Podatkowa kosmetyka
- W dyskusji na łamach „PB” z udziałem wiceministra Jarosława Nenemana widać hipokryzję rządu. Minister opowiada o możliwościach obniżenia stawki VAT, chociaż od razu zastrzega, że będzie to oznaczać podwyższenie innych podatków, ponieważ poziom wydatków budżetowych jest dla niego czymś w rodzaju świętej krowy. Rację ma Rafał Antczak powiadając, że reforma podatkowa ma sens o tyle, o ile stanowi element szerzej pojmowanej transformacji gospodarki i całego państwa. Bez tego reforma podatków, tak jak prezentuje ją wiceminister, ma charakter czysto kosmetyczny i służy tylko retuszowaniu wizerunku władz lub nawet, nie śmiem przypuszczać, osobistego image’u ministra Mirosława Gronickiego. Dość zabawnie wygląda też stwierdzenie pana Nenemana, że racja jest po stronie ministerstwa, ponieważ przedstawiciel biznesu zgadza się z nim (w ogólności). Złośliwie rzekłbym, iż racja jest po stronie twierdzących, że nasz system podatkowy jest nieefektywny, korupcjogenny i nawet niemoralny, albowiem państwo odgrywa w nim rolę złodziejaszka, biorąc i nie dając w zamian praktycznie nic.
J. Suwarski
To wcale nie Unia
- Moim zdaniem, teza, że Irlandia — powszechnie stawiana Polsce za wzór — przede wszystkim członkostwu w UE zawdzięcza wzrost zamożności, jest bezpodstawna lub co najmniej dyskusyjna. Kraj ten wstąpił do EWG już w roku 1973, a aż do połowy lat dziewięćdziesiątych wzrost jego PKB był na poziomie błędu statystycznego, czyli wspomnianą tezę trudno daje się obronić. Przez dwie dekady Irlandczycy klepali taką samą biedę, jak na początku swojej drogi w EWG/UE. Gwałtowny rozwój kraju nastąpił
w połowie lat dziewięćdziesiątych, głównie za sprawą boomu teleinformatycznego, wprowadzenia zachęt inwestycyjnych oraz inwestycji amerykańskich. Oczywiście brukselscy eurokraci i inni tzw. euroentuzjaści zawsze będą sobie przypisywać zasługi innych.
George