Alior Bank udostępnił użytkownikom swoich kont osobistych kolejną kartę płatniczą. Nazwano ją „Małą czarną”. Wyróżnikiem produktu jest zwracanie przez bank 5 proc. transakcji bezgotówkowych. To sporo, dlatego bank postanowił ograniczyć koszty. Jak? Przez zawężenie comiesięcznych zwrotów do transakcji zrealizowanych jedynie w określonych typach placówek handlowych.
To powszechna praktyka w tego typu ofertach. Niezwykłość oferty Alior Banku polega jednak na tym, że sięgnięcie po „Małą czarną” z nadzieją na zwrot części wydatków na zakupy to gra w ciemno. Kategorie placówek handlowych objętych zwrotem mogą się zmieniać co miesiąc.
W grudniu zwracana będzie część wydatków w sklepach z zabawkami, drogeriach oraz księgarniach, a więc tych, w których często kupowane są prezenty pod choinkę. Później w systemie bankowości internetowej będzie co miesiąc przeprowadzana ankieta na temat kategoriisklepów, jaka ma być objęta zwrotem.
Będą w niej mogły brać udział użytkowniczki karty, bo właśnie do kobiet kierowany jest produkt. Wydaje się jednak, że nie ma przeciwwskazań, by po „Małą czarną” sięgali mężczyźni. Bank co prawda sugeruje, że do wyboru będzie przedstawiał sklepy z kategorii „damskich”, ale propozycje na grudzień trudno uznać za szczególnie niemęskie. Zwłaszcza z punktu widzenia ojców. Asortyment księgarń także wykracza poza podręczniki szydełkowania. Naszyjniki z awersu karty da się przeboleć. W końcu nie takie obrazki można znaleźć w męskich portfelach.
Decyzja, w jakich sklepach będzie obowiązywał zwrot, ma być ogłaszana najpóźniej trzy dni przed rozpoczęciem miesiąca kalendarzowego, którego będzie dotyczyć. Ale choć bank w przekazie marketingowym uwypukla oddanie głosu klientom, to z regulaminu usługi nie wynika, że będzie związany wynikami głosowania. Powrót części wydatków na zakupy na konto nastąpi w ciągu 10 dni roboczych po ostatnim dniu miesiąca. Maksymalny miesięczny zwrot jest ograniczony do 300 zł brutto. Wydanie i wznowienie karty jest bezpłatne. Miesięczna opłata za jej użytkowanie to 5 lub 9 zł. [KA]