Właściwi ludzie, miejsce i czas — tak genezę sopockiego brokera ubezpieczeniowego określa jego współzałożyciel Leszek Niedałtowski.
Najpierw była ustawa, która otwierała drzwi usługom brokerskim. Potem szkolenia, państwowy egzamin, licencja. I trudna walka o każdego klienta.
— Któregoś dnia uznaliśmy, że indywidualna działalność brokerska nie da takich efektów, jak ścisła współpraca poparta doświadczeniem i kapitałem wspólników. W 1998 roku powołaliśmy Sopockie Towarzystwo Brokerów Ubezpieczeniowych — wspomina Leszek Niedałtowski, wiceprezes i dyrektor ds. klientów strategicznych STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.
Układ otwarty
Wśród założycieli firmy są ludzie, którzy działali na rynku ubezpieczeniowym, choć mieli różne wykształcenie: Piotr Górny — fizyk, Leszek Niedałtowski — inżynier elektryk, wykładowca akademicki, Jerzy Rybowski — prawnik i Zbigniew Foltyński — ekonomista. Później dołączyli: Wojciech Hartung — ogrodnik po Akademii Rolniczej i Dariusz Kalinowski — po Akademii Wychowania Fizycznego.
Twórcy spółki od razu założyli, że będzie ona miała charakter otwarty, dlatego oprócz pozyskiwania klientów szukali kolejnych brokerów zainteresowanych udziałem we wspólnym przedsięwzięciu.
— W latach 1999-2000 grono wspólników powiększyło się o kilku partnerów, którzy do spółki wnieśli wiedzę i doświadczenie w nowych obszarach ubezpieczeń oraz kolejnych klientów — mówi Leszek Niedałtowski.
Po trzech latach spółka zmieniła nazwę na STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi.
Na własną rękę
Początki nie były łatwe. Za granicą nowa forma pośrednictwa ubezpieczeniowego cieszyła się dużą popularnością, ale w Polsce trzeba było przekonywać, że w odróżnieniu od agentów reprezentujących interes towarzystw ubezpieczeniowych brokerzy działają w imieniu i na korzyść klienta.
Mimo wszystko w pierwszym roku spółka wypracowała 270 tys. zł przychodów przy przypisanej składce ubezpieczeniowej w wysokości 1,6 mln zł. Rok 2005 zamknęła już 8,5 mln zł przychodów przy składce ulokowanej znacznie przekraczającej 100 mln zł. Nic dziwnego, że STBU zainteresowali się duzi gracze z kapitałem zagranicznym.
— W ostatnich latach mieliśmy już kilka propozycji odkupienia całości udziałów lub wejścia do spółki w charakterze inwestorów strategicznych. Doszliśmy jednak do wniosku, że w najbliższych latach rozwój spółki oparty będzie na wzroście organicznym — mówi Leszek Niedałtowski.
Spółkę interesuje udział w konsolidacji rynku brokerskiego, zwłaszcza w branżach i na terenach, na których nie jest obecna.
— Działamy prawie w całej Polsce, z wyraźnym akcentem na region Pomorza i Warszawy. Swoją obecność zaznaczyliśmy także w Niemczech, Norwegii, Holandii, Grecji, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Korei — wymienia wiceprezes Niedałtowski.
Miara sukcesu
Klientami spółki są nie tylko wielkie korporacje, ale też samorządy i instytucje publiczne. Dlaczego? Według Leszka Niedałtowskiego, klienci zrozumieli, że standardowy pakiet ubezpieczeń oferowany przez towarzystwa czy agentów wcale nie musi odpowiadać ich faktycznym potrzebom, a składka nie zawsze gwarantuje otrzymanie późniejszych odszkodowań. Źle skrojony pakiet ubezpieczeń może też nie obejmować istotnych dla klienta obszarów działalności.
— Od początku przyjęliśmy zasadę, że wynikiem naszej współpracy z klientem musi być produkt, który za konkurencyjną cenę w najlepszy sposób zabezpieczy jego interesy. Dlatego dużą wagę przywiązujemy do właściwego określenia ryzyka, z jakim ma on do czynienia — mówi wiceprezes STBU.
Stąd pomysł szefów spółki na stworzenie podstaw instytucjonalnych dla systemu oceny i zarządzania ryzykiem. Podpisali już list intencyjny z Politechniką Gdańską w sprawie stworzenia ośrodka, w którym specjaliści będą monitorowali zagrożenia w różnych dziedzinach życia i tworzyli wytyczne dla ich unikania lub ograniczania ich skutków. Być może, gdyby taki ośrodek już działał, a jego wytyczne były przestrzegane, udałoby się uniknąć wielu tragicznych katastrof.
Rosnąca liczba klientów jest też pochodną ważnego elementu oferty spółki — skutecznej pomocy przy likwidacji szkód.
— Nasz zespół likwidatorów i rzeczoznawców współpracuje z pracownikami towarzystw ubezpieczeniowych, przyspieszając proces likwidacji szkód. Dzięki zastosowaniu autorskiej platformy informatycznej klienci na bieżąco kontrolują stan dokumentacji ubezpieczeniowej, proces likwidacji szkód i wypłaty odszkodowania — podkreśla Leszek Niedałtowski.
Czy siedem lat wystarcza, by osiągnąć sukces na tak specyficznym rynku? Zdaniem Leszka Niedałtowskiego, liczba klientów, przychody i zysk spółki potwierdzają, że obrany kierunek jej rozwoju jest uzasadniony.
