Łupkowa spółka gigantów już gotowa

PGNiG i jego partnerzy zdecydują się najpewniej na stworzenie spółki komandytowej. Ogłoszą to lada chwila.

Dokumenty są już gotowe. Podpisanie umowy — lada dzień. Takie zapewnienia dotyczące planowanego porozumienia o współpracy w obszarze łupków płyną ze strony PGNiG.

— W poniedziałek [czyli dziś — red.] ma być już gotowa dokumentacja. Jak tylko przejrzą ją zarządy poszczególnych spółek partnerów, dojdzie do oficjalnego podpisania umowy. Powinno to nastąpić na początku tego tygodnia — zapewnia osoba zbliżona do zarządu PGNiG.

Będzie spółka…

Gazowa firma od kilku miesięcy przygotowuje formułę współpracy obejmującej poszukiwanie i wydobycie gazu z łupków. W roli potencjalnych partnerów ma miedziowy KGHM oraz trzy spółki energetyczne: PGE, Tauron i Eneę. Scenariusze współpracy rysowały się dotychczas dwa. Pierwszy: prosta zasada partycypacji poszczególnych spółek w kosztach i w zyskach. Drugi: spółka komandytowa.

— Skłaniamy się ku zawiązaniu spółki łączącej pięciu wspólników — sygnalizuje Maciej Owczarek, prezes Enei. W spółce komandytowej współistnieją dwie kategorie wspólników: komplementariusze i komandytariusze.

Pierwsi aktywnie prowadzą sprawy spółki i angażują się w jej operacje, ponadto nieograniczenie odpowiadają za jej zobowiązania. Drudzy są pasywni i odpowiadają za zobowiązania tylko do określonej wcześniej kwoty. Można więc przypuszczać, że PGNiG, posiadający koncesje łupkowe i kompetencje wiertnicze, przyjmie rolę komplementariusza. KGHM, PGE, Tauron i Enea — nie znające się na poszukiwaniach gazu — wystąpią w roli komandytariuszy dających kapitał. Pytanie — jak duży będzie?

Pomysł [„łupkowego Polkomtela” — red.] upadł po pierwsze — z powodu formalnoprawnego. Koncesji przyznanych PGNiG nie można bowiem przenieść na nowy podmiot. Po drugie — to nie było optymalne rozwiązanie w sytuacji, gdy PGNiG ma kompetencje operacyjne, a pozostali ich nie mają.

…i pieniądze…

Nikt nie chce precyzyjnie szacować kwot, które pochłoną w najbliższym czasie polskie projekty łupkowe. PKN Orlen, który — podobnie jak PGNiG — ma koncesje łupkowe, ale na południu kraju, przewiduje, że będą to setki miliardów złotych. Grażyna Piotrowska-Oliwa, prezes PGNiG, kalkulowała ostatnio, że „jedna koncesja to 80 padów, na padzie — 12 odwiertów, a jeden odwiert to szacunkowo koszt 15 mln USD. To łącznie daje oko 40 mld zł”.

Wszyscy partnerzy deklarują jednak jednomyślnie, że znajdą pieniądze na łupki. Herbert Wirth, szef KGHM, zapewnił w zeszłym tygodniu, że planowane zaangażowanie jego firmy w tym sektorze nie zostanie ograniczone. I to mimo że miedziowa firma będzie musiała wypłacić dywidendę o ponad 2 mld zł większą od planowanej. W podobnym tonie wypowiada się prezes Enei.

— W budżecie inwestycyjnym na najbliższe 10 lat mamy zaplanowane wydatki na poziomie 19 mld zł. Ile z tego przeznaczymy na łupki? Intensywnie pracujemy nad odpowiedzią na to pytanie — zapewnia Maciej Owczarek.

…a Polkomtela nie będzie

W ostatnich miesiącach mówiło się też sporo o koncepcji powołania „łupkowego Polkomtela”, czyli spółki joint venture, w której partnerzy objęliby równe udziały i wyłożyli, na początek, po 100 mln zł.

— Pomysł upadł po pierwsze — z powodu formalno-prawnego. Koncesji przyznanych PGNiG nie można bowiem przenieść na nowy podmiot. Po drugie — to nie było optymalne rozwiązanie w sytuacji, gdy PGNiG ma kompetencje operacyjne, a pozostali ich nie mają — zauważa Herbert Wirth.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu