Maestro bankier

Piotr Czarnecki śpiewa od 40 lat. Ale od roku nie chodzi na próby. Nie ma czasu, bo pracuje nad fuzją z Polbankiem. Jak fuzja wypali – będzie Pavarottim polskiej bankowości. Jeśli nie – cienko zaśpiewa.

Mają na koncie trzy płyty. Czwarta w zasadzie jest gotowa, brakuje tylko partii fletu — musi ją dograć Piotr Czarnecki, który w zespole wokalnym „Des Singers” śpiewa również basem. Szef Raiffeisen Banku nie wie, kiedy to zrobi. Żeby wejść do studia, musi ćwiczyć przynajmniej tydzień, „nabrać maestrii”. Gra na historycznym instrumencie, każdą niedoskonałość doskonale słychać. A nie stać go na luksus wolnego tygodnia. Przez ostatni rok ciężko harował nad fuzją z Polbankiem.

Fot. Tomasz Pikuła
Zobacz więcej

Fot. Tomasz Pikuła

— Nie mogę obiecać kolegom, że stawię się na próbę, bo nigdy nie wiem, czy nie wypadnie mi konferencja, wyjazd, rozmowa telefoniczna — mówi Piotr Czarnecki. Wcześniej członkowie „Des Singers” co poniedziałek spotykali się na próbach w banku. Znają się od lat. Wszyscy, z jednym wyjątkiem, wywodzą się z Towarzystwa Śpiewaczego Lutnia, przy którym w latach 60. XX wieku powstał chór chłopięcy. Piotr Czarnecki zapisał się do niego w 1970 r.

Czekolada na wieży Eiffla

Jako ośmiolatek ruszył w pierwsze zagraniczne tournée po Francji. W paryskiej operze chór zbierał owacje na stojąco. Polonia francuska płakała, słuchając utworów Moniuszki. Następnego dnia Michel Poniatowski, senator Republiki Francuskiej, zabrał chłopców na czekoladę na wieżę Eiffla. Dla dziecka z przaśnej Polski wczesnego Gierka, w której dostępne były w handlu uspołecznionym głównie wyroby czekoladopodobne, było to wielkie przeżycie.

— Na Zachodzie ceniono nas nie za to, że przyjeżdżamy zza żelaznej kurtyny, ale za mistrzostwo w trudnej sztuce. Lekcje, jakie odebrałem wtedy w chórze, procentują do dzisiaj — opowiada prezes Raiffeisen Banku.

Do Francji wyjeżdżali wielokrotnie. Ostatni raz w 1981 r. Piotr Czarnecki był już prezesem chóru. Wtedy stawiał pierwsze kroki jako menedżer. Zarządzanie kilkudziesięcioosobową grupą młodych ludzi, zmotywowanie ich, by przychodzili kilka razy w tygodniu na próby, wyjeżdżali na koncerty, było nie lada sztuką. Udawało mu się.

Wtedy zdecydował się studiować zarządzanie na Politechnice Warszawskiej. Wybór dla znajomych raczej mało oczywisty. Kto wtedy, na początku lat 80., chciał studiować zarządzanie? Czas pokazał, że była to dobra decyzja. Pod koniec dekady Piotr Czarnecki znowu wyjechał za granicę. Dostał dobrą posadę w londyńskim City, sprowadził żonę.

To była pierwsza przerwa w śpiewaniu. Jesienią 1989 r. wrócił do Polski. I do śpiewania. Jedyny śpiewak w „Des Singers” bez stażu w „Lutni” to Aleksander Koper. Jest za młody. W chórze śpiewali jego ojciec i mama. — Kiedyś przyniosła na próbę Olka. Mały zaczął płakać, na co ojciec powiedział: „No i co tak krzyczysz, żebyś chociaż trzymał tonację!”— opowiada Piotr Czarnecki. Swoją żonę również poznał w chórze.

Pozostali „Singersi” też związali się z chórzystkami. Na co dzień zajmują się różnymi sprawami. Łączy ich wspólna pasja — muzyka. Dla Piotra Czarneckiego to coś więcej niż tylko hobby. Próbuje połączyć dwa różne światy: bankowość i muzykę. Przekonuje, że struktura chóru jest wzorem doskonałej organizacji, w której każdy ma swoje miejsce, zadania i wpływ na ostateczny efekt.

— Orkiestra i chór to dla mnie organizacje idealne. Zasady w nich obowiązujące od lat zaszczepiam w banku. Fałszywa nuta jednej osoby podczas występu przed publicznością psuje tygodnie pracy wszystkich. Podaję ten przykład, jeśli zdarzają się pracownicy, którzy potrafią sobie odpuścić. A to od zaangażowania i pracy każdego z nas zależy postrzeganie banku jako całości.

Tu chodzi o szacunek do innych i poczucie odpowiedzialności — twierdzi Piotr Czarnecki Muzyczna pasja ma również wymiar finansowy. To częściowo za jej sprawą Raiffeisen od lat jest mecenasem Filharmonii Narodowej w Warszawie, w której bank organizuje najważniejsze imprezy. Od kilku lat wspiera też „Grupę MoCarta”, ulubiony kwartet smyczkowy prezesa. Z sukcesami. Pierwsze dwie płyty dvd zespołu osiągnęły status platynowej.

— Kilka dni temu napisał do mnie Filip Jaślar, że ostatnia płyta „Zamach na MoCarta” ze Zbigniewem Zamachowskim i Wojciechem Malajkatem także osiągnęła status platynowej — cieszy się Piotr Czarnecki.

Kolędy i madrygały

Płyty „Des Singers” wychodzą w limitowanych edycjach. A szkoda, bo to kawałek bardzo dobrej muzyki, świetnie wykonanej, o bardzo zróżnicowanym repertuarze. Pierwsza była płyta z kolędami śpiewanymi bez udziwnień, prosto i dlatego właśnie wpadającymi w ucho. Na drugiej, „Negro spirituals”, znalazł się kawał wyszukanego soulu z I połowy XIX wieku. Kolejna płyta to lekka i przyjemna kompilacja przedwojennych popularnych szlagierów.

Tytuł: „Już taki jestem zimny drań” mówi wszystko o zawartości. Płyta czekająca na partie fletu i wydanie zawiera madrygały, czyli wielogłosowe utwory o świeckiej treści popularne w renesansowej Europie. Fuzja z Polbankiem zgodnie z harmonogramem powinna się zakończyć w tym kwartale. Nie wydaje się jednak, by po niej prezes Raiffeisena miał więcej czasu na próby zespołu.

Harówka zacznie się po zakończeniu przejęcia. Plan przewiduje pełne połączenie banków w trzy lata. Piotr Czarnecki chce to zrobić o rok szybciej. Ambitnie. Ale czasu na śpiewanie nie zostanie mu dużo.

— Jestem najsłabszym ogniwem zespołu, ale takie przerwy już zdarzały się nam w przeszłości. Jestem spokojny o przyszłość „Des Singers” — sumuje Piotr Czarnecki. &

Piotr Czarnecki

Od dziewięciu lat kieruje Raiffeisen Bankiem. Zajmuje się bankowością od końca lat 80. Karierę zaczynał w Polskim Banku Rozwoju. Następnie pracował w Kredyt Banku, Rabobanku i w Getin Service Provider, który w 2001 r. wprowadził na giełdę. Potem przeszedł do Telekomunikacji Polskiej. Po roku pracy w „Tepsie” przyjął od Austriaków propozycję objęcia posady prezesa Raiffeisen Banku.

 

Od dziewięciu lat kieruje Raiffeisen Bankiem. Zajmuje się bankowością od końca lat 80. Karierę zaczynał w Polskim Banku Rozwoju. Następnie pracował w Kredyt Banku, Rabobanku i w Getin Service Provider, który w 2001 r. wprowadził na giełdę. Potem przeszedł do Telekomunikacji Polskiej. Po roku pracy w „Tepsie” przyjął od Austriaków propozycję objęcia posady prezesa Raiffeisen Banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EUGENIUSZ TWARÓG

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Maestro bankier