Lody doczekały się mikrorewolucji

Manufaktury lodowe istniały zawsze. Dziś są na fali, a nowych producentów wciąż przybywa, również dzięki szerokiej ofercie maszyn do lodów. Jednak miejsca na rynku niekoniecznie jest więcej

Duże miasta przeżywają wysyp lodowych manufaktur, które przyciągają „tradycyjnymi”, „rzemieślniczymi”, „naturalnymi” produktami robionymi „na miejscu” i „bez konserwantów”. Czy na stałe zdobędą miejsce na rynku lodów, tak jak małe, rzemieślnicze browary zajęły miejsce na rynku piwa?

Producenci lodów w Polsce od lat patrzą z utęsknieniem m.in. na Skandynawów, którzy jedzą kilka razy więcej lodów niż my. Obecna wielka popularność manufaktur lodów tych wyników szczególnie nie podniesie, choć zmieni obraz rynku — uważa branża.
Zobacz więcej

UPRAGNIONY WOLUMEN:

Producenci lodów w Polsce od lat patrzą z utęsknieniem m.in. na Skandynawów, którzy jedzą kilka razy więcej lodów niż my. Obecna wielka popularność manufaktur lodów tych wyników szczególnie nie podniesie, choć zmieni obraz rynku — uważa branża. Marek Wiśniewski

Bez wyrzutów sumienia

— To rzeczywiście jest mikrorewolucja, która wyrosła na zainteresowaniu konsumentów tzw. czystymi etykietami, poszukiwaniu wyrobów produkowanych lokalnie i na bieżąco. Pojawiło się mnóstwo firm chcących wykorzystać tę modę — mówi Paweł Sypniewski, współtwórca cukierni Sucré — Pâtisserie. Zaczął od francuskich makaroników, później rozszerzył swój pomysł na inne wyroby cukiernicze oraz właśnie lody. Dziś dostępne są w siedmiu punktach.

— Ludzie nie chcą czuć wyrzutów sumienia przy jedzeniu słodyczy, więc hasła informujące o naturalności, użyciu owoców itp. chwytają. Na tej fali na rynku pojawiło się więc wielu producentów lodów — twierdzi Renata Maroszek, prezes cukierni A.Blikle, które swoje lody mają w ofercie od bardzo dawna. Tłumaczy, że znacznie zwiększyła się też dostępność urządzeń do produkcji lodów rzemieślniczych.

— Ruch na rynku to też kwestia aktywności producentów tych maszyn i dostawców świetnych półproduktów z Włoch i innych krajów, z których można zrobić dobre lody z czystą etykietą. Nie są one jednak wtedy naturalne i kręcone na zapleczu — tak jak rozumie to klient, decydujący się na wybór lodów od małego, lokalnego producenta. Branża maszynowa też często dostarcza wiedzę o tym, jak produkować, a nie stoi za tym wykwalifikowany cukiernik czy lodziarz, który cyzeluje smaki — mówi Renata Maroszek.

Jak w domu

Doświadczeni cukiernicy przyznają jednak, że korzystają z tego zwiększonego zainteresowania tradycyjnymi lodami. I przestrzegają nowych graczy.

— Do tego biznesu poza parkiem maszynowym potrzebna jest pewna wiedza. Tak jak piwo leżakuje w konkretnych warunkach, tak i lody muszą dojrzewać, żeby nabrać bukietu smaków. Sprzedają się w zasadzie w ciągu 5 miesięcy roku. Pytanie więc, co robić przez pozostałe miesiące, jeśli nie ma się czegoś innego w ofercie — tłumaczy Zdzisław Bartelak, współwłaściciel Consonni. Paweł Sypniewski zwraca uwagę na niekoniecznie wysoką opłacalnością takiego biznesu.

— Gdy patrzę na liczbę nowych lodowych marek w Warszawie, nie jestem przekonany, że jest tu jeszcze miejsce na kolejne. Konsumpcja lodów nie zwiększyła się aż tak, więc po sezonie zobaczymy, ilu z nich sobie poradzi. My podchodzimy ostrożnie do otwierania kolejnych punktów. Oczywiście chcielibyśmy mieć ich więcej, ale musi się to opłacać — twierdzi Paweł Sypniewski.

Natomiast zdaniem Zdzisława Bartelaka, rzemieślnicze lody przyciągają nowych klientów, a tym samym powiększają konsumpcję. Polacy wydają na lody w sklepach około 1,4 mld zł rocznie. Ile dokłada do tego sprzedaż w gastronomii, czyli kawiarniach, lodziarniach i restauracjach — nie wiadomo, ale to suma — według różnych ekspertów — równa nie więcej niż jednej trzeciej sprzedaży detalicznej.

— To nie jest trend, na którym w widoczny sposób ucierpią producenci lodów masowych. Ale z pewnością zaczną się zastanawiać nad jakością produktów. Atrakcyjność małych producentów wynika z ich wiarygodności i przekonania o użyciu najlepszych składników. A gdy raz ludzie spróbują takich tradycyjnych lodów, to inne im nie smakują. Będzie to wywierało presję na zmiany u największych producentów — uważa Zdzisław Bartelak.

Jego zdaniem, rosnąca popularność małych manufaktur lodowych wpisuje się w coraz powszechniejszą ideę slow food. — Polacy wzięli się za pieczenie chleba. Poszerzają wiedzę, szukają regionalnych dostawców. Jeśli chcą kupić gotowy produkt, to u kogoś, kto im upiecze tak, jak kiedyś robiło się to w domu — opowiada współwłaściciel Consonni.

OKIEM EKSPERTA

Mały, czyli ciekawy

AGNIESZKA GÓRNICKA

prezes firmy badawczej Inquiry

Przykład małych browarów, które mocno rozwinęły się pomimo dominacji dużych graczy, jest przejawem większego trendu. Polacy przekonali się, że mały, lokalny producent może zaoferować coś ciekawego. Tak dzieje się właśnie w przypadku lodów. Z definicji jest to nisza i o ile jest ciekawym i potrzebnym uzupełnieniem rynkowej oferty, to nie spowoduje przewartościowania rynku. Mali producenci nie będą w stanie wejść szeroko do sieci handlowych, bo te rozwinęły się na tyle mocno, że potrzebują dużych dostaw, które są w stanie zapewnić duzi partnerzy. Podobne mikrorewolucje widać w innych segmentach branży spożywczej — np. w przetworach owocowo-warzywnych. Mamy wielu małych, innowacyjnych producentów wyspecjalizowanych w konkretnym rodzaju wyrobów, jak np. przetwory z grzybów. Nie są widoczni, bo są za mali, by być w sieciach handlowych, ale rozwijają się, sprzedają w swoim regionie i eksportują.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu