Majątek był ubezpieczony, ale produkcja ucierpi

Zbigniew Kazimierczak
opublikowano: 2006-01-23 00:00

Pożar w zakładzie opakowań może uszczuplić tegoroczną sprzedaż o 50-60 mln zł, a zysk netto o 10-15 proc.

Pożar, który wybuchł w zakładzie opakowań, należącym do giełdowej grupy Kęty, negatywnie odbije się na produkcji grupy. Zarząd szacuje, że wynik operacyjny spółki w wyniku pożaru będzie gorszy maksymalnie o 20 mln zł.

— To dosyć istotny ubytek, choć oczywiście nie zachwieje sytuacją finansową firmy — mówi Zbigniew Paruch, główny specjalista ds. public relations w Kętach.

Spadek obrotów

Straż pożarna wstępnie oszacowała skutki pożaru na ponad 50 mln zł. Spółka szacuje je na 30-50 mln zł. Majątek był ubezpieczony, ale z powodu zniszczeń częściowo wstrzymana została produkcja. Chodzi o nadruki na opakowaniach. Opakowania to około 30 proc. obrotów grupy, tyle że są robione w dwóch miejscach: w Kętach i nowoczesnym zakładzie w Tychach, który nie ucierpiał w pożarze.

Zbigniew Paruch dodaje, że najważniejszą działalnością Kęt są profile aluminiowe, gdzie sytuacja jest bardzo dobra, a moce produkcyjne obłożone w całości. Trzecią „nogą” grupy, która pracuje normalnie, jest produkcja profili.

— Szacujemy, że na poziomie przychodów pożar uszczupli tegoroczny wynik grupy o 50-60 mln zł. To zaś przełoży się na spadek zysku o 10-15 proc. — uzupełnia Flawiusz Pawluk, analityk Domu Maklerskiego BZ WBK.

Analitycy KBC Securities w raporcie sprzed pożaru szacowali tegoroczny zysk grupy na 92 mln zł. Z powodu trudności w ocenie finansowych skutków pożaru warszawska giełda zawiesiła w piątek notowania akcji Kęt. Flawiusz Pawluk twierdzi, że po wznowieniu notowań kurs spółki powinien spaść w takim samym stopniu jak tegoroczny zysk, czyli o 10-15 proc.

— Dojdą niewymierne czynniki psychologiczne — dodaje analityk.

Plan awaryjny

Na razie oficjalnie nie wiadomo, jak długo potrwa remont.

— Muszą tam wejść nasi ludzie i ocenić stan zniszczenia. Trudno powiedzieć, czy naprawa potrwa trzy tygodnie czy trzy miesiące — dodaje Zbigniew Paruch.

Z naszych informacji wynika, że zniszczone są cztery maszyny drukarskie. Pierwsza może wznowić pracę po trzech, ostatnia po dziewięciu miesiącach. W tej sytuacji zarząd opracowuje plan awaryjny.

— Jest kilka koncepcji — deklaruje szef PR.

Zapewne czasowo wykonywanie nadruków zostanie zlecone firmom konkurencyjnym. Te już zadeklarowały pomoc.