Produkująca surówki firma Maga Foods, choć nie ma związków z Rosją i oligarchami, 26 kwietnia została wpisana na czarną listę MSWiA. Odwołała się od decyzji resortu. Prezes Piotr Pawiński miał nadzieję, że opuści sankcyjną listę przed końcem maja. Decyzji MSWiA nadal nie ma, a sytuacja firmy staje się coraz bardziej dramatyczna.
Cała wstecz
— Ostatnie pięć tygodni cofnęło naszą firmę w rozwoju o kilka lat i każdy kolejny tydzień będzie nas cofał o kolejne — mówi szef Maga Foods.
Firma straciła udziały rynkowe, renomę, dobre imię i wiarygodność.
— Nawet jeśli MSWiA skreśli nas z listy sankcyjnej, to dla dostawców i odbiorców będziemy partnerem podwyższonego ryzyka. Odbudowa zaufania potrwa latami, a przez ten czas będzie nam znacznie trudniej prowadzić biznes – mówi Piotr Pawiński.
Milczenie MSWiA
Jedyną reakcją resortu na pisma firmy była prośba o przesłanie dodatkowych dokumentów, co zrobiła natychmiast, ale resort już się nie odezwał.
— 30 dni, jakie ustawowo mają urzędy na załatwienie sprawy administracyjnej, już dawno minęło, a my nadal nie mamy odpowiedzi ani z ministerstwa, ani z Krajowej Administracji Skarbowej. Nie ma ich również holenderski rząd, który przez Ambasadę Królestwa Niderlandów w Warszawie interweniował w naszej sprawie. Nasz holenderski właściciel nie jest w stanie tego zrozumieć — mówi menedżer.


Bez zbędnej zwłoki
— Ustawa jest tak napisana, że nie wiadomo, w jakim terminie organy państwa powinny odpowiedzieć np. na wnioski o skreślenie z listy sankcyjnej — mówi Eliza Rutynowska, prawniczka FOR.
Wskazuje co prawda art. 35 par. 1 k.p.a., który mówi o załatwianiu spraw „bez zbędnej zwłoki”. W praktyce jednak może to oznaczać bardzo różne terminy w zależności od podmiotu.
— Przypuszczam, że zapis nie jest przypadkowy. Chodzi właśnie o to, żeby odwołania nie były skuteczne, ale jednocześnie, aby nikt nie mógł zarzucić ustawie, że nie ma żadnego trybu odwoławczego — uważa Eliza Rutynowska.
Równie enigmatyczne są jej zdaniem ustawowe zapisy dotyczące wpisywania na listę sankcyjną. Nie wiadomo, jakie analizy to poprzedzają czy przez kogo są prowadzone.
— Prawdopodobnie chodziło o to, żeby lista była możliwie długa i robiła propagandowe wrażenie, że władze bardzo surowo traktują podmioty związane z Rosją i oligarchami — uważa prawniczka FOR.
Coraz więcej strat
Tymczasem sytuacja Maga Foods stale się pogarsza.
— Majowa strata zjadła wszystkie nasze zyski z poprzednich miesięcy. Każdy dzień przestoju będzie jeszcze bardziej ją pogłębiał — mówi Piotr Pawiński.
Partnerzy biznesowi firmy, choć deklarują, że się z nią solidaryzują, tracą już cierpliwość. Maga Foods otrzymuje od dostawców ostateczne wezwania do zapłaty za towar.
— Nie dziwię się ich frustracji. Dla niektórych plantatorów jesteśmy jedynym kontrahentem. Coraz bardziej sfrustrowani są również nasi odbiorcy. Kolejne sieci znajdują alternatywnych dostawców. Wypadamy z rynku. Jedni pracownicy znajdują sobie nową pracę i składają wypowiedzenia, drudzy zaciągają wysoko oprocentowane pożyczki, żeby przeżyć — twierdzi prezes Maga Foods.
Ministerialne odmowy
Ofiarami sankcji stały się także załogi warszawskich i lubelskich zakładów Sulzer oraz wrocławskiej firmy Medmix. Jeszcze w tym miesiącu na skutek decyzji MSWiA około 500 osób może stracić pracę. Dlatego w piątek kilkudziesięciu pracowników Sulzera protestowało pod siedzibą resortu.
— Już drugi miesiąc nie dostaliśmy wynagrodzeń, pracodawca nie mógł też zapłacić składek ZUS. Niektórym osobom publiczna służba zdrowia odmówiła przyjęcia — mówi Danuta Majkowska, prokurent w Sulzer Pumps Wastewater Poland.
Spółka dostarcza urządzenia dla oczyszczalni ścieków. Od ponad miesiąca jej klienci nie mają dostępu do części zamiennych, usług serwisowych ani napraw gwarancyjnych.
Wszystkie trzy firmy znalazły się w na czarnej liście, ponieważ pośrednio ich mniejszościowym akcjonariuszem jest rosyjski oligarcha Wiktor Wekselberg. Odwołały się, argumentując, że aktywa Rosjanina już od 2018 r. są zamrożone i nie czerpie on żadnych korzyści z tytułu ich posiadania, nie otrzymuje dywidendy.
— Zgodnie z europejskim prawem podstawą do nałożenia sankcji nie jest posiadanie akcji czy udziałów, lecz właśnie czerpanie z nich korzyści. MSWiA odrzuciło jednak nasze wnioski, twierdząc, że inaczej rozumie unijne przepisy — mówi Danuta Majkowska.
Firmy odwołały się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, ale nie spodziewają się szybkiego wyjaśnienia sprawy.
— Doszło do tego, że firmy pozbawione dostępu do pieniędzy nie mogły opłacić wniosków sądowych. Zrobiła to jakaś anonimowa osoba. Nie dziwię się, że nie chciała się ujawnić, bo także jej groziłyby sankcje za pomoc podmiotom z czarnej listy — dodaje prokurentka Sulzera.
Wniosek o wpisanie zakładów Sulzer na sankcyjną listę złożyła ABW.
— Treść tego wniosku jest utajniona, więc sąd nie będzie mógł zweryfikować podstaw. Zdaniem naszych prawników jest to podstawa do uchylenia decyzji MSWiA, ale nastąpi to najwcześniej za kilka miesięcy. Bez możliwości prowadzenia działalności i dostępu do kont bankowych nie przetrwamy do tego czasu — mówi Danuta Majkowska.
Bezpieczeństwo narodowe
Na czarnej liście nie znalazły się natomiast firmy mające znaczących akcjonariuszy — zaprzyjaźnionych z Kremlem rosyjskich oligarchów. To np. Grupa Azoty czy Strabag. 19,82 proc. akcji pierwszej należy do Wiaczesława Mosze Kantora, a druga ma w akcjonariacie Olega Deripaskę. Obaj są rosyjskimi oligarchami objętymi zachodnimi sankcjami.
Dlaczego zatem MSWiA pominęło te podmioty? Zapytane o to biuro prasowe resortu przytacza art. 3 pkt 4 tzw. ustawy sankcyjnej. Mówi on, że analizując zastosowanie sankcji, uwzględnia się charakter i zakres działalności podmiotu, jego strukturę kapitałową i względy bezpieczeństwa narodowego.
MSWiA nie odpowiedziało nam na pozostałe pytania. Chcieliśmy jeszcze m.in. wiedzieć, czy istnieją jakieś inne niż ustawa wytyczne dotyczące umieszczania lub nieumieszczania podmiotów na liście sankcyjnej. Czy powodem pominięcia Grupy Azoty było to, że jej większościowym akcjonariuszem jest skarb państwa, a firmy Strabag, gdyż jest zaangażowana w budowę Baltic Pipe? Na te pytania MSWiA nie odpowiedziało.
— Przepis, na który powołuje się ministerstwo, jest bardzo ogólny. To samo dotyczy zresztą przepisu mówiącego o uzasadnieniu wpisania podmiotu na listę sankcyjną. W efekcie ustawa daje możliwość podejmowania całkowicie arbitralnych decyzji, zawsze bowiem można powołać się na „porządek publiczny” lub „bezpieczeństwo narodowe” — podsumowuje Eliza Rutynowska.
