Bank Millennium nie jest na sprzedaż — tym bardziej że właśnie zaczął wychodzić z dołka.
Sytuacja w Banku Millennium wraca do normalności. Po raz pierwszy od sześciu kwartałów zysk brutto spółki był wyższy od wyniku netto. Bank zarobił na czysto 20,1 mln zł, a przed opodatkowaniem — 27,2 mln zł. Wprawdzie wynik netto w pierwszym kwartale tego roku był prawie o 10 mln zł niższy niż przed rokiem, jednak wówczas 25 mln zł pochodziło z konsolidacji zysku z PZU, który obecnie nie jest już uwzględniany.
— Dobry wynik finansowy został osiągnięty dzięki wzrostowi o 7,7 proc. wyniku z odsetek, a także — o ponad 10 proc. — wyniku z opłat i prowizji — podkreśla Bogusław Kott, prezes Banku Millennium.
Przyznaje jednak, że spółka miała niższe przychody z operacji skarbowych. Mimo to bankowi udało się osiągnąć wzrost wyniku na działalności bankowej.
Millennium skutecznie kontroluje koszty, które przez rok spadły o ponad 10 proc. To zasługa zmniejszenia zatrudnienia, które w tym czasie spadło o 13,6 proc. — do 4,3 tys. osób.
Mimo lepszych wyników, spółka odnotowała tylko niewielki wzrost aktywów — o 3,6 proc., co było z kolei spowodowane spadkiem kredytów.
— To wynik restrykcyjnej polityki finansowania korporacji. W miarę poprawy sytuacji gospodarczej, ryzyko będzie maleć, a nasza akcja kredytowa wzrośnie — podkreśla Bogusław Kott.
Zarząd jest też przekonany, że w banku nie należy się spodziewać roszad właścicielskich.
— Nie jesteśmy na sprzedaż — oświadczył Bogusław Kott.
Twierdzi, że żaden z inwestorów dużych banków nie zamierza obecnie wycofać się z Polski, choć jest wielu chętnych do zakupu jakiejkolwiek instytucji finansowej.