LEKTURY
Koniec dyktatury etatu
Rynek pracy pozbawiony regulacji nie istnieje. Jednak zmiany, jakie dotknęły gospodarkę w ostatnich dwudziestu latach (technologiczne i polityczne — liberalizacja, globalizacja), postawiły pod znakiem zapytania sens zawieranych centralnie umów, które mają decydować o tym, jak mamy zatrudniać innych czy być zatrudniani. Szczegółowe prawo pracy nie odpowiada nowej rzeczywistości.
No i jest problem. Bo co się stanie, jeśli rynek pracy nagle zostanie wypuszczony z cugli centralnych regulacji? Indywidualne umowy są dobre dla osób wykształconych, specjalistów, elit na rynku pracy. Ale jak dać poczucie bezpieczeństwa ludziom bez wykształcenia i doświadczeń w negocjowaniu warunków własnego zatrudnienia?
Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Ale we wszystkich krajach, którym udaje się godzić konkurencyjność gospodarki z niskim bezrobociem, wolność pracodawcy i pracownika w kształtowaniu stosunku pracy jest znacznie większa niż u nas. Stąd wniosek, że jeśli Komisja Trójstronna zaczyna poważnie debatować o polskim bezrobociu, nie wolno koncentrować się wyłącznie na klasycznym etacie. Dominacja tradycyjnego zatrudnienia (pracownik na całym etacie) należy do przeszłości. Kształtowanie przyszłości pod takim kątem oznaczałoby utratę konkurencyjności na globalnym rynku.
Gospodarka coraz bardziej przypomina system „hollywoodzki” — wokół konkretnego projektu, na który przeznaczone są konkretne pieniądze, grupują się ludzie i firmy. Później struktura się rozpada, a ludzie szukają pracy gdzie indziej. Regulowanie takiego rynku jest jak próba wykonania rzeźby z wody. Stałe zatrudnianie bowiem jest w tej epoce czymś wyjątkowym, a nie normą. Centralne decydowanie o rynku pracy traci sens, a wiara w moc sprawczą dekretowanych centralnie usztywnień i regulacji jest zwykłą naiwnością.
„Businessman Magazine”