Łowienie ryb koi nerwy menedżerów

Agnieszka Ostojska
opublikowano: 2001-11-16 00:00

Wędkarstwo to idealny sposób na wypoczynek. Bezpośredni kontakt z przyrodą, świeże powietrze, cisza — to wszystko pozwala odpocząć od zgiełku zabieganego świata. Okazuje się jednak, że wędkowanie budzi ogromne emocje. Trzeba włożyć sporo wysiłku, aby złapać wymarzoną rybę. Odpowiednia przynęta, znalezienie dobrego miejsca, a potem oczekiwanie. Prawdziwego wędkarza byle płotka nie zadowoli. W Polsce, tak jak wszędzie na świecie, pasjonatów tego sportu nie brakuje. Spora grupa to biznesmeni. Mimo ciężkiej pracy w ciągu tygodnia, w weekend potrafią wstać o 4 nad ranem, aby wypłynąć z wędką na jezioro. W czasie urlopu starają się chociaż kilka dni poświęcić swojej pasji. Coraz częściej kuszą ich połowy na zagranicznych łowiskach.

— Modne stają się wyjazdy na ryby bardziej szlachetne, głównie jesiotrowate, które w Polsce nie występują. Dlatego coraz więcej wędkarzy chce wyjeżdżać i sprawdzić się gdzie indziej — wyjaśnia Regina Sojecka, współwłaścicielka krakowskiego biura podróży Adept, które specjalizuje się m.in. w organizacji wypraw wędkarskich na jezioro Bajkał.

Polscy wędkarze, jeżeli decydują się na połowy za granicą, wybierają łowiska w bliskich krajach. Najlepiej tam, gdzie można dojechać samochodem. Dlatego największą popularnością cieszą się jeziora i rzeki Skandynawii.

— O popularności zbiorników wodnych Szwecji i Norwegii decyduje odległość. Zwykle nasi klienci jadą na tydzień lub dwa własnym samochodem. Często są to grupy kilku osób, które od kilku lat regularnie jeżdżą w te regiony — przyznaje Piotr Falicki, szef Krajowej Agencji Turystyki Altours z Koszalina, specjalizującej się tylko w organizacji wypraw wędkarskich na łowiska całego świata.

Marzeniem każdego europejskiego wędkarza są połowy na Alasce. Wśród pasjonatów krążą legendy o zasobności tamtejszych rzek. Jednak mało którego polskiego wędkarza stać na wypad na ryby na drugi koniec świata.

— Organizujemy połowy na rzece Nushagak. Można tam złowić pięć gatunków łososia. Ze względu na dużą odległość, a więc i cenę podróży, wyjazdy na Alaskę cieszą się umiarkowanym powodzeniem. Duży wpływ ma także ograniczony czas urlopów. Mało który biznesmen może sobie pozwolić na trzy tygodnie spędzone na wędkowaniu, bo tyle powinno się na to przeznaczyć — dodaje Piotr Falicki.

Potwierdza, że wyjazdy w te regiony nie mają charakteru masowego, jednak chętni są. Także łowiska Ameryki Południowej, pomimo obfitujących w łososie i trocie rzek i jezior, cieszą się umiarkowanym powodzeniem.

Zdaniem Reginy Sojeckiej, rynek turystyki wędkarskiej w naszym kraju dopiero się zaczął.

— Polacy od niedawna dysponują większymi pieniędzmi, również wędkarze. Na razie głównymi klientami są nasi znajomi, z którymi wspólnie jeździliśmy na ryby na łowiska w kraju — przyznaje Regina Sojecka.

Tymczasem na Zachodzie rozwinął się cały przemysł turystyki wędkarskiej. O tym, jak bardzo ten rodzaj wypoczynku jest tam popularny, może świadczyć infrastruktura ośrodków nastawionych na przyjmowanie i obsługę całych grup zapaleńców z wędką.

— Większość z nich oferuje pełen serwis wędkarski. Dowożą klientów na łowiska, wypożyczają sprzęt, a złowione ryby filetują i wędzą. Na miejscu można zakupić przynęty i cały ekwipunek wędkarski — opowiada Piotr Falicki.

W Kanadzie, gdzie ilość zbiorników wodnych jest olbrzymia i do części trudno dotrzeć, na oddalone łowiska wędkujący turyści dowożeni są helikopterem. W Skandynawii wędkarz może wynająć domek o każdym standardzie, wypożyczyć łódź i skorzystać z usług przewodnika, który doradzi, gdzie i jak łowić.

W naszym kraju również zaczyna się postrzegać wędkarzy jako oddzielną grupę turystów. Tylko w Łebie działa ponad dziesięć firm organizujących połowy dorsza na wodach Bałtyku.

— Nie są to połowy kilkudniowe. Impreza na naszym katamaranie trwa osiem godzin. Jednak w tym czasie można złowić sporo ryb. Możemy także od razu je przyrządzić według życzenia klienta — zachęca Czesław Kossiński, pełnomocnik właściciela katamaranu Kubuś.

Dodaje, że z jego usług korzystają nie tylko członkowie związków wędkarskich. Coraz częściej połów jest urozmaiceniem szkoleń organizowanych przez firmy dla pracowników. Największy ruch panuje w wakacyjne weekendy — na ryby w weekend majowy trzeba zapisywać się już w lutym.

— Na pokład możemy zabrać 20-30 osób. Mamy własną wypożyczalnię wędek, ale większość uczestników przyjeżdża z własnym sprzętem. Ci, którzy są po raz pierwszy na rybach, mają zwykle największe sukcesy. Szczęście początkującego sprawia, że pozostają wierni wędkarstwu do końca życia — przekonuje Czesław Kossiński.

Przyznaje jednak, że w Polsce brakuje jeszcze takich udogodnień dla wędkarzy, jakie są w krajach zachodnich. Nie ma gdzie wypożyczyć łódki czy kajaka, nie wspominając o specjalistycznym sprzęcie.

AGNIESZKA OSTOJSKA

[email protected] % (22)3342065