Majówka wygrała, inwestorzy odpoczywali

Emil Szweda
04-05-2011, 00:00

Zabicie bin Ladena było w poniedziałek na czołówkach wszystkich serwisów. Miała to być główna przyczyna zmian notowań na rynkach, od akcji i walut, przez obligacje, ropę i metale, a na kukurydzy skończywszy. Naturalnie terrorysta nie miał nic wspólnego z cenami zbóż, ale cóż szkodzi pospekulować, zwłaszcza w tak spokojnym dniu.

Indeksy w Europie rosły w poniedziałek przy niskich obrotach (zabrakło inwestorów z Londynu), ale nie były to duże zwyżki. Na koniec dnia nie przekraczały nigdzie 1 proc. Oczywiście można znów ponarzekać, że nawet takie skromne wzrosty do Warszawy nie dotarły, ale nie tylko GPW zdradza w ostatnich dniach symptomy słabości. Mimo udanego startu notowań na Wall Street, w Ameryce Południowej giełdy ponownie stanęły niezdecydowane.

Ta relatywna słabość rynków wschodzących widoczna od dłuższego czasu każe poszukać dla nich wspólnego mianownika, co nie jest zadaniem trudnym. Inwestorzy mogą obawiać się, że rosnąca inflacja (i stopy procentowe) stłumi skutecznie ożywienie gospodarcze w krajach, w których najwięcej wydaje się na żywność i energię. Dlatego preferują kraje rozwinięte i bogate, gdzie wzrost stóp procentowych jest dopiero w powijakach (Europa) lub wizją przyszłości (USA, Japonia). Stąd takie, a nie inne preferencje w portfelach.

Poniedziałkowe dane przyniosły pewne potwierdzenie słuszności takiego podejścia. W Europie indeksy PMI wzrosły powyżej oczekiwań, w USA ISM dla sektora przemysłu spadł wprawdzie, ale z poziomu najwyższego od siedmiu lat i mniej niż oczekiwano. O tym, jak na tym tle wypadł polski PMI, dowiemy się dziś.

Po takiej sesji jak w poniedziałek nie można wyciągać daleko idących wniosków, nawet gdybyśmy mieli do czynienia z głębszym spadkiem na GPW. Obroty były zbyt małe, by uznać wskazówki rynku za wiarygodne. WIG20 stoi w miejscu, czyli w okolicach 2900 pkt, od miesiąca, od czasu do czasu poprawiając o włos szczyt hossy. Przy odrobinie szczęścia odpowiedź na pytanie, czy hossa będzie kontynuowana, czy też przerwana głębszą korektą, nadejdzie jeszcze w tym tygodniu. Impulsem mogą okazać się piątkowe dane z rynku pracy w USA. Nawet wyśmienite dane mogą okazać się niebezpieczne. Wall Street rośnie już długo, podobnie jak giełdy Europy Zachodniej. Przerwanie tej passy realizacją zysków jest możliwe, a to z kolei mogłoby przyczynić się do wybicia w dół i wyjaśnienia sytuacji w Warszawie. Pozytywny scenariusz na Wall Street wcale nie musi oznaczać zwyżek u nas. Wygląda na to, że w Warszawie inwestorzy czekają już na korektę w USA, by przekonać się jak głęboka będzie. Wtedy podejmą decyzję, czy zostać na rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Emil Szweda

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Majówka wygrała, inwestorzy odpoczywali