Machina rządu ponoć ma ruszyć

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-02-21 20:00

Przed trwającym posiedzeniem Sejmu, planowanym na trzy dni 21-23 lutego, stawiałem tezę, że ze względu na ubogość treści mogłoby się ono ograniczyć do…. jednego dnia.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Aż tak nie schudło, ale zostało przycięte do 21-22 lutego. Marszałek Szymon Hołownia samokrytycznie przyznał, że Sejm „nie jest napakowany legislacją”, ale od razu znalazł wytłumaczenie zastoju. Powodem mają być przede wszystkim czasochłonne konsultacje społeczne, a także konieczność dodawania do wszystkich projektów tzw. oceny skutków regulacji. Fabryka legislacyjna z ulicy Wiejskiej na początku każdej kadencji rozkręca się powoli, ale aż takiej pustki nie było jeszcze nigdy. Fatalna jest struktura autorska wpływających projektów, ponieważ dominują najróżniejsze poselskie, natomiast na palcach ręki można zliczyć produkcję Rady Ministrów. Tymczasem w naszym ustroju parlamentarno-gabinetowym to właśnie rząd z definicji ma być głównym projektodawcą, w szczególności w szeroko rozumianym obszarze gospodarki. Notabene w kwestiach budżetowych inicjatywę ustawodawczą konstytucyjnie ma tylko rząd, ideałem byłoby rozciągnięcie tej twardej zasady na wszystkie projekty powodujące obciążenia finansowe. Materiały wychodzące z aparatu rządowego są po prostu dokładniejsze i lepiej policzone. Od początku III RP istnieje jednak w Sejmie nieszczęsny obyczaj forsowania szybką ścieżką poselską projektów pochodzących naprawdę z ministerstw, ten szkodliwy proceder osiągnął ekstremalne rozmiary w epoce PiS. Po zmianie władzy na razie go nie widać, dosyć chaotyczne projekty poselskie dotyczą różnych nowelizacji z szeroko rozumianej nadbudowy. Podobno rządowa machina wreszcie nabierze impetu za kilka tygodni i wtedy nastąpi wręcz wysyp oczekiwanych projektów.

Wcale nieskrywanym przez koalicję 15 października powodem zastoju jest ostry konflikt z prezydentem. Andrzej Duda ogłosił, że każdą ustawę będzie z automatu kierował do Trybunału Konstytucyjnego (TK) pod wodzą Julii Przyłębskiej – z proceduralnego powodu nieuczestniczenia w sejmowych głosowaniach Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika, czyli posłów/nieposłów PiS. Na szczęście jednak w sprawie budżetu i ustawy okołobudżetowej bardzo szkodliwą dla Polski zapowiedź istotnie zmodyfikował – złożył podpisy, a dopiero potem skierował do Julii Przyłębskiej w tzw. trybie następczym akty już ogłoszone w Dzienniku Ustaw. Taki tryb różni się radykalnie od prewencyjnej odmowy podpisu, albowiem ustawy obowiązują, zaś prezydent ze swoim wnioskiem staje się zwyczajnym petentem czekającym w TK w kolejce. Mimo publicznie ogłoszonej groźby, 20 lutego Andrzej Duda całkowicie normalnie podpisał dwie potrzebne nowelizacje ustaw: o Narodowym Centrum Badań i Rozwoju oraz prawa o szkolnictwie wyższym i nauce, a także o pomocy obywatelom Ukrainy i powiązanych ustaw podatkowych. W głosowaniach nad nimi Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik oczywiście również nie uczestniczyli, zatem naturalne jest pytanie: a w czym to obie ustawy miałyby być proceduralnie „lepsze” od wspomnianych budżetowych? Oczywiście wnioski prezydenta w trybie następczym zostaną do TK skierowane.

Na następnych posiedzeniach Sejmu dojdzie do ekstremalnie ostrych starć konsorcjum rządowego z PiS. Polem bitewnym staną się Krajowa Rada Sądownictwa – w tej sprawie ma zostać uchwalona ustawa – oraz Trybunał Konstytucyjny. Sposób podejścia koalicji 15 października do organu Julii Przyłębskiej jest od wielu tygodni uzgadniany, ale wciąż jeszcze niesfinalizowany. W dalszym horyzoncie czasowym, zapewne już po wyborach samorządowych (odbędą się 7 kwietnia, w niedzielę powielkanocną) zapowiada się zaś wojna aborcyjna, która może podzielić również koalicjantów. Aż strach zapytać, kiedy i gdzie pomieszczą się zapowiadane projekty gospodarcze autorstwa Rady Ministrów…