienia pomocy na rzecz powodzian, corocznym zrywie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, czy też rosnącym uznaniem konkursu Dobroczyńcy Roku — sugerują, że jest inaczej. Wydaje się jednak, że rozwój dobroczynności wymaga lepszego zdefiniowania roli i wzajemnych relacji pomiędzy państwem, firmami oraz organizacjami pozarządowymi we wspieraniu i umożliwianiu działań filantropijnych.
Coraz bardziej aktywne zaangażowanie biznesu w działania prospołeczne budzi jednak niepokój wśród wielu osób. Pojawiają się głosy, że firmy są motywowane przede wszystkim chęcią zwiększenia swojej sprzedaży przez zapewnienie sobie dobrych kontaktów z mediami, politykami i innymi osobami wpływowymi, po to by obniżać swoje koszty i powiększać rynek zbytu. Takie motywacje nie wydają się zbieżne z potrzebami rozwiązywania problemów społecznych.
Skoro firmy wcale nie muszą wspierać inicjatyw prospołecznych, zawsze będą uwarunkowywać i kierować swoje wsparcie kalkulacją zysku. Ale czy tak jest naprawdę?
„Decydent“