Magia w wieku Matriksa

Wojciech Chmielarz
opublikowano: 17-09-2007, 00:00

reportaŻ Czy w dobie efektów specjalnych, gier komputerowych, filmowych superprodukcji iluzjonista może czymś zaskoczyć? Może.

Działają od 10 lat. Oszukali największe firmy, najlepszych menedżerów i najbogatszych Polaków. I mimo to wciąż nikt nie wie, jak oni to, do diabła, robią. Co ważniejsze, przyszłe ofiary same do nich ciągną. Magia? Raczej profesjonalizm.

— Iluzja to jedyna sztuka, gdzie człowiek chce być oszukany, jest oszukiwany, a na koniec jeszcze sprawia mu to radość — mówi Dawid Krępski z grupy iluzjonistów Metamorphosis.

Jego sceniczny partner Dominik Makowski siedzi obok i kiwa głową. Uśmiecha się lekko. Sprawia wrażenie nieśmiałego, ale na scenie nie daje tego po sobie poznać. W świetle reflektorów zmienia się w pewnego siebie profesjonalistę. Ruch za ruchem, trik, sztuczka, iluzja. Niewinne oszustwo.

Jedno zero więcej

Mają po 23 lata. Przyjaźnią się od przedszkola. Razem chodzili na zajęcia teatralne, cyrkowe, muzyczne, a w końcu pochłonęła ich sztuka iluzji. Zaczęło się niewinnie, dziecięca fascynacja, kilka przeczytanych książek, występy na szkolnych akademiach. Dwaj mali chłopcy ubrani w szare, dziecięce garnitury ze śmiertelnie poważnymi minami wykonują kolejne sztuczki. Ale zawsze gdzieś obok był ten trzeci — Maksymilian Makowski, starszy brat Dominika. On ich ze sobą poznał.

— To jest mój brat — powiedziałem do Dawida w przedszkolu, masz się z nim bawić — śmieje się.

Obecnie jest menedżerem grupy i reżyserem spektakli. Tak zresztą było od początku. On zorganizował im pierwszy komercyjny występ.

— Zagraliśmy dla pewnej firmy farmaceutycznej na ich pikniku. Wtedy byłem na studiach, chłopaki jeszcze w szkole podstawowej. Nie wiedziałem, ile kosztują takie pokazy, więc piętnastominutowy występ wyceniłem na 500 złotych. Kiedy po imprezie przychodziłem po odbiór pieniędzy, dowiedziałem się, że prezesowi tak się spodobało, że kazał dopisać do tej kwoty jeszcze jedno zero — opowiada Maks.

Jeden z kolejnych pokazów robili w stylu popularnego wtedy „Matriksa”. Zamiast garniturów czarne spodnie i podkoszulki. Żadnych lasek ze srebrnymi gałkami, królików wyciąganych z kapelusza, fraków i białych koszul. Nowy image spodobał się im i widzom. I tak już zostało.

Uniwersalna sztuka

Scena tonie w ciemności. Nagle rozdzierają ją światła stroboskopów. Z głośników zaczyna płynąć głośna nowoczesna muzyka. Widz może mieć wrażenie, że znalazł się na koncercie albo na dyskotece. A potem na scenie pojawiają się w kłębach dymu dwie postacie — Dominik i Dawid. Ubrani na czarno, w przeciwsłonecznych okularach. Zaczyna się spektakl, a raczej lepiej by było powiedzieć: show.

— Iluzja to najbardziej uniwersalna ze sztuk. Każdy ją rozumie, nie potrzeba do tego słów, wystarczy obraz — mówi Dominik Makowski.

— Nowoczesna iluzja to nowoczesna rozrywka. Chcemy nie tylko podążać za nowoczesnością, ale też wyznaczać trendy — dodaje Dawid.

Zdecydowali się na multimedialność. Ich występy to spektakle z laserami, światłami, wielkimi ekranami i wszelkimi nowinkami technicznymi.

— Przygotowanie występu trwa przynajmniej cztery godziny. Trzeba rozłożyć sprzęt, wykonać jedną, drugą próbę. Kiedy występowaliśmy w Wieliczce, przygotowania trwały dwa dni — opowiada Maks Makowski.

Obsługa techniczna liczy od 4 do 20 osób. Trzeci z braci, Jacek, chociaż okazjonalnie jako zastępstwo pojawia się na scenie, głównie zajmuje się zapleczem technicznym pokazu.

Magia biznesu

Nowocześnie jest nie tylko na scenie. Metamorphosis podeszło do działalności bardzo poważnie i bardzo biznesowo. Maksymilian Makowski wraz z Pawłem Czerskim i Grzegorzem Czerskim zorganizował wokół grupy agencję marketingowo-promocyjną Entertainment Group. Iluzjoniści z Metamorphosis skupili się na występach na firmowych eventach. Do widowni eventowej — poważnych, dorosłych ludzi — dostosowali program i oprawę graficzną spektakli.

— Są w Polsce iluzjoniści występujący tylko po to, żeby pokazać, jak są wspaniali, jak udało im się udoskonalić swoje zdolności. Dla nas najważniejsza jest widownia, żeby dobrze się bawiła — tłumaczy Dawid.

Stąd duży nacisk kładą na kontakt z widzami. Angażują ich do sztuczek, rozmawiają, rzucają żarty. Często wykonują drobne, proste iluzje, ale zapraszają do pomocy ludzi z widowni. Ot, chociażby biorą od prezesa firmy banknot dwustuzłotowy, na jego oczach przebijają go ołówkiem bądź długopisem, a potem oddają nienaruszony. Wykonują też większe iluzje.

— Przygotowanie jednej sztuczki może nam zająć, poczynając od pomysłu, nawet dwa lata — mówi Dawid.

Rekwizyty sprowadzają z zagranicy. Specjalną skrzynię do numeru „Metamorphosis”, który został opracowany i przyniósł sławę Harry’emu Houdiniemu, przygotowała dla nich firma z Czech. Jeden z iluzjonistów zostaje umieszczony w zawiązanym na kilka supłów białym worku i zamknięty w skrzyni. Drugi staje na górnym wieku skrzyni. Trik polega na błyskawicznej zamianie dwóch iluzjonistów miejscami. W wykonaniu Polaków niezwykłe jest to, że skrzynia jest z pleksi, tak że widzowie niemal przez cały czas widzą, co się dzieje we wnętrzu.

Ostatni trik

Skrzynia znika ze sceny.

— Z iluzją jest tak, jak z samochodami. Zasada działania samochodów nie zmieniła się, chodzi o to, żeby były cztery kółka, silnik i żeby to wszystko razem jeździło. Ale z czasem robi się coraz lepsze silniki, szybsze samochody. Iluzja też się zmienia, musi iść z duchem czasu — mówi Dawid Krępski.

Na scenę wjeżdża plazmowy telewizor. Iluzjoniści rozpoczynają swój ostatni, popisowy numer — „Launcher-Virtual Magic”. Iluzja cyfrowa łączy się z analogową, wirtualne z realnym, nowoczesność z tradycją. Muzyka i napięcie narasta. W kulminacyjnym punkcie wyjmują z plazmy logo sponsora imprezy. Rozlegają się oklaski. Spektakl się kończy, muzyka cichnie, zapalają się światła. A widzowie ciągle zadają sobie pytanie: jak oni to zrobili? n

Nietypowa inspiracja

Dla magików z Metamorphosis największym natchnieniem są występy gwiazd muzyki rockowej i pop. Dawid Krępski co rok jeździ na Open’er Festiwal, żeby podpatrzyć, co ze światłem, dymem i innymi efektami scenicznymi robią najwięksi. Inspiracją są również koncerty królowej muzyki pop Madonny, znanej z fantastycznej oprawy swych występów.

Największy, najsłynniejszy

Najsłynniejszym współczesnym iluzjonistą, a jednocześnie jedną z największych gwiazd medialnych ostatnich 20 lat, jest Amerykanin David Copperfield. Urodził się w 1956 r. jako David Seth Kotkin w rodzinie żydowskich emigrantów z Rosji. Profesjonalne pokazy magiczne dawał już w wieku 12 lat. Zasłynął dzięki spektakularnym sztuczkom, jak zniknięcie Statuy Wolności, samolotu Boeing czy przeniknięciu przez Wielki Mur Chiński. Iluzjonista pojawił się na okładkach „Forbesa” i „Esquire”. Występował również w Polsce. Przy tej okazji grupie Metamorphosis udało się poznać i porozmawiać z amerykańskim gwiazdorem. Byli również na jego pokazach. Zgodnie twierdzą, że występ Copperfielda zrobił na nich ogromne wrażenie.

Iluzja w liczbach

8

tys. zł Minimum tyle biorą za jeden spektakl iluzjoniści z grupy Metamorphosis. Im występ dłuższy i bardziej widowiskowy, tym cena wyższa.

6

lat W takim wieku byli Dawid Krępski i Dominik Makowski, kiedy zainteresowali się sztuką iluzji.

97

dol. Tyle kosztuje bilet na występ Davida Copperfielda w Las Vegas.

Występ pod ziemią

W kopalni soli w Wieliczce można się nieźle zabawić. Wystarczy zdobyć zaproszenie na jedną z organizowanych tam imprez. Kilkaset metrów pod ziemią występował m.in. Perfect, Opera Krakowska, były gitarzysta legendarnej grupy Deep Purple Ritchie Blackmore z zespołem, światowej sławy skrzypek Nigel Kennedy, no i grupa Metamorphosis. Zjechać pod ziemię można również przy okazji kongresu, studniówki, balu czy zawodów sportowych. W sali Warszawa o powierzchni około 600 metrów kwadratowych i 125 metrów pod poziomem morza zorganizowano już turniej piłki nożnej, minisiatkówki czy brydża. W tym roku Wieliczkę zwiedziło około siedmiuset tysięcy turystów. Ilu przyjechało, żeby się tam dobrze rozerwać, nie wiadomo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Chmielarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu