Lutowy rekord to efekt sieciowego szaleństwa

Tadeusz Stasiuk
opublikowano: 2000-03-01 00:00

Lutowy rekord to efekt sieciowego szaleństwa

Miniony miesiąc był jednym z najbardziej udanych w całej historii warszawskiej giełdy. Już dawno nie mieliśmy na parkiecie do czynienia z tak ciekawymi sesjami, choć pod koniec miesiąca przypominały one nieco już przebrzmiały schemat. O ile jeszcze w pierwszej dekadzie lutego uwaga giełdowych inwestorów podzielona była między szerokie grono spółek, o tyle pod koniec drugiego miesiąca roku popyt był już tak wyselekcjonowany, że jedynie niewielka grupa spółek mogła liczyć na dalszą aprecjację kursu. Są one jednak na tyle silne i mają tak duży udział w giełdowych indeksach, że pozwoliło to giełdzie, mimo obserwowanego pogorszenia koniunktury, na pobicie rekordu wszech czasów i ustanawianie kolejnych. Było ich w lutym w sumie 7.

MOTORAMI wzrostów były oczywiście spółki, które bądź to już działają w Internecie, bądź też dopiero poinformowały o takich zamiarach. W tym drugim przypadku, inwestorom zupełnie nie przeszkadzało to, że są to dopiero plany i wizje ewentualnych zysków. Na fali ogólnej internetomanii rosły kursy zarówno potentatów branży IT jak i spółek nie mających do tej pory nic wspólnego z komputerami, jak miało to miejsce w przypadku Ariela i Howella. Wystarczyły zapowiedzi inwestycji w globalną sieć, by kursy gwałtownie poszły do góry. W niektórych przypadkach, w iście oszałamiającym tempie.

W SKALI całego miesiąca najwięcej wzrosła wartość indeksu WIRR, który w porównaniu ze styczniowym zamknięciem wzrósł o 22,8 proc. Z kolei najważniejszy giełdowy barometr, WIG wzrósł w lutym „tylko” o 11 proc.

WYBIÓRCZE podejście do spółek zaowocowało natomiast ponad 7-proc. przeceną indeksu średnich spółek. Poza marginesem znalazł się także rynek Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, na co wskazuje dobitnie 9,8-proc, korekta indeksu NIF.

NIEKWESTIONOWANYM liderem lutego był radomski Ariel. Spółka, która dotychczas zajmowała się wyłącznie produkcją obuwia postanowiła zaprzestać tej działalności i wszystkie środki przeznaczyć na inwestycje w Internet. Pierwszym krokiem w tym kierunku ma być zakup trzech firm zajmujących się świadczeniem dostępu do sieci. Po opublikowaniu tych informacji kurs przedsiębiorstwa ruszył ostro do góry i w ciągu miesiąca podskoczył aż o 534,8 proc. Często ze względu na nierównowagę na rynku tych akcji, popyt zdecydowanie przewyższał podaż, giełda zmuszona była znosić widełki ograniczające wahania kursu. Wynik byłby na pewno lepszy gdyby nie ostra przecena walorów spółki w trakcie ostatnich sesji.

DRUGIE MIEJSCE w tej klasyfikacji przypadło nestorowi polskiego Internetu, nowosądeckiemu Optimusowi. Inwestorzy, którzy nabyli akcje spółki w końcu stycznia zarabiają na nich do tej pory blisko 190 proc. Akcje trzeciego w rankingu Howella, który na wzór Ariela chce postawić na inwestycje w sektorze IT, przyniosły w lutym 139,8-proc. zysk. W sumie, spółek, które co najmniej podwoiły w lutym wartość swoich akcji, było pięć. Do wspomnianego wcześniej grona należy jeszcze dołożyć Letę i Szeptela.

PO PRZECIWNEJ stronie barykady, spośród spółek, których walory przyniosły największe straty, zdecydowanie in minus wypadła Polisa. Wczoraj, ze względu na ogłoszenie przez sąd gospodarczy upadłości Polisy i po podjęciu stosownej decyzji przez Radę Giełdy, po raz ostatni handlowano na parkiecie walorami spółki. Akcje Polisy były obecne na GPW od 20 listopada 1996 roku. Do końca notowań inwestorzy byli zainteresowani tymi papierami, ale o takie działania można podejrzewać jedynie giełdowych spekulantów. Normalni inwestorzy raczej baliby się pozostać z bezwartościowymi akcjami w swoich portfelach.

O ILE w ostatnim dniu lutego akcje Towarzystwa Ubezpieczeń Polisa kosztowały jeszcze blisko złotego, o tyle na koniec lutego, parkiet wycenił je na zaledwie 3 grosze. W pierwszej trójce najmniej opłacalnych inwestycji znalazły się dodatkowo dwie spółki drobiarskie, Drosed i Indykpol, które potaniały odpowiednio o 28 i 31,9 proc. Nie jest to chyba jakiś ogólny trend, ale raczej wypadek przy pracy, chociaż perspektywy dla producentów żywności w dalszym ciągu nie są najlepsze.