W porównaniu z hucznymi obchodami stu dni rządu Kazimierza Marcinkiewicza ten sam jubileusz gabinetu Jarosława Kaczyńskiego wypadł wręcz skromnie. Ale wszystko już wróciło do normy — okazją do kolejnych igrzysk stała się odkurzona rocznica przedstawienia przez Marcinkiewicza jego programu. Kontekst wyborczy tych obchodów jest oczywisty, ale władza naprawdę imponuje zdolnością do samochwalstwa, a zwłaszcza umiejętnością znajdowania do niego pretekstów.
Doskonałe samopoczucie rządu kontrastuje z ocenami zewnętrznymi, w szczególności środowisk gospodarczych. Poniżej zamieszczamy bardzo gorzką opinię największej polskiej organizacji pracodawców. Największym grzechem budowniczych IV Rzeczypospolitej wydaje się nieprzyjmowanie przez nich do wiadomości prawdy, że zjawiska gospodarcze — i pozytywne, i negatywne — są konsekwencją decyzji podejmowanych znacznie wcześniej i politykę ekonomiczną prowadzi się w dłuższym horyzoncie czasowym. Przykładem najbardziej jaskrawym mogą być inwestycje zagraniczne w Polsce — ich niezły napływ w roku 2006 jest następstwem decyzji podejmowanych dwa-trzy lata wcześniej. I dopiero po takim czasie polityczny rok 2006 odbije się gospodarczo.
Wszystkie strony sporu o kierunek rozwoju kraju zgodne są w jednej sprawie — Polska dawno nie miała tak dobrej koniunktury dla gospodarczego i cywilizacyjnego awansu. Ale roczny dorobek rządów Prawa i Sprawiedliwości sprowadza się głównie do okoliczności, że skoncentrowały się na rozliczeniach przeszłości i na szczęście nie zdołały owej dobrej koniunktury zakłócić.