Kończą się problemy firm z opcjami, ale zaczynają z upadłościami. Receptą może być mało znane rozwiązanie, czyli zarząd przymusowy
Z instytucji zarządu przymusowego można już korzystać w Polsce od pięciu lat. Mało kto jednak to robi.
Prawnicy i przedsiębiorcy twierdzą, że obecnie największym problemem firm jest widmo upadłości. Zatory płatnicze, zbyt wysokie lewarowanie i spadek popytu zagroziły płynności wielu firm. Świadczy o tym m.in. przypadek Techmeksu, giełdowej spółki informatycznej, który zdecydował się złożyć w czwartek wniosek o upadłość z możliwością układu.
— Widzieliśmy już falę upadłości np. w branży odzieżowej, a obecnie obserwujemy ją m.in. w sektorze elektroniki — mówi dr Tomasz Sójka, partner zarządzający w kancelarii adwokackiej Sójka Maciak.
Jest alternatywa
Jeśli spółka z problemami finansowymi ma zdrowy biznes podstawowy i potrafi porozumieć się z wierzycielami, to ma otwartą drogę do upadłości układowej. Tak może wywalczyć okresowe zawieszenie spłat i redukcję zadłużenia. Gdy główna działalność spółki nie rokuje dobrze na przyszłość, dochodzi do upadłości likwidacyjnej. Wtedy majątek jest sprzedawany na części. To mocno zmniejsza jego wartość (zwykle spłacane jest do 50 proc. długów). Od pięciu lat można w Polsce pójść jeszcze inną drogą, mało znaną. Chodzi o wprowadzenie przez sąd zarządu przymusowego, który spłaca wierzycieli z dochodów spółki lub sprzedaje przedsiębiorstwo w całości.
Fachowcy twierdzą, że zarząd przymusowy można byłoby przetestować w Techmeksie. Spółka wykazuje mocny wzrost rentowności, ale potrzebuje kilku kwartałów spokoju na dokończenie restrukturyzacji. Tymczasem DnB Nord złożył wniosek o jej likwidację (zobacz komentarz banku poniżej).
— To było zaskakujące, bo rozmawialiśmy jako wierzyciele ze spółką. Program restrukturyzacji wydawał się dobry. Nie wydaje się, że likwidacja jest konieczna — komentuje Wojciech Błaż, wiceprezes Podkarpackiego Banku Spółdzielczego, jednego z kredytodawców Techmeksu.
O układ stara się zarząd Techmeksu, a grupa wierzycieli chce przejąć kontrolę nad spółką (spotkania rozpoczęły się w piątek).
— Opowiemy się za wprowadzeniem przedstawicieli wierzycieli do zarządu i rady nadzorczej, poprzemy zarząd przymusowy lub układ — deklaruje Wojciech Błaż.
W uratowanie Techmeksu nie wierzy jednak Andrzej Malinowski, licencjonowany syndyk oraz prezes Kancelarii Syndyków, Zarządców i Likwidatorów PMR.
— Instytucja zarządu przymusowego jest bardzo ciekawa i warto ją promować, ale dla Techmeksu, po wniosku DnB Nord, jest już za późno — uważa Andrzej Malinowski.
Jego zdaniem, mogłoby stać się zupełnie inaczej.
— Techmex przeżywa kłopoty nieco na własne życzenie, ale umie też sobie z nimi skutecznie radzić, co w czasach spowolnienia gospodarczego nie jest łatwe. Nawet niechętni spółce obserwatorzy muszą przyznać, że poprawa wyników jest znaczna, a fakty i cyfry wskazują, że spółka podjęła właściwe decyzje — uważa prezes kancelarii PMR.
Remedium z wadami
Choć likwidacja jest najgorszym scenariuszem dla właścicieli i wierzycieli (spółka jest unicestwiana, a majątek traci na wartości), to zarząd przymusowy też nie jest bez wad.
— Analizowaliśmy i analizujemy możliwość wykorzystania takiego rozwiązania w jednostkowych przypadkach, jednak nie jest to proste. Do tej pory nie korzystaliśmy z tej instytucji — mówi Jacek Baranek, zastępca dyrektora departamentu kredytów zwiększonego ryzyka w ING Banku.
— Chodzi też o czas. Kiedy wierzyciel ma już tytuł wykonawczy (prawomocny wyrok sądu lub bankowy tytuł egzekucyjny w przypadku banku), łatwiej jest mu iść do komornika, niż wytaczać kolejną sprawę sądową o zarząd przymusowy, co może potrwać nawet dwa lata — ocenia Łukasz Bernatowicz, ekspert Business Centre Club.
— Zarządzanie przymusowe na kilka miesięcy ma sens, ale na kilka lat — już nie. Zarządcy przymusowi wyznaczani przez sąd nie są osobami, które znają dany biznes i są zmotywowane do jego rozwoju. To zaniża wartość majątku. Lepiej dogadać się i partnersko rozwiązać problemy spółki — mówi Michał Popiołek, dyrektor departamentu finansowania strukturalnego w BRE Banku, któremu Techmex jest winny ponad 30 mln zł.
Czy w Techmeksie uda się dojść do polubownego porozumienia?
— Do tego potrzeba wzajemnego zaufania i gry fair. Gdy choć jeden bank gra agresywnie, szanse są bardzo małe — mówi dr Tomasz Sójka.
Nawet jeśli wniosek DnB Nord o likwidację Techmeksu jest jedynie zagrywką negocjacyjną, to taka gra jest bardzo ryzykowna.
— My nie bierzemy jej nawet pod uwagę, gdyż cofnięcie takiego wniosku jest bardzo utrudnione i może być spóźnione — mówi Dariusz Stasik, doradca prezesa DZ Banku.
Strategią tego banku jest natomiast bezpośrednie egzekwowanie wierzytelności, o czym przekonał się m.in. notowany na NewConnect Alumast.
Bank ma jasny cel
Łukasz Piasta, Bank DnB Nord Polska*
Obowiązkiem banku jest dbać o zabezpieczenie swoich interesów, o bezpieczeństwo depozytów. Dbamy więc o zabezpieczenie wierzytelności. Tak powinien zresztą postępować każdy bank. W interesie banku nie jest doprowadzenie jakiejkolwiek firmy do bankructwa. Inne rozwiązania wymagają jednak wykazania przez dłużnika dobrej woli. Jest kryzys, więc sporo firm ma problemy. Zdarzało się nam, że składaliśmy wniosek o zarząd przymusowy. Każdy przypadek jest jednak rozpatrywany indywidualnie i nie ma tu gotowych wzorców czy ścieżek postępowania. Warto jeszcze raz podkreślić, że bank ma obowiązek dbać o zabezpieczenie spłat należności. Generalnie wniosek o ustanowienie zarządu przymusowego składa się w przypadku utraty zaufania do dotychczasowego zarządu. Wtedy sąd decyduje o powołaniu takiego zarządu. W ciągu minionego roku składaliśmy jeden raz taki wniosek, a sprawa jest w toku. Nie mogę jednak ujawnić, o jaką spółkę chodzi.
PGE wypchnie Agorę z WIG20
Paweł Puchalski
Obecnie, gdy wiadomo, że biura będą kredytować drobnych inwestorów nawet do dziesięciokrotności ich własnego zapisu, należy spodziewać się redukcji zapisów w transzy indywidualnych inwestorów nawet do 90 proc. Istnieje jednak jeden istotny haczyk, o którym inwestorzy muszą pamiętać przy zapisywaniu się na akcje Polskiej Grupy Energetycznej. Jest nim nieznana do końca liczba akcji, jakie będą ostatecznie przyznane inwestorom detalicznym. Obecnie wiemy, że jest dla nich przeznaczone około 10 proc. oferty. Jednak to niesatysfakcjonująca wielkość książki popytu ze strony inwestorów instytucjonalnych, bądź też potencjalny "ukłon" spółki w stronę inwestorów indywidualnych (zwiększający ich transzę) mógłby spowodować, że poziom redukcji zapisów dla drobnych inwestorów okazałby się znacząco niższy niż bieżące oczekiwania.
Spodziewamy się, że udział PGE w indeksie WIG20 wyniesie 6-7 proc., a spółka zastąpi w indeksie Agorę. Warto natomiast zauważyć, że "straty" pozostałych spółek z indeksu nie będą się rozkładały równomiernie. Udział dwóch największych polskich banków pozostanie niezmieniony, na poziomie 15 proc. Jeśli zatem założymy, że udział PGE ukształtuje się na poziomie 7 proc., to każda z pozostałych spółek (poza PKO BP i Pekao) straci 8.4 proc. ze swojego obecnego udziału. To z kolei implikować będzie to, że w wartościach bezwzględnych najwięcej punktów procentowych z udziału w WIG20 stracą spółki plasujące się obecnie zaraz za dwoma bankami: KGHM, PKN Orlen, TP i Asseco Poland.
Wysoki udział w indeksie z pewnością mieć będzie bezpośrednie przełożenie na premię do wyceny PGE. Należy jednak zauważyć, że Giełda Papierów Wartościowych ma zamiar włączyć PGE do indeksu dopiero w grudniu. Zakładałbym, że co najmniej część wspomnianej przeze mnie premii zostanie zrealizowana dopiero w momencie faktycznego wejścia spółki do indeksu.