Lizbona do zmiany

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-05-27 00:00

Polska nie jest w stanie realizować wszystkich celów strategii lizbońskiej. Dlatego postuluje w niej zmiany.

Zaostrzona globalna konkurencja coraz bardziej niepokoi europejskich polityków. Nic dziwnego. Na razie cele tzw. strategii lizbońskiej, które do 2010 r. mają uczynić z Unii gospodarkę zdolną sprostać amerykańskiej konkurencji, w dużej części stanowią pobożne życzenia. W jaki sposób przełamywać opór społeczeństw przed zmianami? Co implikuje rozwój, a co stanowi atut UE? Na te pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy II Kongresu Polskiego Forum Strategii Lizbońskiej (PFSL). Na Zamek Królewski zawitali m.in. Gerhard Schröder, kanclerz Niemiec, prezydent Aleksander Kwaśniewski i komisarz Danuta Hübner.

— Europa musi uporać się z dwoma problemami gospodarczymi: zaostrzoną konkurencją globalną oraz zmianą struktury wiekowej społeczeństw. Inwestycje powinny być skierowane na innowacje, kształcenie i rozwój. Europejski model socjalny, choć uważam go za pozytywną wartość, wymaga pilnej reformy, o ile europejska gospodarka ma sprostać konkurencji, szczególnie ze strony gospodarek amerykańskiej i azjatyckiej — twierdzi Gerhard Schröder.

Polscy przedstawiciele nawoływali do rewizji trójfilarowej filozofii strategii tzn. łączenia celów ekonomicznych, społecznych i środowiskowych. Polski na to nie stać.

— Bogate kraje Europy Zachodniej mogą sobie pozwolić na szeroką realizację celów społecznych czy środowiskowych. My musimy realizować cele społeczne przede wszystkim poprzez cele ekonomiczne — zaznacza Jan Szomburg, prezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową oraz dyrektor PFSL.

Wszyscy z nadzieją czekają na wzrost gospodarczy.

— Wygląda na to, że wielka europejska restrukturyzacja będzie odbywać się w momencie poprawiającej się koniunktury gospodarczej i warunkach szansy, jaką daje rozszerzenie Unii. Takie momenty trzeba wykorzystywać na przeprowadzanie koniecznych reform. Polski nie stać na przegapienie tej szansy — podkreśla Danuta Hübner.