Lena dała ponad 10 proc. zysku

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2005-06-02 00:00

Drobni inwestorzy zlekceważyli ofertę Leny Lighting. Mają czego żałować.

Na 7,85 zł zostały w pierwszych transakcjach wycenione akcje Leny Lighting podczas środowego debiutu giełdowego. To o 10,6 proc. więcej niż w niedawnej ofercie publicznej (7,10 zł).

Warto było kupić

Maciej Rychlewski, prezes producenta opraw oświetleniowych ze Środy Wielkopolskiej, nie krył zadowolenia z debiutu.

— Mogę zagwarantować, że spółka będzie dalej rosła, czego zwiastunem jest już wzrost kursu rynkowego — zapewnia prezes.

Kolejne godziny handlu przyniosły lekki spadek ceny, która przez większą część sesji oscylowała w pobliżu 7,50 zł. To i tak oznaczało blisko 6 proc. zysku, ale drobni gracze niewiele na tym zarobili. Bojąc się rynkowej dekoniunktury, nie skorzystali z oferty Leny. Dlatego po przesunięciach trafiło do nich ledwie ponad 400 tys. akcji z 6,15 mln sztuk (w tym 1,25 mln nowej emisji). Resztę kupiły instytucje finansowe, które najwyraźniej nie chcą pozbywać się walorów. To ta grupa objęła całą nową emisję, która trafiła na parkiet w formie praw do akcji. Tu transakcję zawarto dopiero podczas kończącego sesję fixingu.

Powyżej prognoz?

Lena pozyskała z emisji ponad 8 mln zł, choć miała apetyt na 12 mln zł. Na tyle bowiem opiewa jej program inwestycyjny.

— Brakujące środki uzupełnimy kredytami bankowymi — mówi Maciej Rychlewski.

Prezes planuje m.in. zakup nowych maszyn, które pozwolą poszerzyć ofertę produktową, rozbudowę powierzchni magazynowej i wprowadzenie zintegrowanego systemu informatycznego.

W pierwszym kwartale Lena miała 21 mln zł przychodów i 3,5 mln zł zysku netto. Na cały rok zapowiada odpowiednio 95 mln zł i 14,5 mln zł. Prezes sugeruje jednak, że prognoza ta może być przekroczona.

— Do jej wykonania wystarczy powtórzenie wyniku z początku roku w trzech kolejnych kwartałach, a w naszej branży drugie półrocze jest tradycyjnie lepsze od pierwszego — tłumaczy prezes.