Liberalizacja, globalizacja, czyli indyjska droga do Gdańska

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 21-04-2008, 00:00

O Gdańsku, indyjskim boomie informatycznym i o tym, że warto budować pola golfowe, mówi Ganesh Natarajan, prezes indyjskiej firmy Zensar Technologies oraz wiceprzewodniczący stowarzyszenia NASSCOM.

„Puls Biznesu”: Indie to lider na rynku outsourcingu IT. Wartość tamtejszego rynku IT w kilkanaście lat urosła z kilku milionów do blisko 60 miliardów dolarów. W Bangalore jest więcej inżynierów niż w amerykańskiej Dolinie Krzemowej. Jak doszło do tego, że Indie stały się informatyczną potęgą?

Ganesh Natarajan: Pierwszy premier Indii, Jawaharlal Nehru, bardzo dbał o rozwój edukacji i infrastruktury. Myślę, że tym jego działaniom z okresu wczesnej niepodległości w jakiś sposób zawdzięczamy obecny boom gospodarczy. Niestety, z czasem coraz bardziej dążyliśmy w stronę gospodarki planowej, socjalizmu. Spowodowało to kryzys gospodarczy i zmusiło rząd Indii do rozpoczęcia reform w 1991 roku. Naszym celem były: liberalizacja, globalizacja i prywatyzacja. I te trzy hasła zostały wcielone w życie w ciągu ostatnich kilkunastu lat.

Za zmianami w gospodarce przyszły inwestycje zagraniczne.

Ganesh Natarajan: W Indiach przykładamy dużą wagę do zbudowania odpowiedniego otoczenia dla przemysłu IT. Żeby osiągnąć sukces, konieczne jest współdziałanie sektora finansowego, instytucji edukacyjnych, rządu, stowarzyszeń branżowych takich jak NASSCOM i firm. Inwestorzy doceniają takie podejście.

Ostatni nie zgasi światła

Kierowany przez pana Zensar niedawno otworzył w Gdańsku centrum rozwoju oprogramowania. Macie zamiar zainwestować w Trójmieście blisko 2 miliony dolarów i zatrudnić 500-1000 osób. Co sprawiło, że zdecydowaliście się na Gdańsk?

Dwa lata temu szukaliśmy w Europie miejsca, gdzie moglibyśmy ulokować centrum rozwoju oprogramowania. Same centra marketingu przestały nam wystarczać. Pod uwagę braliśmy trzy kraje: Polskę, Rumunię oraz Węgry. O wyborze Polski zdecydowała jej wielkość, populacja oraz wysoki poziom szkolnictwa wyższego. W Gdańsku możemy liczyć i na prezydenta miasta, i na rektorów, którzy bardzo starają się nam pomóc. Nie wiem, czy moglibyśmy liczyć na takie zainteresowanie np. w Warszawie.

Jakie było pierwsze wrażenie indyjskiego inwestora z wizyty Polsce?

Zapamiętałem naszego taksówkarza. Powiedział, że do 2012 roku wszyscy młodzi ludzie wyjadą pracować na Zachodzie. A w 2015 ostatnia osoba opuści Polskę i zgasi światło.

Nie przestraszyło to pana?

Zdaję sobie sprawę, że wiele młodych osób w Polsce marzy o tym, żeby pracować w Wielkiej Brytanii czy Irlandii. To samo działo się w Indiach. Jeszcze niedawno każdy tylko marzył o tym, żeby wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Obecnie trend się odwrócił. W zeszłym roku wróciło do kraju dwa razy więcej osób, niż wyjechało. Wydaje mi się, że tutaj będzie podobnie.

Biuro świata, biuro Europy

Indie nazywane są biurem świata. Nasz kraj chciałby być przynajmniej biurem Europy. Czy to w ogóle możliwe?

Polska ma potencjał. Jest tutaj kilka miast: Gdańsk, Warszawa, Wrocław, Łódź, które mogą się stać silnymi ośrodkami technologicznymi. Tylko że wcześniej trzeba zbudować odpowiedni ekosystem. Do tego konieczna jest współpraca władz, instytucji finansowych i uczelni. Na przykład w Gdańsku przy rekrutacji pierwszych pracowników bardzo pomogła nam Politechnika. A władze Trójmiasta bardzo inwestują w Pomorski Park Naukowo-Technologiczny, gdzie mamy zamiar się niedługo przenieść.

Co powinien zrobić polski rząd i władze, żeby ten potencjał wykorzystać i przyciągnąć kolejnych inwestorów?

Po pierwsze — musi wybudować infrastrukturę, po drugie — wykształcić ludzi. Przy tym firmy takie jak moja nie potrzebują naukowców, ale ludzi, którzy mają praktyczne umiejętności i potrafią z nich korzystać w świecie biznesu. Bardzo ważne są parki technologiczne, gdzie firmy z branży IT mogą mieć swoje siedziby i pracować w przyjaznym środowisku, co powinno się wiązać także np. z ulgami podatkowymi. W takie parki inwestuje się potężne pieniądze w Indiach. I to przynosi efekty. Tylko jeden taki indyjski park tworzy 40 tys. miejsc pracy rocznie. Z kolei władze w Chinach są gotowe wybudować ogromne, wielohektarowe centra technologiczne jeszcze przed znalezieniem inwestorów.

Wystarczą parki technologiczne i zwolnienia podatkowe?

Według najlepszych praktyk branży IT, w nowo tworzonych filiach na 10 pracowników przynajmniej 1 powinien być dłużej związany z firmą. Jeśli to inwestor zagraniczny, to zwykle ten jeden pochodzi spoza kraju, w którym działa filia. O tych ludzi trzeba zadbać. Zbudować im szpitale, anglojęzyczne szkoły, miejsca, w których mogą spędzać wolny czas. W Chinach mówi się, że jeśli chce się ściągnąć do jakiegoś miejsca zagranicznych inwestorów, to najpierw należy tam wybudować pole golfowe.

Jakość outsourcingu

Czy outsourcing to dobra strategia rozwoju? W przypadku firm z USA, które korzystają z indyjskiego outsourcingu, na każdego dolara zysku ledwie 20 centów zostaje w Indiach. Większość zysków wędruje do USA.

Na outsourcingu IT zyskują obie strony. W Indiach na każde miejsce pracy w tym sektorze powstają cztery wokół. To lekarze, firmy sprzątające, cała ta szeroko pojęta infrastruktura. Nie doszłoby do boomu gospodarczego w Indiach, gdyby firmy z USA nie kupowały u nas usług outsourcingowych. Ten rynek dalej rośnie i Polska też może na tym skorzystać, to wasza wielka szansa. Szczególnie, że możecie liczyć na pomoc Unii Europejskiej.

I Polska, i Indie korzystają z tego, że koszty pracy w naszych krajach są niższe niż w USA czy w Europie Zachodniej. Ale to się przecież zmienia. Czy rosnące koszty pracy nie zabiją outsourcingu?

Na początku rzeczywiście chodziło tylko o pieniądze. To co w Europie Zachodniej kosztowało 70 dolarów, w Indiach można było zrobić za 10. Dzisiaj chcemy zdobywać klientów także dzięki jakości świadczonych usług oraz innowacjom. Zespół w Gdańsku pracuje nad projektem dla japońskiego klienta. Tym samym projektem zajmują się grupy w Indiach. Zadbaliśmy o to, żeby robili to najlepsi ludzie z obu krajów, a dzięki różnicy czasu przez 24 godziny na dobę ktoś pracuje nad tym projektem — czy to w Indiach, czy w Polsce. Dzięki temu klient otrzymuje rozwiązanie wysokiej jakości, szybciej, a przez to taniej, niż gdyby zajmował się tym na własną rękę.

Jak będzie wyglądał rozwój rynku IT w Indiach?

Przez ostatnie 10 lat sektor IT w Indiach rozwijał się szybciej niż jakikolwiek inny przemysł na świecie. Nie widzę żadnych powodów, dla których ta koniunktura nie miałaby się utrzymać przez kolejne 5-6 lat. l

NASSCOM

NASSCOM to indyjskie stowarzyszenie przedsiębiorstw z branży IT. Należy do niego około 1,2 tys. firm, które osiągają 95 proc. przychodów indyjskiego rynku IT. Wkrótce jego polskie przedstawicielstwo przeniesie się do takiego pięknego budynku w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym, jak na wizualizacji poniżej.

Wojciech Chmielarz

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy