Właściciele nieruchomości są za ochroną dóbr kultury, ale nie chcą ponosić jej kosztów. Spór o listę obiektów, które mają trafić pod specjalny nadzór, trwa.
Zdaniem większości podróżnych, stołeczny Dworzec Wschodni nadaje się wyłącznie do rozbiórki. Do najpiękniejszych nie należy także Centralny. Tymczasem stołeczny oddział Stowarzyszenia Architektów Polskich (SARP) wpisał oba budynki na listę wybitnych obiektów architektury współczesnej i założeń urbanistycznych, zrealizowanych w latach 1945-81. Jest to równoznaczne z propozycją objęcia ich ochroną. Dworce to nie jedyne kurioza na liście 130 warszawskich obiektów. Stołeczny oddział chce, aby lista stała się częścią miejscowych planów zagospodarowania terenu, uchwalonych przez radę m.st. Warszawy. Trwa dyskusja między twórcami i właścicielami nieruchomości. A całe zamieszanie wynika z zapisów ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 2003 r. Nakłada ona na władze samorządowe obowiązek uwzględniania w planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym ochrony tzw. dóbr kultury współczesnej. Sposób ochrony oraz korzystania przez właścicieli z nieruchomości, uznanych za takie dobro, powinny zostać opisane w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.
— To dobry pomysł. Po pierwsze, właściciel cennego obiektu wiedziałby, co może, a czego nie może z nim zrobić, po drugie, w trakcie procedury planistycznej miałby możliwość zgłaszania wniosków i przedstawiania argumentów w odpowiedzi na proponowane rozwiązania i zapisy dotyczące jego budynku. Chroniono by w ten sposób wartościowe budowle i założenia urbanistyczne, bez wpisywania ich do rejestru zabytków. Ten ostatni natomiast ogranicza właściciela w gospodarowaniu majątkiem, bo nawet w sytuacji zaakceptowania przez konserwatora zabytków planów rozwojowych, inwestora czekają żmudne procedury administracyjne. W tym działaniu konieczne jest tylko zachowanie zdrowego rozsądku i wyobraźni, szczególnie w odniesieniu do nieruchomości komercyjnych, dla których gwarancją utrzymania w dobrym stanie jest stworzenie im szansy rozwoju i skutecznego konkurowania z nowymi obiektami — ocenia Jarosław Kaniewski z DTC RE, właściciela Domów Towarowych Centrum.
Znalazły się one na liście obiektów postulowanych do objęcia ochroną.
Ambicje twórców
Zdaniem Krzysztofa Andrackiego, prezesa Max Filmu, operatora i właściciela nieruchomości kinowych, lista SARP to, w dużej części, nieporozumienie.
— Nie tędy droga. Jeśli państwo czy miasto chce ochraniać i zachować w nienaruszonym stanie dobra kultury — może je wykupić. Tymczasem architekci tworzący tę listę przenoszą na barki właścicieli ciężar utrzymywania budynków, których są autorami. Nie chcą przy tym wziąć pod uwagę tego, że wiele z tych budynków jest wysłużonych technicznie. W obiektach wpisanych na listę po prostu nie można już prowadzić nowoczesnego kina. Nasuwają się podejrzenia, że lista ma na celu ochronę interesów korporacyjnych architektów i zachowanie ich dzieł w stanie niezmienionym — podkreśla Krzysztof Andracki
Widmo listy
Właściciele nieruchomości wpisanych na listę SARP zachwyceni nie są. Część z nich obawia się dodatkowych kosztów remontów i wydłużania się procedur administracyjnych związanych z uzyskaniem stosownych zezwoleń.
— Administrujemy kilkunastoma nieruchomościami objętymi ochroną prawną. Część z nich powstała przed 1939 r. Jednak większość domów na naszym terenie to budynki z lat 1948-55. Wznoszone były szybko i z materiałów niskiej jakości, a wielkość i rozplanowanie mieszkań nie przystają do współczesnych standardów. Nie rozumiem więc, dlaczego znalazły się na liście cennych obiektów. W ramach umowy o zarządzanie staramy się je modernizować. Obawiam się jednak, że gdy zostaną objęte ochroną — będzie to utrudnione i droższe — mówi Urszula Kowalska, kierownik działu technicznego spółki Posesor, zarządzającej domami na Bielanach.
Podobne obawy mają pracownicy spółki zarządzającej KO-RA.
— Jeśli wpisanie budynków na listę pociągnie za sobą możliwość uzyskania pomocy finansowej na ich utrzymanie, to oczywiście powstanie takiego dokumentu byłoby korzystne. Jednak nie sądzę, aby przekazano wspólnotom mieszkaniowym jakiekolwiek środki na ten cel. Prawdopodobnie dla właścicieli i zarządców będzie to oznaczało dodatkowe kłopoty — ocenia Krystyna Orzechowska, wiceprezes spółki KO-RA.
Straszny dwór
Lista może stać się zarzewiem konfliktów podobnych do tych, do których doszło w przypadku planu ocieplenia styropianem budynków na osiedlu Sady Żoliborskie. To właśnie umieszczenie zespołu domów na liście, obok zapisów w planie miejscowym, stało się argumentem w walce architektów: prof. Haliny Skibniewskiej oraz prof. Andrzeja Kicińskiego o niezatwierdzenie projektów Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej (WSM), właściciela osiedla.
— WSM czterdzieści lat nie remontowała tych domów. Teraz wszystkie prace remontowe uzależnia od ocieplenia ścian zewnętrznych. Ocieplenie styropianem zasłoniłoby pęknięcia i uszkodzenia bez dokonywania koniecznych napraw (często unika się tak remontów), pogrubiłoby wszystkie szczegóły architektoniczne o blisko 15 cm z każdej strony. Tymczasem w planach miejscowych zapisano, że nie wolno zmieniać elewacji budynków. Zaproponowaliśmy inne techniki ocieplenia, ale nie spotkały się one jak dotąd z akceptacją WSM — informuje Andrzej Kiciński.
Tymczasem WSM uzasadnia, że techniki te byłyby albo za drogie, albo nie są w Polsce sprawdzone.
— Architekci nie liczą się z potrzebami właścicieli budynków. Zapominają także dodać, że w imię obrony swego własnego projektu z lat 60. akceptują rakotwórcze elementy azbestowe w elewacji. Dla nas powstanie listy to wielki problem, także finansowy. Musimy ocieplić te domy, gdyż ich stan coraz bardziej utrudnia normalne użytkowanie. Aby sprostać oczekiwaniom architektów, musimy ponieść większe koszty ocieplenia. Zamiast 130 zł za mkw. zapłacimy około 500 zł. Co oznacza, że inwestycja będzie kosztowała 8 mln zł. Projektanci, rzecz jasna, nie ponoszą tu żadnych dodatkowych kosztów — twierdzi Mirosław Mikielski, dyrektor administracji osiedla Żoliborz III WSM.
Okiem eksperta
W Polsce i tak jest liberalnie
Bardzo dobrze się stało, że lista SARP powstała. To głos w dyskusji, zabrany przez jedną z grup zainteresowanych rozwojem miasta. Wiele z obiektów znajdujących się na liście należy objąć ochroną. Ważne jest zachowanie funkcji spełnianej przez daną nieruchomość. Przykładem może być Stadion Dziesięciolecia, który nie odpowiada obecnym standardom, ale warto ochronić przeznaczenie na funkcje sportowe jego terenu. Zbyt wiele współczesnych budowli już wyburzono. Oczywiście należy zachować umiar. Czym innym jest możliwość prowadzenia prac modernizacyjnych czy remontowych tam, gdzie jest to konieczne, a czym innym zrównanie budynku z ziemią. W porównaniu z państwami Zachodniej Europy, gdzie ochrona wspólnej przestrzeni i współczesnych dóbr kultury jest bardzo rygorystyczna, w Polsce właściciele nieruchomości są w korzystnej sytuacji.
Michał Borowski, Naczelny Architekt Warszawy