Made in Poland, czyli właściwie gdzie?

Norbert Kilen
23-05-2007, 00:00

W erze globalizacji trudno wskazać rzeczywiste źródło pochodzenia produktów. Koszulka z pamiątkowym nadrukiem kupiona w Grecji pochodzi, jak się okazuje, z Tajlandii. „Amerykańska” zabawka czy buty znanej firmy mogą z kolei okazać się wyrobami rąk chińskich robotników. Mimo to większość konsumentów wciąż pozostaje pod wpływem magii marek narodowych.

Według wyliczeń S. Anholta, marka „Polska” jest warta 43 miliardy dolarów. Dla porównania: wartość marki „USA” to aż 18 bilionów dolarów. Chodzi o to, jakie przełożenie na sprzedaż może mieć informacja, że produkt pochodzi z Polski.

Obcokrajowcy widzą nas różnie — jedni jako szary, zasypany śniegiem kraj papieża, Lecha Wałęsy i węgla, inni — jako postkomunistyczne państwo toczone gangreną korupcji. W najlepszym razie egzotyczny kraj na rubieżach Unii, przywoływany jako przykład przemian ekonomiczno-społecznych.

A opinia biznesu? Ponad 80 proc. zagranicznych firm plasuje Polskę wśród rynków najbardziej ryzykownych, jeśli chodzi o oszustwa i nadużycia gospodarcze (przed Sudanem i Ghaną).

Opinie o kraju nie muszą, na szczęście, znajdować odzwierciedlenia w opiniach o jego mieszkańcach. Badania Instytutu Spraw Publicznych pokazują np. że większość Francuzów chętnie zaakceptowałaby Polaka jako sąsiada. Nad Loarą uchodzimy m.in. za pracowitych, religijnych i sympatycznych. Jednak prawie połowa Francuzów uważa, że nadużywamy alkoholu. Z kolei Niemcy w sondażu pisma „Geo” uznali Polaków za najmniej sympatycznych sąsiadów.

W światowych sondażach jawimy się na ogół jako naród tajemniczy, nieokreślony w swoim charakterze. Tę niepewność potwierdza okolicznościowy medal wybity z okazji mistrzostw świata w piłce nożnej. Widniał na nim pastuch z sumiastymi wąsami i dwie gęsi. „Użyliśmy symboli, które kojarzą się z danym krajem” — tłumaczyła projektantka. To wyjaśnienie ucieszyło polskich producentów przetworów mięsnych, ale dla firm zajmujących się np. nowymi technologiami nie było pewnie miłe.

Spółka planująca wejście na rynek zagraniczny musi przygotować rachunek zysków i strat związanych z akcentowaniem swego pochodzenia. Ale też oferowanie dobrych produktów może przełamywać stereotypy związane z Polską. Czy nasze spółki staną się dla Polski tym, czym Sony lub Mazda dla Japonii albo Ikea czy Ericsson dla Szwecji? Oby się udało.

Norbert Kilen

On Board Public Relations, nkilen@onboard.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Norbert Kilen

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Rejestracja zamknięta / Made in Poland, czyli właściwie gdzie?