Wobec braku inwestorów z USA (święto), rynki akcji w Europie mogą pozostać płaskie, pomimo kilku niepokojących wydarzeń, takich jak przegrana CDU w Hamburgu, rewolta w Libii czy spadek cen obligacji Portugalii.
Wall Street zakończyła tydzień kolejnym wzrostem indeksów i wyznaczeniem nowych rekordów hossy, choć w trakcie dnia pojawiła się presja realizacji zysków. Byłoby to być może zachętą dla inwestorów w Azji do kupowania akcji, zwłaszcza że w poniedziałek korekta na Wall Street nam nie grozi, ponieważ amerykańskie giełdy dziś nie pracują. Ale z innych względów inwestorzy w Azji woleli zachować ostrożność.
Indeks giełdy w Szanghaju wzrósł wprawdzie o 1,1 proc., a Nikkei
zanotował szóstą z kolei wzrostową sesję (ale zyskał tylko o 0,1 proc.), to już
Hang Seng stracił 0,1 proc., a Kospi 0,4 proc. Inwestorom w Azji apetyt na
ryzyko temperował Bank Ludowy Chin, który w piątek podniósł stopę rezerw
obowiązkowych dla banków. Chiny po raz pierwszy w tym roku podniosły też cenę
paliw na stacjach. W tym kontekście inwestorzy mogą być zaniepokojeni rozwojem
wypadków w Libii, gdzie doszło krwawego stłumienia antyrządowych demonstracji.
Dziś rano ceny ropy (i złota) idą w górę, wzmagając obawy o dalszy wzrost
inflacji na świecie.
Mimo to, rynki w Europie pozostaną zapewne neutralne, wobec chwilowego
braku ryzyka korekty w USA. Dziś zabraknie też istotnych publikacji makro (poza
indeksem Ifo), które mogłyby wpływać na zachowanie inwestorów. Czynnikiem ryzyka
jest zachowanie rynku długu w reakcji na wynik wyborów samorządowych w Hamburgu
(rodzinnym mieście Angeli Merkel), gdzie rządząca CDU doznała dotkliwej porażki
w starciu z socjaldemokratami. W tym roku planowane są wybory w sześciu
kolejnych największych niemieckich miastach i komentatorzy wynik z Hamburga
oceniają jak dzwonek alarmowy dla Merkel. Wyborcom nie podoba się wkład
finansowy Niemiec w ratowanie innych członków strefy euro, ale z drugiej strony
notowania obligacji Portugalii osiągnęły rentowność najwyższą od członkostwa w
strefie euro, wskazując na dużą presję rynków na udzielenie dalszej pomocy
finansowej krajom peryferyjnym strefy.
Na warszawskim parkiecie sytuacja nie wygląda najlepiej. Piątkowy zryw
kupujących doprowadził wprawdzie WIG20 do wzrostu na zamknięciu, ale wcześniej
indeks blue chips zanotował poziom najniższy od 30 listopada i musiałby wrócić
wyraźnie powyżej 2 700 pkt, aby przekonać inwestorów, że nadal znajduje się w
trendzie bocznym (a nie spadkowym). Ze względu na raczej niekorzystne otoczenie
na świecie, zakładanie, że WIG20 mógłby dziś wzrosnąć o ponad 1 proc., wydaje
się zbyt optymistyczne, a najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest sesja
typowa dla poniedziałku na GPW - czyli niewielkie obroty i zmiany.
Kolejne dni tygodnia przyniosą zapewne więcej emocji. Rynek pozostanie
pod presją wydarzeń z Libii, na rynku długu i cen surowców. Dodatkowo jutro
poznamy indeks cen domów w USA (oczekiwany jest spadek po tym, jak zaczyna
zmieniać się struktura kredytów hipotecznych - zakończeniu ulegają 5-letnie
okresy kredytów o niskich ratach), a w czwartek dynamikę zamówień na dobra
trwałe (w USA). Ponadto kolejne spółki notowane na GPW publikować będą raporty
kwartalne - jutro podadzą je TVN i Netia.
KOMENTARZ PRZYGOTOWAŁ
Emil Szweda, Noble Securities