Mali mogą myśleć o giełdzie i to mimo kryzysu

IT
opublikowano: 2009-03-02 00:00

Mało kto myśli o debiucie giełdowym podczas bessy. Warto jednak zastanowić się nad nim, bo to niezły pomysł na pozyskanie kapitału.

Mało kto myśli o debiucie giełdowym podczas bessy. Warto jednak zastanowić się nad nim, bo to niezły pomysł na pozyskanie kapitału.

Szefowie małych i średnich przedsiębiorstw nie marzą o głównym parkiecie giełdy. Ale to właśnie dla nich powstał New Connect, czyli jeden z 10 europejskich rynków alternatywnych, prowadzonych przez giełdy należące do Federacji Europejskich Giełd Papierów Wartościowych. Podobne do naszego znajdują się w Atenach, Frankfurcie, Dublinie, Londynie, Mediolanie, Oslo i Wiedniu.

Główna różnica między rynkiem regulowanym a alternatywnym systemem obrotu, takim jak New Connect, polega na tym, że wejście na giełdę wymaga sporządzenia prospektu, co jest czynnością bardzo kosztowną i poza możliwościami małych i średnich przedsiębiorstw. Brak tego wymogu sprawia, że alternatywne systemy obrotu oferują możliwość pozyskania kapitału mniejszym spółkom. Przedmiotem obrotu w New Connect mogą być akcje, prawa do akcji, prawa poboru, a także kwity depozytowe oraz inne udziałowe papiery wartościowe emitowane na podstawie właściwych przepisów prawa polskiego lub obcego, wprowadzone do tego obrotu. Nie ma żadnych przeciwwskazań ku temu, o ile został sporządzony publiczny dokument informacyjny (zatwierdzony przez właściwy organ nadzoru), nie ma żadnych ograniczeń w ich zbywalność, a w stosunku do emitenta tych instrumentów nie toczy się postępowanie upadłościowe lub likwidacyjne. Jeżeli nie jest wymagane sporządzenie publicznego dokumentu informacyjnego lub upłynął termin jego ważności w zawiązku z ofertą publiczną, New Connect wymaga tylko sporządzenia przez firmę — emitenta właściwego dokumentu informacyjnego i przedstawienia oświadczenia autoryzowanego doradcy, że wszystko przebiegło zgodnie z regułami gry. Spełnienie tych wymagań sprawia, że nawet mała firma może wkraczać do akcji.

Zdaniem Romana Przasnyskiego, analityka z Gold Finance, czeka nas jeszcze kilkanaście miesięcy giełdowego marazmu. Mimo to nie zniechęca debiutantów.

— Należy rozróżnić dwa warianty debiutu giełdowego. Pierwszy, gdy spółka emituje akcje w celu pozyskania kapitału. Drugi przypadek odnosi się do firm, których akcjonariusze chcą pozbyć się udziałów i wprowadzają swoje akcje do obrotu. Żaden z tych wariantów nie jest teraz specjalnie korzystny ani opłacalny —tłumaczy Roman Przasnyski.

Twierdzi, że obecnie wszelkie giełdowe ruchy wynikają z konieczności i przymusu. Przyznaje jednak, że dla zadłużonej spółki albo takiej, która nie ma szans na wsparcie banku, emisja akcji bywa ostatnią deską ratunku.