LIDER MUSI UMIEĆ ROZMAWIAĆ ZE WSZYSTKIMI
Powodzenie w realizacji zadania zależy od sprawnej komunikacji między członkami wykonującego je zespołu
PRECYZYJNY PODZIAŁ: Grupa zdjęciowa jest podzielona na poszczególne piony. Każdy pracownik ma swój zakres i stara się nie wychodzić poza jego ramy. Praca pionów koordynowana jest przez kierownika planu, a zaplecza produkcyjnego przez kierownika produkcji, nad wszystkim zaś czuwa reżyser — tłumaczy Piotr Wereśniak. fot. Grzegorz Kawecki
Ekipa filmowa to swego rodzaju grupa do zadań specjalnych. Rola reżysera polega na umiejętnym łączeniu funkcji administracyjnych i związanych z tworzeniem dzieła sztuki. Jako lider zespołu musi on znaleźć wspólny język zarówno z pracownikami pionów technicznych, jak i artystami.
Zarządzanie tak specyficzną grupą, jaką jest ekipa filmowa, dopuszcza pewną dowolność. Reżyserzy mają bardzo różne podejście do swojej roli. Nie wszyscy decydują się na odstępstwa od trzymanego w ręku scenariusza. Jednak właśnie scenariusz pozostaje planem, który wyznacza cel działań. W nim zawarte są odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące tego, co robimy na planie, kiedy robimy, a przede wszystkim dlaczego to robimy.
Autorytet reżysera wynika już z samej funkcji. Jest szefem, więc jest władny zwolnić z pracy każdego, niezależnie od tego, na jakim szczeblu hierarchii się on znajduje. Jeśli ktoś przeszkadza w pracy planu, nie wykonuje poleceń, opóźnia, proces produkcji może zostać usunięty na dobre.
W sytuacjach nieprzewidzianych staram się jednak egzekwować zapanowanie nad wydarzeniem od osób za to odpowiedzialnych, przede wszystkim od kierownika planu. Od niego zależy sprawność w realizowaniu kolejnych zadań na planie. Jeśli ten rytm zostaje zakłócony, to wówczas groźnie się robi przede wszystkim dla kierownika planu. Chyba że wina leży po stronie jakiejś konkretnej osoby.
Reżyser to taka osoba, która musi mieć odpowiedź na każde pytanie. Przed rozpoczęciem pracy na planie, w trakcie zapoznawania się ze scenariuszem, muszę przewidzieć każdą sytuację, która może się zdarzyć. Muszę też wymyślić wszelkie ewentualne pytania, które mają szansę pojawić się w trakcie realizacji filmu i odpowiedzieć sobie na nie. Sam proces produkcji to są setki, jeśli nie tysiące decyzji, które trzeba podjąć w czasie ułamków sekund. Przemyślane wcześniej pozwalają uniknąć błędów.
Poza tym również każda minuta zastanowienia kosztuje. Czasem przychodzą wyrzuty sumienia. Można przecież podjąć bardzo szybko pięć decyzji, a dopiero po zejściu z planu uświadomić sobie ich niestosowność. Nie zawsze jest później szansa na ich naprawienie. Dlatego tak ważne jest wcześniejsze przewidywanie ewentualnych trudności i sposobów ich rozwiązania.
Staram się prowokować ludzi do aktywności. Nie jestem reżyserem, który wychodzi z założenia, że wszystko wie najlepiej, a pozostali powinni mnie w ciszy słuchać. Jeżeli ktoś ma do przedstawienia ciekawą propozycję, jestem przygotowany na jej wysłuchanie. Staram się jak najwięcej wydobyć z ludzi. Co dwie głowy, to nie jedna. Nie mogę jednak zupełnie zrezygnować z chęci zaimponowania ludziom, z którymi pracuję. To oni spędzili wiele lat na planie, mają doświadczenie. Nie mogę więc udawać, że coś umiem, choć w rzeczywistości jest inaczej. Jako zupełny dyletant byłbym spalony.
Reżyser to nie jest osoba, którą wszyscy na planie powinni lubić. Musi on nad wszystkim panować. Czasem gasić kryzysy, które są wynikiem długiego przebywania na planie. Są na to różne sposoby. Można próbować łagodzić napięcia, ale czasem trzeba krzyknąć. Zawsze jednak musi być jasne, kto tu dowodzi. Kręcenie filmu podobne jest do wojny. Walczymy i nigdy nie wiadomo, co stanie się za chwilę.
Kręcenie filmu trwa około półtora miesiąca, serialu znacznie dłużej. W tym czasie wszyscy zdążą się bardzo dokładnie poznać. Tworzy się rodzina, w której powinienem być kimś w rodzaju ojca, ale zarazem kolegi. Nie separuję się od ekipy. Spędzam z nimi czas, wspólnie siadamy do posiłków. To utrwala więzi. Poza tym dosyć istotnym elementem na planie jest humor. Nie można jednak przesadzać. Nie wszystkie potknięcia można traktować ulgowo. Zbyt częste, opóźniające proces, grożą nieprzyjemnymi konsekwencjami. Trzeba wciąż pamiętać o pieniądzach. Każde ujęcie ma swój koszt. Każda minuta na planie kosztuje. To są bardzo wymierne pieniądze.
Inaczej wygląda praca z pionem technicznym, a inaczej z zespołem aktorskim. W swoim debiucie filmowym, na planie „Zakochanych”, po raz pierwszy miałem okazję pracować z gwiazdami. Pojawił się problem, który zawsze się pojawia, gdy zaczynają ze sobą pracować ludzie z wieloletnim doświadczeniem w branży i debiutant. Musiałem więc znaleźć wspólny język z gwiazdami, takimi jak Beata Tyszkiewicz czy Cezary Pazura i innymi, mniej znanymi aktorami. Starałem się to robić instynktownie, nie zastanawiając się nad jakimś konkretnym sposobem.
Właściwie nie ma jednej metody pracy z ludźmi, zwłaszcza z takimi jak aktorzy, którzy są wrażliwi, czasem aż nadto, kierują się bardzo silnymi emocjami i trzeba nad tym panować. Aktorzy, ze względu na specyfikę wykonywanego zawodu, wciąż balansują na bardzo cienkiej linie, podszyci są niepewnością, czy to, co robią, jest dobre, czy będzie się podobało. Reżyser powinien więc wypracować sobie własny sposób podejścia do ekipy i aktorów. Ja staram się zjednywać ich sobie dobrocią, nie krzyczę i raczej nie okazuję negatywnych emocji. Aktorzy są łasi na pochwały. Pracują w dość dużym stresie, nieraz widziałem jak dobremu aktorowi trzęsą się ręce przed ujęciem. Więc staram się ich chwalić, gdy to, co zrobili, podoba mi się, w innym przypadku dyskutuję. Związek reżysera z aktorami na planie ma coś wspólnego z romansem i to zbiorowym. Zawsze obecny jest tu element fascynacji.
Kręcąc ujęcia muszę je na tyle uważnie obserwować, by nie zmuszać ludzi do ich niepotrzebnego dublowania. Czasem uznaję, że ujęcie jest już dobre po pierwszym dublu, czasem potrzeba ich więcej. Decyzja należy do mnie i właściwie od mojego uznania zależy ocena, czy w danym ujęciu osiągnięto już maksiumum. Oczekiwania nie mogą przekroczyć pewnej masy krytycznej. Jeżeli dochodzę do wniosku, że w kolejnym powtórzeniu sceny nie osiągnę niczego znacząco lepszego, podejmuję decyzję o zaprzestaniu dalszych powtórek.
W takich przypadkach dużo zależy od osobowości reżysera. Niektórzy pracują w konflikcie z zespołem, gdyż wychodzą z założenia, że taka sytuacja pomaga wydobyć maksimum z ekipy. Wygląda to tak, że każdy go za coś tam nienawidzi, a mimo to współpracuje z nim. Trzeba przyznać, że jest to swoiste zarządzanie grupą w celu osiągnięcia jakiegoś celu. Kłopot polega na tym, że jego wartość artystyczna jest niewymierna.
Scenariusz, na którym obecnie pracuję, został napisany przez Ilonę Łepkowską. Jednak wolę pracować z własnymi scenariuszami. Wiem wówczas więcej o samym scenariuszu, znam intencje scenarzysty. Mogę też lepiej kontrolować materiał literacki.
W przypadku gdy oddaję do realizacji swój scenariusz innemu reżyserowi, staram się nie ingerować w jego poczynania. On jest wówczas szefem. Scenarzysta powinien się z tym pogodzić, inaczej będzie chodził sfrustrowany i wszystkich zarażał swoim niezadowoleniem, a to przekreśla efekty. Reżyser jest szefem i koniec. I chociaż reżyser ma możliwość zmian w scenariuszu, to nie można zapominać, że nad nim jest jeszcze producent. Nie jest to w Polsce jeszcze takie oczywiste, jak w Stanach Zjednoczonych. Jednak sytuacje, w których producent ma ostateczny głos, zdarzają się coraz częściej. Oczywiście władza krajowego producenta nie jest tak szeroko zakrojona, jak np. w Stanach, gdzie pozbawia się reżysera prawa do montażu, a tym samym decyzji końcowych.
W przypadku produkcji serialowych, gdzie reżyserów jest kilku, ze zdaniem producenta trzeba się liczyć. On może zwolnić reżysera.
Na planie, w czasie pracy staram się przede wszystkim myśleć o tym, żeby dobrze opowiedzieć historię. Niestety również muszę myśleć o pieniądzach, o tym żeby wyrobić się w budżecie. Jest to o tyle ważne, że może wpłynąć na kształt artystyczny. Jeśli nie zmieszczę się w czasie producent może mi odmówić dołożenia pieniędzy. Możliwe też, że nie będzie miał skąd ich wziąć. Jeśli np. zużyję zbyt dużo taśmy, będę musiał montować film z tego, co nakręciłem.
Najważniejszymi współpracownikami reżysera pozostają kierownik produkcji, operator i scenograf. Dowodzimy czterema podstawowymi pionami — produkcyjnym, operatorskim, reżyserskim i scenograficznym. Oczywiście są też piony postawione w tej hierarchii, na przykład kostiumy i charakteryzacja. Każdy z nich ma również swojego szefa. W ten sposób reżyser jest zwolniony od nadzorowania całości.
W Stanach Zjednoczonych, członkowie najniższych szczebli hierarchii planowej nie powinni nawet podchodzić do osób stojących najbliżej wierzchołka tej piramidy. Ta zasada jest nienaruszalna. Wyznaczona jest jasna droga służbowa, w efekcie więc reżyser kontaktuje się tylko z trzema-czterema najbliższymi współpracownikami. W Polsce ta hierarchizacja nie jest aż tak daleko posunięta.
Jednak i u nas struktura organizacyjna opiera na podziale pracowników na odrębne grupy, którymi kierują wyznaczeni do tego ludzie. Niezbędna jest przy tym pewna doza zaufania. Najbliżsi współpracownicy reżysera muszą natomiast potrafić komunikować się zarówno z nim jak i z resztą zespołu. Reżyser pragnąc coś na planie wytłumaczyć, powinien zrobić to w dwóch zdaniach i zostać zrozumiany, bez konieczności wygłaszania przemówień.
Notowali Aneta Królak Wojciech Surmacz