Lektury

Marek Matusiak
08-06-2000, 00:00

LEKTURY

Autobessa

Polska jest jednym z sześciu europejskich rynków, na których systematycznie zmniejsza się popyt na nowe samochody. Od początku tego roku Niemcy kupili prawie o 12 proc. nowych aut mniej niż w ubiegłym roku. Spadek popytu w Danii wyniósł prawie 22 proc., a w Islandii — 11 proc. Mniej samochodów kupili także Portugalczycy i Austriacy. Popyt w naszym kraju zmniejszył się prawie o 7 proc. Czy jest to dowód na to, że Polska zaczyna przypominać ustabilizowane kraje, gdzie popyt bądź podaż zmienia się o kilka, a nie kilkanaście lub kilkadziesiąt procent w ciągu roku?

Wzrost popytu o 30-40 proc. wydaje się zjawiskiem charakterystycznym dla okresu przejściowego między gospodarką reglamentowaną a gospodarką działającą na zasadach wolnorynkowych. Z chwilą likwidacji talonów lub innych form reglamentacji i otwarciem granic następuje zdecydowany wzrost popytu. Podobną sytuację zaobserwowano na hiszpańskim rynku na przełomie lat 70. i 80.

O spadku popytu zdecydował też wzrost cen samochodów. W kwietniu 2000 r. średnia cena nowego auta wynosiła ponad 40 tys. zł i była prawie o 10 proc. wyższa niż przed rokiem.

„Wprost”

Trzeba obniżyć deficyt

Mimo dobrych prognoz dla polskiej gospodarki, które formułują zachodnie ośrodki analityczne, banki inwestycyjne oraz firmy konsultingowe, coraz częściej pojawiają się także ostrzeżenia. Wskaźnikiem, który budzi największe zaniepokojenie ekonomistów, jest stale rosnący deficyt obrotów bieżących. Sytuacja w polskim handlu jest na tyle niepokojąca, że zwróciła na nią uwagę Komisja Europejska, która zaapelowała do rządu polskiego o zmniejszenie deficytu.

Antidotum na stale zwiększający się deficyt należałoby szukać w poprawie konkurencyjności polskich towarów na zagranicznych rynkach. Produkty eksportowane obecnie przez polskie firmy są mało zaawansowane technicznie. Potwierdzają to statystyki, według których sprzedaż produktów przemysłowych stanowi 46 proc. całości polskiego eksportu, podczas gdy na Węgrzech wskaźnik ten wynosi 74 proc.

Naszą sytuację pogarszają ponadto stosunkowo wysokie, w porównaniu na przykład z krajami azjatyckimi, koszty siły roboczej i obciążenia socjalne, co powoduje, że Polska nie może konkurować z tymi krajami na rynkach surowcowych i towarów nisko przetworzonych. Towary te są poza tym bardzo wrażliwe na wahania koniunkturalne. Jest więc oczywiste, że polskie przedsiębiorstwa muszą szukać swej szansy w najnowocześniejszych produktach i technologiach.

Kolejną przyczyną rosnącego deficytu obrotów bieżących jest zbyt wolny proces prywatyzacyjny. Spowolnienie tempa prywatyzacji oznacza utrzymywanie nieefektywnych przedsiębiorstw i rosnące koszty budżetowe. W ten sposób marnowane są pieniądze, które można byłoby przeznaczyć na promocję polskich towarów za granicą.

„Nowe Życie Gospodarcze”

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Matusiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / Lektury