LiveChat nie boi się Facebooka

Informacje o nowej wersji Messengera dla klientów biznesowych wystraszyły inwestorów LiveChata. Spółka ruch internetowego giganta postrzega bardziej jako szansę niż zagrożenie

Akcjonariusze LiveChat Software, do niedawna ulubieńca inwestorów, w środę przecierali oczy ze zdumienia, widząc na wykresie spółki formację żartobliwie zwaną wodospadem. Dużą przecenę, przekraczającą 20 proc., wywołała informacja, że Facebook uruchomił nową wersję Messengera, przeznaczoną dla klientów biznesowych.

Wyświetl galerię [1/2]

LAWINA PROBLEMÓW: Kurs spółki, kierowanej przez Mariusza Ciepłego, od szczytu na przełomie czerwca i lipca spadł o ponad 40 proc. Zaszkodziła słabość dolara i obawy o dynamikę przyrostu klientów, a teraz — decyzja Facebooka. Fot. Marek Wiśniewski

U konkurencji spokój

Momentami paniczna wyprzedaż zdziwiła zarząd spółki, gdyż informacja o pracach Facebooka nad widgetem Messengera dla stron internetowych była znana od ponad roku.

— Reakcję kursu uważam za zupełnie niezrozumiałą i nieuzasadnioną. Zapewne wynika ona z niewiedzy. Warto zwrócić uwagę, że chociaż informacja o wydaniu zamkniętej wersji beta została opublikowana wczoraj, na akcjach naszych konkurentów, np. LivePerson, nie ma żadnej paniki — mówi Mariusz Ciepły, prezes LiveChat Software. Notowania LivePerson spadały wczoraj symbolicznie, ale w miesiąc kurs cofnął się o 20 proc., po tym jak kolejny kwartał zakończył się dla spółki stratą netto. Menedżer przypomina, że kilka lat temu Google miał pomysł zrobienia swojego live chata.

— Nie przeszkodziło nam to rosnąć i się rozwijać. Google zrezygnował z tego projektu po podobnych testach beta. Kiedy rok temu Facebook wprowadził rozwiązanie Workplace, również nie wpłynęło to na rozwój konkurencyjnego Slack — mówi prezes.

Zagrożenie czy szansa?

Wrocławska spółka działań Facebooka nie traktuje w kategoriach zagrożenia, ale jako… szansę na dalszy rozwój bazy klientów.

— Należy pamiętać, że nasze rozwiązania są integrowane z Messengerem, i to nie tylko LiveChat, ale również dwa inne — BotEngine i chat.io — mówi Mariusz Ciepły. Prezes giełdowej spółki zwraca uwagę, że obecnie nic nie wiadomo o modelu biznesowym projektu giganta z Kalifornii oraz że jest to wyłącznie widget, który można wrzucić na stronę internetową i jest on bardzo ograniczony funkcjonalnie. Dodatkowo widget ten jest dopiero w fazie pilotażowej i nie wiadomo, czy się przyjmie. Testowo korzystać mają z niego m.in. linie AirFrance i KLM. Poza tym, żeby rozpocząć taki chat, trzeba mieć konto na Facebooku, a to jest spore ograniczenie dla klientów. Jeżeli rozwiązanie Facebooka będzie bezpłatne, a tak najpewniej będzie, to — jak przekonują w LiveChat Software — będzie to zła wiadomość przede wszystkim dla rynku darmowych rozwiązań.

— My nie oferujemy darmowych rozwiązań, więc potencjalnie ucierpi tylko rozwiązanie w najtańszym wariancie, czyli najmniej funkcjonalne. Ten plan taryfowy ma bardzo niewielki udział w naszych przychodach — mówi prezes.

LiveChat Software postrzega działania Facebooka jako takie, które mają edukować klientów. Dzięki nim dużo więcej ludzi ma się dowiedzieć o możliwości umieszczenia czata na stronie, co zwiększy rynek sprzedaży, gdyż integracja z Messengerem i Facebookiem to kolejny kanał dystrybucji produktów.

— W zastosowaniach sprzedażowych i do obsługi klientów zawsze będziemy lepsi od chata stworzonego przez Facebook, bo mamy produkt wyspecjalizowany i premium. Zawsze mieliśmy na rynku konkurentów oferujących darmowe funkcjonalności, a teraz pojawił się kolejny, choć bardziej prestiżowy, ale my nie konkurujemy w tym segmencie — mówi szef LiveChata.

Szansa na głębszą współpracę

LiveChat Software widzi też jeszcze jedną istotną szansę w związku z projektem Facebooka. — Jeśli projekt Facebooka wyjdzie z fazy pilotażowej i będą nadal chcieli go rozwijać, to wydaje mi się, że będziemy naturalnym partnerem dla nich — mówi Mariusz Ciepły. LiveChat Software w momencie debiutu na GPW w 2014 r. był firmą jednego produktu: LiveChata — rozwiązania, które pozwala rozmawiać z odwiedzającymi stronę internetową użytkownikami. Od tamtej pory kapitalizacja spółki wzrosła z niespełna 0,5 mld zł do ponad 1 mld zł. Spółka rozbudowuje portfolio o kolejne produkty. Udostępnia już BotEngine — rozwiązanie, za pomocą którego można zbudować własnego bota, który jest zintegrowany z produktem LiveChat, ale też z Messengerem i innymi rozwiązaniami. Pierwszych klientów zaczyna pozyskiwać kolejny produkt — chat.io — live chat, który ma wiele kanałów komunikacji, jak np.: e-mail, SMS, FB czy rozmowa. Dodatkowo w firmie jest rozwijanych 20 innych projektów.

— Chcemy dojść do poziomu 1 tys. nowych klientów miesięcznie i wiemy jak to zrobić — mówi szef LiveChata. LiveChata, który swój udział w rynku globalnym szacuje na ponad 7 proc., co daje mu pozycję wicelidera (za Liveperson i Zopim), ma długoterminowe plany debiutu na jednej z zachodnich giełd: NASDAQ lub NYSE.

— To jest nasz cel i rozmawiamy z funduszami i doradcami na ten temat. Nie wiąże się on z emisją akcji. 30 tys. klientów to moment, w którym możemy o tym myśleć w praktyce — mówi Mariusz Ciepły.

Strachy na Lachy?

W ocenie analityków rynek zbyt nerwowo zareagował na zapowiedzi internetowego giganta.

— Pierwsza reakcja inwestorów była zbyt paniczna, dopiero czas pokaże, jak to wpłynie na spółkę — mówi Konrad Księżopolski, analityk Haitong Banku. Specjalista zwraca uwagę, że rynek dzieli się na rozwiązania darmowe i płatne.

— Obydwa segmenty rosną, ale oczywiście wolumenowo szybciej ten rozwiązań bezpłatnych, z tym że nie generuje on przychodów i zysków dla firm dostarczających darmowe usługi. Produkt LiveChat jest rozwiązaniem płatnym, można powiedzieć, że nawet premium. Klienci chcą płacić, gdyż zależy im na poszczególnych funkcjach, których nie oferują darmowe komunikatory — mówi analityk.

Darmowa konkurencja na rynku była obecna od dawna, poza tym na korzyść LiveChata przemawia jego wartość analityczna, której nie posiadają bezpłatni dostawcy.

— Jeśli Facebook Messenger będzie miał docelowo podobne narzędzia analityczne, wtedy stanie się prawdziwym zagrożeniem dla LiveChata, jeśli natomiast będzie to tylko prosty darmowy czat, to ryzyko będzie mniejsze, ale na pewno wpływ będzie jednoznacznie negatywny — mówi Łukasz Kosiarski, analityk DM BZ WBK.

— W przypadku klientów płatnych wersji oczekiwania są zdecydowanie inne i bazują na zaufaniu, relacjach, obsłudze serwisowej, elastyczności na wprowadzanie zmian do aplikacji itp. Facebook, będąc masowym dostarczycielem takiej usługi, może nie wykazywać się taką elastycznością oraz personalnym podejściem do klienta jak LiveChat, którego dbałość o klienta jest bardzo wysoko oceniana na rynku — dodaje Konrad Księżopolski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Suteniec, Mateusz C. Wojtala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / LiveChat nie boi się Facebooka