LEKTURYTelefoniczni hazardziści
Dobra wiadomość dla niemieckich finnasów publicznych: rząd Niemiec zarobił ponad 45 mld dolarów na aukcji następnej generacji telefonii komórkowej w Polsce znanej pod amerykańskim skrótem UMTS. Ten rodzaj telefonów, który zastąpi GSM, zapewnia dostęp do Internetu, poczty elektronicznej i innych usług online. Licencje na lukratywnym niemieckim rynku uzyskało sześciu kandydatów, którzy okazali się najbardziej zatwardziałymi hazardzistami. Wcześniej 33 mld dolarów na publicznym przetargu licencji zarobił rząd brytyjski. W kolejce do kasy ustawiają się rządy włoski, francuski, irlandzki i polski.
Tak duże sumy zaoferowane za licencje odzwierciedlają wiarę koncernów telefonicznych w przyszłość telefonii komórkowej. Po sprzężeniu telefonii, Internetu i komputera entuzjaści nowych technologii obiecują sobie ponad dwudziestokrotne przyspieszenie przekazu informacji. UMTS to nie tylko nowe medium, ale potężne multimedium służące do rozmów telefonicznych, słuchania muzyki, oglądania wideo, wysyłania i odbierania poczty elektronicznej, a nawet gier hazardowych.
Ta kusząca perspektywa jest jednak wciąż odległa w czasie, a rachunki za licencje trzeba płacić już teraz. Niektórzy hazardziści łącznie ze światowymi potentatami jak France Telecom i British Telecom uświadomili sobie, że dali się ponieść hazardowi dopiero wówczas, gdy agencja Standard and PoorŐs obniżyła ich ratingi kredytowe. Perspektywa długów zaalarmowała akcjonariuszy British Telecom. W kilka dni po zakończeniu niemieckiej aukcji cena akcji British Telecom spadła do najniższego poziomu od dwu lat.
„Decydent“Regres w Internecie
Rynek firm internetowych przeżywa regres, część z nich może w każdej chwili zbankrutować. Przyczyniły się do tego m.in. nieumiejętnie prowadzone kampanie marketingowe. Dot. comy wydały w 1999 r. 5,1 mld dolarów na marketing i reklamę. W 2000 r. wydadzą 8 mld. Analitycy rynku twierdzą, że zyski oddalają się w bliżej nie określoną przyszłość, a inwestorzy tracą cierpliwość i zaczynają szukać nabywców na swoje udziały. Gdzie popełniono błąd? W kampaniach marketingowych — twierdzi wrześniowy raport „Business 2.0“ — jeśli przez błędy rozumieć osiąganie dość wątłych wyników przy olbrzymich nakładach finansowych. Marketing internetowy jest podobny do kiplingowskiego białego nosorożca, o którym wszyscy mówią, ale którego nikt nie widział na oczy. Wielce obiecujące nowe narzędzia i strategie marketingowe okazują się niewypałami, zaś firmy stosujące się do tradycyjnych zasad marketingu nadal osiągają sukcesy. Wygląda na to, że okres eksperymentów w dziedzinie marketingu internetowego i próba zdefiniowania go przez negację zasad marketingu tradycyjnego chyli się ku końcowi.
„Marketing Serwis“