Marcowy wybuch pandemii COVID-19 postawił na głowie wiele sektorów polskiej gospodarki. Zrobił też zamieszanie na rynku najmu mieszkań.

— Wzrost liczby wynajmowanych lokali i wysokości czynszów wydawał się nie do zatrzymania. Wystarczyło kilka tygodni, aby konieczne stało się zrewidowanie decyzji biznesowych inwestorów. Odwołanie zajęć stacjonarnych w szkołach i na uczelniach, praca zdalna, a także zamknięcie lokali usługowych spowodowały drastyczny spadek popytu na najem. Po kilku tygodniach nastał rynek najemców, a nie właścicieli lokali — tłumaczy Maciej Klukowski, dyrektor w Metrohouse.
Słabszy okres
Według danych firmy Mzuri w maju 2020 r. współczynnik pustostanów na rynku mieszkań na wynajem sięgnął 7,5 proc. w porównaniu z 5,9 proc. przed rokiem.
— Stawki nieco się obniżyły ze względu na brak turystów i problemy finansowe, których doświadczyli lokatorzy. Część wynegocjowała niższe czynsze. Trudno powiedzieć, jak długo takie ceny się utrzymają — mówi Bartłomiej Baranowski, ekspert serwisu Domiporta.pl. Podobne obserwacje ma Maciej Klukowski.
— Niespotykane od dawna negocjowanie stawek czynszu jest obecnie dość powszechne. Obniżki dla dotychczasowych najemców również nie należą do rzadkości — mówi ekspert Metrohouse. Czy to oznacza, że nie ma sensu inwestować w nieruchomości na wynajem? Wręcz przeciwnie. Eksperci twierdzą, że zaostrzona polityka kredytowa banków może utrudnić wielu Polakom zakup własnego mieszkania.
— Podczas spowolnienia z lat 2009-12 rynek najmu urósł dwukrotnie. To naturalne, że gdy banki przykręcają kurek z kredytami, najem staje się rozwiązaniem pierwszego wyboru dla większej części społeczeństwa — mówi Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.
Bartłomiej Baranowski uważa, że Polacy będą do najmu po prostu zmuszeni.
— Bardzo trudno będzie uzyskać kredyt, który dla wielu gospodarstw domowych już wcześniej był nieosiągalny Czy będą chętniej wynajmować mieszkania? Sądzę, że dla większości będzie to raczej konieczność niż wybór — ocenia ekspert Domiporta.pl.
Zamiast depozytu
Do lokowania wolnej gotówki w nieruchomościach zachęca inwestorów także niskie oprocentowanie lokat, które wynosi około 0,5 proc. i wciąż spada. Tymczacem inflacja, według prognoz Komisji Europejskiej, po spowolnieniu spodziewanym w najbliższych 2-3 kwartałach ma ponownie przyspieszyć, by pod koniec 2021 r. przekroczyć 4 proc.
— To zła wiadomość dla osób, które będą zakładały lokaty w 2020 r. — będą musiały się godzić na coraz gorsze warunki, a wzrost cen po uwolnieniu depozytów będzie wielokrotnie wyższy niż naliczone odsetki. Z najnowszych danych i prognoz rynkowych można wysnuć wniosek, że oprocentowanie przeciętnej rocznej lokaty zakładanej pod koniec 2020 r. może wynieść około 0,2 proc. Natomiast prognozowany wzrost cen w okresie jej trwania to 4,2 proc. Realnie na takiej lokacie możemy więc stracić około 4 proc. rocznie. Tak niekorzystnej relacji nie było co najmniej od kilkunastu lat — zaznacza Bartosz Turek.