Giełdowy rynek z ulgą przyjął dymisję Grzegorza Kołodki. Odżyły bowiem nadzieje na odroczenie wprowadzenia w życie podatku od zysków z giełdy.
Ludzie związani z rynkiem kapitałowym mają nadzieje, że wraz z dymisją Grzegorza Kołodki do kosza trafi też jego koncepcja obłożenia podatkiem zysków z giełdowych inwestycji. Były wicepremier i minister finansów chciał 19-proc. podatku rozliczanego co kwartał. Indywidualnych inwestorów przerażała też wizja utraty przywileju wspólnego rozliczania PIT-u z małżonkiem.
Od nowego ministra finansów Andrzeja Raczki, giełdowi inwestorzy oczekują większej elastyczności. Liczą, że szef resortu wysłucha teraz ich argumentów na rzecz odroczenia opodatkowania. Za kadencji Grzegorza Kołodki nie było to możliwe.
— Stowarzyszenie i inne podmioty rynku kapitałowego nie mogły doprosić się audiencji u poprzedniego ministra, by przedstawić mu merytoryczne argumenty przeciwko opodatkowaniu inwestorów. Liczę, że nowy gospodarz resortu będzie bardziej otwarty na współpracę z uczestnikami rynku — mówi Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych.
— Po dymisji ministra finansów inwestorzy z optymizmem powinni oczekiwać zmiany retoryki i decyzji sprzyjających rozwojowi rynku kapitałowego, w tym publicznego — dodaje Andrzej Madej, prezes DM Penetrator.
To m.in. w oparciu o ten dom maklerski powstała Fundacja Upowszechniania Akcjonariatu, która stworzyła projekt nowelizacji ustawy o PIT. FUA proponuje w nim, by wprowadzenie podatku odłożyć o trzy lata.
Grzegorz Kołodko zamierzał już w 2004 r. opodatkować zyski z inwestycji giełdowych. Problem w tym, że inwestorzy konkretnie nie wiedzieli, jaki podatek będą płacić i jak często ma być on naliczany. Strzępy informacji na ten temat pojawiały się od czasu do czasu podczas internetowych czatów z wiceministrami finansów. Koncepcje Grzegorza Kołodki nie doczekały się jednak zebrania w jednolitą i namacalną formę. Tymczasem do wyznaczonego terminu wejścia podatku w życie pozostało bardzo mało czasu.
— Ogłoszenie zasad, według których ma odbywać się naliczanie podatku, powinno nastąpić najpóźniej na 1,5 roku przed jego wejściem w życie. Tyle potrzeba, by dostosować systemy informatyczne biur maklerskich do tej operacji. Tymczasem do 2004 r. pozostało tylko pół roku — martwi się Piotr Szeliga, wiceprezes GPW.
— Trudno w ogóle mówić o przygotowaniach technicznych biur maklerskich do wprowadzenia podatku, w sytuacji gdy tak naprawdę nie są znane szczegóły jego konstrukcji. Ministerstwo nie przekazało żadnych szczegółowych założeń, a tylko na tej podstawie można rozpocząć prace informatyczne — uzupełnia Maria Dobrowolska, prezes Izby Domów Maklerskich.
Uczestnicy rynku twierdzą, że nie jest on jeszcze gotowy na dodatkowe obciążenia.
— Koncepcja ministra Kołodki zakładała oddanie części dochodów przez ponoszących relatywnie wysokie ryzyko inwestorów giełdowych na aktywność socjalną państwa. Jest to podcinanie fundamentów przedsiębiorczości — twierdzi Andrzej Madej.
— Podstawowym argumentem za przedłużeniem zwolnienia z podatku jest regres, w jakim znajduje się rynek i konieczny czas na jego przezwyciężenie — przekonuje Maria Dobrowolska.
Zgadza się z tą tezą wiceprezes GPW i postuluje, by uczyć się na błędach, najlepiej nie swoich, lecz cudzych.
— Giełda od dawna proponuje odroczenie opodatkowania zysków giełdowych. Uważamy bowiem, że nałożenie na inwestorów dodatkowych obciążeń zahamuje rozwój rynku i doprowadzi do dalszego spadku obrotów. To z kolei przełoży się na niższe wyniki giełdy jako spółki akcyjnej, i w konsekwencji doprowadzi do spadku wpływów do budżetu państwa. Przykład giełdy węgierskiej, gdzie obroty po wprowadzeniu podatku spadły o 60 proc., jest aż nadto wymowny. Mamy nadzieję, że nowy minister finansów wyciągnie wnioski z bolesnych doświadczeń Węgrów — konkluduje Piotr Szeliga.