Łodzią po srebro

Rafał Kerger
opublikowano: 2007-06-18 00:00

Turystyka postindustrialna robi furorę w Europie. A w Tarnowskich Górach kusi obiekt wyjątkowy.

Skąd państwo jesteście? — pyta przewodnik, witając grupę turystów w Kopalni Zabytkowej Rud Srebronośnych w Tarnowskich Górach.

— Z Warszawy — rzuca ktoś z drugiego rzędu głów.

— Z Warszawy? A kaj to jest? — uśmiecha się Ślązak.

Wizyta w Tarnowskich Górach, w sercu Górnego Śląska, dla Ślązaków jest sentymentalna. Dla „goroli” — odkrywcza. Tutaj węgla nigdy nie było. Za to przez 400 lat wydobywano srebro.

Początek, czyli Rybka

Kopalnia Zabytkowa Rud Srebronośnych przy ul. Szczęść Boże 81 i Sztolnia Czarnego Pstrąga w parku Repeckim w Tarnowskich Górach to jeden z najlepiej zachowanych i najbardziej autentycznych zabytkowych kompleksów postindustrialnych w Europie. Tarnowskie Góry — kolebka śląskiego górnictwa — leżą w północnej części Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego na jednym ze wzniesień zbudowanego z mas wapieni i dolomitów Garbu Tarnogórskiego. Powstanie i rozwój miasta wiązał się z odkryciem i eksploatacją złóż rudy ołowiowo-srebrowej. Pierwszym historycznym dokumentem mówiącym o górnictwie kruszcowym na tych terenach była bulla papieża Innocentego II z 1136 r., wzmiankująca o kopalnictwie rud srebra w okolicach Bytomia. O wydobywaniu rud kruszcowych na terenach obecnych Tarnowskich Gór, konkretnie w rejonie Rept Śląskich (dziś uzdrowisko), mówi dokument wystawiony w 1247 r. przez księcia Władysława Opolskiego. Według innego przekazu, pierwszy wyorał na swym polu bryłę kruszcu w 1490 r. chłop Rybka. Wtedy zainteresowali się tym regionem kopacze srebra i ołowiu.

Największą górniczą świetność Tarnowskie Góry przeżywały wtedy, gdy z pomocą przyszła technika parowa. Maszynę parową sprowadzono z Anglii i uruchomiono w styczniu 1788 r. (wydobycie trwało do 1912 r.).

— Górnicy tarnogórscy przez stulecia wykuli w dolomicie ponad 20 tys. szybów, szybików, ponad 150 km chodników o wysokości od 0,6 do 0,4 m. Labiryntowi podziemnemu towarzyszyły chodniki wodne oraz sztolnie odwadniające na długości około 35 km. Zabytkowa Kopalnia Rud Srebronośnych i Sztolnia Czarnego Pstrąga — udostępniona dla zwiedzających — to jedynie mała część wyrobisk z tamtych lat — opowiada z dumą Józef Moszny, kierownik ruchu zabytkowego zakładu ze Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, które nim zarządza.

Pomysł sprzed wojny

Pomysł powołania zabytkowego kompleksu kopalnianego w rejonie Tarnowskich Gór powstał w okresie międzywojennym. Magistrat zwołał wtedy grupę ludzi mających utworzyć obiekt podziemny do zwiedzania. Członkami zespołu byli: inż. Feliks Piestrak, prof. Józef Piernikarczyk, Teodor Mosch, Jan Nowak, Jan Musialik oraz Wincenty Zuber. Całością kierował burmistrz Tarnowskich Gór mgr Fryderyk Antes.

— Miasto otrzymało nawet nadanie górnicze na budowę kopalni pokazowej, która po uruchomieniu miała ściągnąć turystów, a tym samym podnieść miasto gospodarczo. Wybuch wojny w 1939 r. unicestwił plany — mówi Józef Moszny.

Do projektu powrócono w drugiej połowie lat 50. Staraniem Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej udostępniono do zwiedzania najpierw Sztolnię Czarnego Pstrąga — w 1957 r.

— W 1976 r. otwarliśmy Kopalnię Zabytkową Rud Srebronośnych — wyjaśnia Moszny.

Oto sztolnia

Zwiedzanie sztolni polega na przepłynięciu w łodziach sześćsetmetrowego odcinka wydrążonej w latach 1821-34 odwadniającej Głębokiej Sztolni Fryderyk. Wśród zieleni ukryte są dwa szyby Ewa i Fryderyk.

Podróż zaczyna się na podszybiu szybu Ewa, przystani dla łodzi, do której schodzimy krętymi schodami na głębokość 20 lub 30 m. Atmosferę tajemniczości podsyca panujący tu półmrok. W migotliwym świetle lamp karbidowych obserwujemy ocios skał, na których widać pionowe, nieco skośne rowki, ślady otworów strzałowych.

— Za materiał wybuchowy służył proch czarny, ze słomy robiło się lont, a glina była na przybitkę — zaznacza Moszny.

Szerokość chodnika sztolniowego waha się od 1,2 do 2,5 m, wysokość od 2,2 do 4 m, a głębokość wody od 0,7 do 1 m. W sztolni wprawne oko może dostrzec pstrąga. Wydaje się czarny, stąd też nazwa chodnika — Czarny Pstrąg.

W ostatnich latach w wyrobisku sypialnię urządziły sobie nietoperze. Jesienią i zimą, latając nad głowami turystów, jednym dostarczają radości, innym mniej przyjemnych wrażeń.

Zwiedzanie sztolni Czarnego Pstrąga odbywa się w łodziach. Przewodnik przeprawia turystów od szybu do szybu, odpychając łódź od ścian.

Oto kopalnia

Oglądanie — oddalonej o kilkanaście minut jazdy samochodem — kopalni rud srebronośnych ma nieco inny charakter. Żeby poznać fragment podziemnego świata, należy zjechać prawdziwą klatką zjazdową w szybie Anioł. Z głębokości 40 m, z podszybia szybu, wchodzimy w labirynt chodników. Chodnikiem Staszica do pierwszej komory Srebrnej.

— Ma 500 mkw. Zachowała się w stanie pierwotnym, z odtworzonym stanowiskiem pracy gwarków, czyli niegdysiejszych górników. W głębi komory jest unikatowe małe jeziorko oraz resztki galeny srebronośnej. Ekspozycji komorowej towarzyszą pozostawione przez gwarków narzędzia oraz sterta urobionej rudy ołowiowej — opowiada Moszny.

Wychodząc z komory Srebrnej, podążamy chodnikiem do komory Zawałowej. W wybierkach chodnikowych zachowały się narzędzia gwarków. Komora wygląda tak samo jak w XVIII w. Są tu olbrzymie głazy dolomitu, które skutkiem niszczącego działania sił górotworu obsunęły się ze stropu, tworząc zawał.

— Fragmenty komory eksponowane są z wykorzystaniem efektów świetlnych. Na stojakach wiszą kaganki górnicze. W części centralnej komory stoją drewniane wózki z końca XVIII w. z załadowanym urobkiem — wyjaśnia Moszny.

W przedniej części komory Zawałowej widać lej krasowy w kształcie dzwonu-gruszy. U podstawy ma 9 m średnicy. Głębokość nieznana, bo podczas eksploatacji górnicy zasypywali go niepotrzebnym dolomitem.

Po wyjściu z komory Zawałowej przechodzimy obok ołtarzyka św. Barbary, patronki górników. Dalej trasa prowadzi przez starą prochownię niskim chodnikiem do komory Niskiej. Aby tam dotrzeć, musimy przejść pod otworem — wyrobiskiem zwanym nadsięwłomem.

Wchodząc w kolejny chodnik, mijamy źródełko z krystaliczną wodą. Komora Niska, największa w tym rejonie, ma 2 tys. mkw. i metr wysokości. Stąd tylko krok do szybu Szczęść Boże z zawieszonym kubłem wyciągowym. W głębi stare wyrobiska, poniżej wyrobisk chodnik wodny.

W podszybiu szybu Szczęść Boże wyeksponowano zestaw wózków dawnego typu. Krzyżują się tu na różnych poziomach wyrobiska chodnikowe. Schodząc poniżej, znajdujemy się na przystani chodnika wodnego, który przepłyniemy łodziami do trzeciego szybu. Zwą go Żmiją.

— Długość trasy wodnej 270 m, a głębokość koryta chodnika wodnego — około 80 cm. Temperatura wody około 7 stopni, prędkość powietrza w tym rejonie 0,6-0,7 m/s. Dlatego też w okolicach przystani przy szybie Żmija jest nieco chłodniej, bo pełni on rolę szybu wentylacyjnego — tłumaczy Moszny.

Na przejście trasy w kopalni rud trzeba ponad godzinę. Panuje tu przyjemny chłód o stałej temperaturze 10 stopni Celsjusza. Na powierzchni na zwiedzających czeka również sporo atrakcji — muzeum górnicze, skansen maszyn parowych, stoisko z pamiątkami oraz sala kinowo-konferencyjna.

W tym roku, według szacunków Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, kompleks sztolnia plus kopalnia odwiedzi 80 tys. turystów. Przez ostatnie pięć lat średnio bywało tu każdego roku 68 tys. zwiedzających.

Trzy lata temu tarnogórskie obiekty zostały wpisane na listę pomników historii. Są też kluczowym punktem śląskiego Szlaku Zabytków Techniki, w którego skład wchodzi 29 byłych kopalń, fabryk, muzeów, dworców, a nawet klasyczne osiedla familoków. n

Narzędzia górnicze

Podstawowymi pierwotnymi narzędziami pracy górników były pyrlik — młotek, i żelazko, czyli kilof, a także laska

— długi pręt stalowy z nasadzonym dłutem. Urobek noszono z przodków lub ciągnięto w drewnianych nieckach. Transport w szybikach odbywał się w drewnianych kubłach zawieszonych na linach z łyka lipowego ciągniętych za pomocą kołowrotów ręcznych czy też kieratów konnych. Do robót strzelniczych używano czarnego prochu, wiercono otwory wiertłami czy też laskami górniczymi. Do pomiaru długości używano taśm mierniczych. Jednostką miary był łatr (1919 m). Pierwotnie do oświetlenia używano glinianych kaganków, które wyparte zostały przez kaganki metalowe na tłuszcz zwierzęcy.

Przystanek wąskotorowa

Do kopalni można dojechać najstarszymi na świecie, nieprzerwanie czynnymi od ponad 150 lat śląskimi kolejami wąskotorowymi. Kolej miała przewozić ładunki między zakładami przemysłowymi oraz na szeroki tor. Szybko stała się samowystarczalna i łączyła bezpośrednio nadawcę z odbiorcą ładunku, a jej funkcja kolei dojazdowej stała się marginalna.

Paryż Śląska

Żadne śląskie miasto nie gościło tylu monarchów co Tarnowskie Góry. W XVII i XVIII w. przebywał tu Jan III Sobieski z żoną Marysieńką, August II Mocny i August III, a także król szwedzki Karol XII, król pruski Fryderyk Wilhelm II i car Rosji Aleksander I. W Paryżu Śląska gościli m.in.: Julian Ursyn Niemcewicz i Johann Wolfgang Goethe.

Tarnowski akt wolności

— Tarnowskie Góry zawdzięczają swoje istnienie rudom ołowiu, srebra, cynku i żelaza. Ówczesny właściciel tych ziem Jan II książę opolsko-raciborski oraz margrabia Jerzy Hohenzollern w 1526 r. nadali powstającemu miastu przywilej wspierający górnictwo, czyli „akt wolności górniczej” — mówi Józef Moszny, rodowity tarnogórzanin. W tym samym roku prawdopodobnie gród gwarków otrzymał prawa miejskie. W połowie XVI w. Tarnowskie Góry stały się nie tylko największym ośrodkiem górnictwa kruszcowego na Górnym Śląsku, ale także jednym z największych w Europie. Zwolenników znalazła tu reformacja. W 1531 r. utworzono różnowierczą szkołę, której rektorem na przełomie XVI i XVII w. był Daniel Franconius, wybitny ariański pedagog i poeta.