Nie ma to jak szczerość. LOT, chyba najmniej przejrzysta pod względem finansowym spółka skarbu państwa, która wyniki podaje z kilkumiesięcznym opóźnieniem i od lat koloryzuje je sprzedając nieruchomości, chce mieć czystą kartę przed prywatyzacją.

Naga prawda
Spółka zaktualizowała wycenę majątku, w tym samolotów Embraer i części zamiennych i w związku z tym odpisała minus 479,5 mln zł od wyniku finansowego za 2012 r. Oznacza to, że wysokość straty netto urosła do 399,9 mln zł, choć – jak podkreśla zarząd – tylko na papierze. Natomiast strata operacyjna po audycie wyniosła 146,5 mln zł. Wcześniejsze, nieaudytowane dane, mówiły o stracie netto rzędu 157,1 mln zł i 115,1 mln zł straty na działalności podstawowej. W 2011 r. LOT miał 145,7 mln zł straty. Pod koniec roku linia dostała od rządu 400 mln zł pożyczki, którą Komisja Europejska zatwierdzi, o ile uzna plan restrukturyzacji za realny.
- Pomijając zabiegi księgowe najważniejsza przy ocenie spółki jest strata operacyjna, która wskazuje, że poprzedni zarząd przez kolejny rok fatalnie zarządzał spółką – komentuje Eryk Kłopotowski, ekspert rynku lotniczego.
- Spółka potrzebuje bezkompromisowych działań we wszystkich obszarach swojej działalności, w tym również w zakresie sprawozdawczości finansowej. Podjęta decyzja stanowi integralną część planu restrukturyzacyjnego i otwiera nowy rozdział w kontekście planowanej prywatyzacji – mówi Sebastian Mikosz, prezes LOT.
Szczupły LOT kusi
Spółka tłumaczy w komunikacie, że odpis umożliwia precyzyjne, bardziej obiektywne i rzetelne planowanie przyszłych osiąganych wyników firmy. Z planów restrukturyzacji, które opisała Gazeta Wyborcza, wynika, że w 2014 r. LOT zacznie zarabiać na przewozie pasażerów, a w 2015 r. będzie mieć 68 mln zł zysku. Siatka skurczy się o ponad 25 proc., zatrudnienie spadnie 800 etatów, LOT wycofa się z użytkowania 15 embraerów, a dwa Boeingi 787 zamierza wypożyczyć innym przewoźnikom.
W piątek prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę, która pozwala na udział Skarbu Państwa w akcjonariacie LOT poniżej 51 proc. Kupca dla przewoźnika szuka Rothschild, o czym „PB” informował jako pierwszy. Zainteresowane są linie: Air Berlin, Singapore Airlines i British Airways.
Łyżka miodu…
Aby nieco osłodzić smutne wieści, LOT chwali się wynikami przewozowymi. Tyle, że wcale nie zachwycają. W 2012 r. miał 4,97 mln pasażerów, o 7,3 proc. więcej niż rok wcześniej. W klasie biznes ruch wzrósł o 1,2 proc. - 4,97 mln pasażerów LOTu i 4,9 mln w Ryanair i 4,3 mln WizzAir pokazuje, jak duży jest potencjał polskiego rynku. Wzrost o 7 proc. to nie jest imponujący wynik i oznacza, że przy utrzymaniu trendów LOT nie będzie juz największym przewoźnikiem w Polsce – sprowadza jednak zaraz na ziemię Eryk Kłopotowski.
Jego zdaniem, problem polega na tym, że LOT nie szuka nowych rynków, podczas gdy WizzAir i Ryanair otwierają połączenia np. z Lublina. LOT chwali się też, że w 2012 r. wzrósł wskaźnik zapełnienia miejsc, tzw. load factor: z 74,4 proc. do 78,1 proc. (long-haul 87 proc., short-haul 71,9 proc., trasy krajowe 67,8 proc.).
- Co do load factor na trasach long-haul to niejasne dla mnie jest, czy to wypełnienie wynika ze sprzedaży miejsc czy też z tego, że wiele rejsów na dalekich trasach było skasowanych i loty były łączone. Bardzo niski load factor na trasach krajowych to fatalna informacja pokazująca, że spółka nie potrafiła w 2012 r. zarządzać lotami krajowymi. Duża cz ęść tych pasażerów leci za darmo, bo przesiadają sie w Warszawie na dalsze loty – podkreśla Eryk Kłopotowski.