Po drugiej wojnie światowej między Europą Wschodnią i Zachodnią zapadła żelazna kurtyna, w uproszczeniu na linii, gdzie w 1945 r. spotkały się wojska radzieckie i amerykańskie. Przecięła kontynentalne więzi we wszystkich dziedzinach życia, zarówno w gospodarczej bazie, jak i społeczno-kulturalnej nadbudowie. Zerwane zostały nie tylko kontakty międzyludzkie, lecz także wymiana myśli.
Zagranica ideologiczna
W takich realiach pomysłem rzeczywiście nowatorskim było uruchomienie w Warszawie pierwszego punktu z dostępną w ograniczonym zakresie prasą zagraniczną. Dokładnie 7 października 1948 r. przy placu Unii Lubelskiej otwarty został pierwszy Klub Międzynarodowej Prasy i Książki. W powszechnym obiegu ta nazwa przyjęła się pod wygodniejszym skrótem MPiK, a fonetycznie po prostu jako empik. Współczesna firma nazywa się właśnie Empik, co jest dowodem stabilności marki bardzo silnie osadzonej w polskim społeczeństwie.
Eksperymentalny klub nie był sklepem, lecz przede wszystkim czytelnią. Dostęp do obcojęzycznych gazet i czasopism był bezpłatny, co umożliwiało skorzystanie każdemu, ale automatycznie tworzyło długie kolejki. Cenne czasopisma zagraniczne sprowadzano najczęściej w jednym egzemplarzu, zatem naturalnym problemem empiku stało się zabezpieczenie ich przed wynoszeniem i niszczeniem przez wycinanie artykułów czy wyrywanie stron. W tamtej epoce jedyną możliwością legalnego skopiowania treści było… przepisanie. Najbardziej skuteczną metodą zabezpieczenia stało się zaś wydawanie egzemplarzy do czytania pod zastaw dowodu osobistego. Mobilizowało to do terminowego zwrotu w nienaruszonym stanie.
Empikowa inicjatywa szybko zderzyła się z ponurą rzeczywistością polityczną. W okresie stalinowskim obowiązywała doktryna o zaostrzaniu się walki klasowej, która na odcinku kultury nakazywała rewolucyjną czujność. Na szczęście nie wylano dziecka z kąpielą — kluby istniały, chociaż radykalnie zawęziły ofertę. Prasowa zagraniczność koncentrowała się na organach bratnich partii komunistycznych, takich jak radziecka „Prawda” czy współorganizujące kolarski Wyścig Pokoju dzienniki „Rudé Právo” i „Neues Deutschland”. Ciekawostką dostępną przez cały okres PRL była polskojęzyczna gazeta „Czerwony Sztandar”, ukazująca się na Litwie zagarniętej przez Związek Radziecki. Wydawnictwa z obozu moskiewskiego cieszyły się w Polsce zainteresowaniem minimalnym. Ale jeśli ktoś się przełamał i w nie wgryzł, to nawet w najciemniejszym okresie PRL oddychał z ulgą — stwierdzając, że jesteśmy w tym samym obozie, ale w naszym baraku najweselej.
Polityczny barometr
Klubowa oferta przez cały okres PRL była bardzo czułym barometrem sytuacji politycznej. Impulsem rozwojowym empików stała się odwilż po październiku 1956 r. i dojściu do władzy Władysława Gomułki. Pojawiły się wydawnictwa z Zachodu — włoskie, francuskie, angielskie. Wiązało się to z politycznym ryzykiem, bo nawet bez wyjeżdżania na Zachód społeczeństwo mogło stwierdzić, jak dużo Polska straciła w okresie stalinowskiej nocy. Władza nawet bardziej liberalna wyjątkowo nieufnie podchodziła do prasy zachodnioniemieckiej, która z założenia opanowana była przecież przez odwetowców. Ale język nie był pokrzywdzony, istniała alternatywna oferta z Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Prasa stamtąd była zupełnie niestrawna, ale powodzeniem cieszyły się tanie wydawnictwa albumowe dobrej jakości, albowiem w NRD poligrafia stała znacznie wyżej od polskiej. Podobnie zresztą jak poligrafia w ZSRR. Kolejną falą odwilży były lata siedemdziesiąte po dojściu do władzy Edwarda Gierka. W sieci empików zauważalne było wzbogacenie oferty, prasa poza czytelniami trafiała do normalnej sprzedaży, chociaż nie była tania. Odwilż oczywiście nie znaczyła, że zachodnie wydawnictwa nie były kontrolowane. Podlegały cenzurze i trafiało się, że np. jakiś konkretny numer dziennika lub tygodnika po prostu nie zaistniał na polskim rynku. Najbardziej bezpieczne i neutralne były takie tytuły jak np. modowa „Burda”. Przez wiele lat królowała w sieci empików, ponieważ do kolorowego wydania oryginalnego załączana była polska wkładka z wykrojami. Niewyobrażalne było, bynajmniej nie z powodów politycznych, wprowadzenie do sprzedaży wydawnictwa takiego jak np. „Playboy”. Sektor reprezentowany przez ten miesięcznik przez cały okres PRL objęty był importem indywidualnym, a na rynku zaistniał w Polsce dopiero po zmianie ustroju.
W wielkich miastach liczba klubów MPiK w latach siedemdziesiątych przekroczyła setkę. Oprócz czasopism prorozwojowym asortymentem okazały się materiały muzyczne, płyty i kasety. W ofercie towarzyszącej zaś naturalnym polem aktywności empików stały się szkoły języków obcych. I to nie tylko najbardziej popularnych europejskich, ale również tak oryginalnych jak japoński czy arabski. Edukacja językowa kontynuowana jest również współcześnie przez Empik School, oczywiście z wykorzystaniem najnowocześniejszych technik multimedialnych.
W mieście i na wsi
Drugim filarem klubowego systemu były w małych miejscowościach Kluby Książki i Prasy Ruch, już bez międzynarodowości w nazwie. Prowadziły sprzedaż detaliczną jak kioski, ale wyposażane były w małe kawiarenki, szatnie, miejsce do zaaranżowania niewielkiego koncertu lub spotkania autorskiego. W latach sześćdziesiątych ważnym ich wyposażeniem był telewizor, mały i czarno-biały, ale często pierwszy we wsi. Powtórzyło się to wiele lat później w epoce wchodzenia telewizji satelitarnej, i to wcale nie na prowincji, lecz w stolicy.
Przez wszystkie lata i epoki siostrą klubowej oświaty była i jest kultura. Zarówno okazałe empiki w stolicy, jak i małe placówki wiejskie były miejscami ciekawych koncertów, wernisaży oraz spotkań twórców z publicznością. W epoce PRL zdecydowanie najpopularniejsi byli telewizyjni i filmowi aktorzy, za nimi stali muzycy, a literaci i dziennikarze przyciągali raczej koneserów. Nieprzebrane tłumy szturmowały kluby, aby zobaczyć na własne oczy bohaterów „Czterech pancernych i psa” lub Stanisława Mikulskiego grającego Hansa Klossa. Współcześnie przodują pod względem popularności gwiazdy estrady, w 2012 r. padł w Warszawie empikowy rekord wszechczasów — aż osiem godzin, do drugiej w nocy, Edyta Górniak podpisywała nową płytę, dopóki kolejka się naturalnie nie skończyła.
Przemiany własnościowe
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych kluby w miastach i na wsi podlegały nie ministerstwu kultury, lecz… łączności, bo ono zawiadywało całą siecią Ruchu. W 1973 r. nastąpiła zmiana o charakterze rewolucyjnym. Przesiębiorstwo Upowszechniania Prasy i Książki Ruch zostało wchłonięte i stało się członem Robotniczej Spółdzielni Wydawniczej Prasa–Książka–Ruch. Ten koncern był gospodarczym i finansowym ramieniem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Polityczne wydawnictwa i prasa znajdowały się pod finansową kreską, natomiast handlowa sieć Ruchu dominowała zwłaszcza na prowincji i przynosiła ogromne zyski. W związku z tym stworzenie takiego koncernu było zasadnie traktowane jako partyjny skok na kasę. Ale sieci empików wiodło się w ramach RSW całkiem nieźle, tworzono nowe placówki, poprawiało się wyposażenie istniejących.
Razem z upadkiem ustroju rozsypała się RSW Prasa–Książka–Ruch, zlikwidowana w 1990 r. specjalną ustawą. Dla oświaty i kultury nadeszły trudne czasy, sieć klubów walczyła o przetrwanie. W 1991 r. zawiązana została spółka Empik, do której weszły 74 kluby międzynarodowe. W 1994 r. spółkę kupiła od skarbu państwa holendersko-belgijska grupa kapitałowa Eastbridge. Po dwóch dekadach od tej transakcji sieć empików obejmuje ponad dwie setki salonów w największych miastach kraju. Część mieści się w wielopoziomowych centrach handlowych.
Empiki tworzą najbardziej rozpoznawalną na polskim rynku sieć dystrybucji dóbr kultury, wiedzy i rozrywki. Sprzedają książki, prasę, wydawnictwa muzyczne, mapy i przewodniki turystyczne, filmy, gry, programy komputerowe, bilety i wiele innych asortymentów. Salony podtrzymują tradycję organizowania spotkań autorskich, recitali, paneli dyskusyjnych, wystaw i warsztatów. Paradoks polega tym, że współcześnie prasa zagraniczna, przynajmniej w masie kolorowych magazynów przychodzi do nas głównie po… polsku. Są to zorientowane na krajowego odbiorcę mutacje tytułów. Oczywiście dostępna jest także bogata oferta prasy oryginalnej. 66 lat temu, gdy w zburzonej Warszawie i siermiężnym ustroju ruszał pierwszy empik przy placu Unii Lubelskiej — to wszystko było niewyobrażalne. Ale od czegoś trzeba było zacząć…



