Lepsze notowania,kiepskie perspektywy

Kamil Koprowicz
opublikowano: 2012-01-19 00:00

Złoty rośnie w siłę. W tym roku jest najmocniejszy w Europie. To tylko chwilowe odreagowanie — przewidują niektórzy analitycy

Z nowym rokiem inwestorzy nabrali większego apetytu na ryzyko. Widać to chociażby po zwyżkujących indeksach giełdowych, ale również po rosnącym w siłę złotym. Wczoraj waluty obce nad Wisłą znów potaniały. Przed południem euro kosztowało już 4,33 zł — najmniej od września ubiegłego roku. Za dolara trzeba było zapłacić 3,38 zł, a za — 3,58 zł. Warto zauważyć, że złoty pokazał w tym roku największe muskuły ze wszystkich europejskich walut.

Bez zmiany trendu

Porzekadło giełdowe mówi, że „jaki początek, taki cały rok”. Czy ta zasada sprawdzi się na rynku walutowym? — Nie wyciągałbym aż tak daleko idących wniosków odnośnie do kursu złotego — komentuje Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku. Optymizm tonuje również Marek Rogalski, główny analityk DM BOŚ Banku.

— To, co obserwujemy teraz na rynku walut, jest pewną formą odreagowania. Trudno mówić o odwróceniu trendu i nowym sygnale do umocnienia złotego w kolejnych miesiącach — mówi Marek Rogalski. Według analityka zachowanie rynku walut w tym roku będzie w większym stopniu przypominało kolejkę górską niż jednoznaczny trend.

— Obecny rok upłynie pod znakiem dużej zmienności, na co przełożą się informacje z rynku, raz o dobrym, a raz o negatywnym wydźwięku — dodaje Marek Rogalski.

Nadrabiamy straty

Rynek spodziewał się wyższego kursu złotego w 2012 r., ale nie tak wcześnie.

— Umocnienie złotego sygnalizowane przez nas w połowie grudnia przedłuża się, powstaje pytanie o jego trwałość. Indeks relatywnej siły polskiej waluty wobecpary EUR/USD pokazuje, że w 2011 r. złoty wycenił wiele negatywnych informacji i swym pesymizmem zbliżył się do 2009 i 2004 r. To kontrastuje z ostatnimi akcjami agencji ratingowych, które niosą ze sobą relatywną poprawę ryzyka kredytowego polskiego rządu — tłumaczy Rafał Benecki, ekonomista ING Banku.

Od początku roku nad rynkiem wisiało widmo obniżenia ratingów krajów strefy euro przez agencję S&P, perspektywa trudnych negocjacji Greków z inwestorami zagranicznymi, a także aukcje obligacji peryferyjnych krajów strefy euro. Jednak inwestorzy skupili się na lepszych informacjach (dofinansowanie banków przez Europejski Bank Centralny, niższe rentowności na aukcjach obligacji).

— Wcześniej Polsce szkodziło zamieszanie wokół Eurolandu i Węgier, teraz wydaje się, że złoty nadrabia zwyżki, których nie udało się osiągnąć wcześniej. To tłumaczy wyraźniejszy ruch na polskiej walucie z ostatnich dni — mówi Marek Rogalski.

Wraca apetyt

Odreagowanie na złotym to przede wszystkim konsekwencja większej skłonności do ryzyka zagranicznych inwestorów.

— Według hipotezy roboczej możemy mieć do czynienia ze zmianą struktury koszykowej inwestorów zagranicznych, którzy obecnie bardziej przychylnie patrzą na waluty krajów rozwijających się. Za złotym dodatkowo przemawia stabilna sytuacja fiskalna. Polska waluta jest niedowartościowana. Na podstawie modeli ekonometrycznych euro powinno kosztować 4 zł, a jeszcze niedawno było powyżej 4,50 zł — mówi Adam Czerniak.

Idą trudne czasy

Eksperci nie wróżą trwałej poprawy na rynku złotego. Sytuacja w Europie wciąż jest bowiem daleka od stabilnej. Banki, mimo otrzymanego wsparcia od EBC, lokują pieniądze na nocnych depozytach (tzw. overnight). Na tapetę wraca temat Grecji, a według Banku Światowego obecny kryzys może mieć większy wpływ na gospodarkę niż ten z lat 2008–09.

— Bankructwo Grecji nie jest jeszcze uwzględnione w cenach. Trudno ocenić wszystkie koszta związane z niewypłacalnością tego kraju. Problemy Greków oznaczają ryzyko osłabienia złotego w lutym i marcu. Obecne pole do umocnienia polskiej waluty jest niewielkie, rzędu kilku groszy — mówi Marek Rogalski.