Mali sprzedają akcje, duzi rozkręcają hossę

Adrian Boczkowski
opublikowano: 2009-12-01 07:16

Fundusze hedgingowe odbierają papiery od indywidualnych inwestorów. To hamuje ruchy korekcyjne indeksów. Za oceanem pałeczkę w maratonie rosnących indeksów szybko przejmują duzi spekulanci. Co z naszym rynkiem?

Inwestorzy indywidualni realizują zyski i sprzedają akcje na potęgę. Fundusze hedgingowe równie ostro je kupują. Tak wygląda sytuacja w USA, która dla wielu obserwatorów zwiastuje dalsze zwyżki na parkietach na całym świecie.

— Doświadczeni inwestorzy widzą możliwości zarobku, ale mali gracze się boją. To sugeruje, że jest szansa na kontynuację rajdu — mówi dla agencji Bloomberg James Duningan, zarządzający portfelem PNC Financial Services wartym 104 mld USD.

Stawka rośnie
Od sierpnia Amerykanie wycofali z funduszy inwestycyjnych 37,3 mld USD. W ciągu pierwszych dziesięciu miesięcy tego roku zmniejszyli zaangażowanie na rynku akcji o 21,4 mld USD netto. Jednocześnie zainwestowali w obligacje 312,8 mld USD netto (dane Investment Company Institute). Tymczasem z zestawień Goldman Sachs i Bloomberga wynika, że fundusze hedgingowe mają wartościowo najwięcej akcji od końca 2007 r. i wciąż je kupują. W III kwartale zwiększyły wartość aktywów akcyjnych o 21 proc., do 604 mld USD.

— Długie pozycje mają sens, bo przecież Fed powiedział, że nie pozwoli rynkom na spadki. Ludzie są przekonani, że warto podjąć ryzyko — wyjaśnia Harry Rady, który zarządza 250 mln USD w kalifornijskim Rady Asset Management.

Fundusze hedgingowe nie narzekają na brak gotówki.

— Kwartalnie w 2010 r. branża powinna otrzymywać po 50 mld USD — uważa Peter Clarke, szef Man Group (największy publiczny fundusz hedgingowy).

— Na koniec 2010 r. aktywa tych funduszy mogą dojść do 1,75 bln USD — uzupełnia w raporcie z 23 listopada Huw van Steenis z Morgan Stanley.

Dzięki temu hossa może nawet przyspieszyć.

— Idea funduszy hedgingowych jest bardzo elastyczna. To naprawdę początek nowego cyklu. Gotówka wpływa do funduszy i jest możliwość lewarowania zakupów, bo akcje pod zabezpieczenie są płynne — mówi Andrew Shrimpton z międzynarodowej firmy doradczej Kinetic Partners.

Giełdowy fenomen
Tymczasem optymizm może studzić to, co obracające miliardami dolarów fundusze hedgingowe robią przy okazji łapczywych zakupów akcji.

— Zarządzający kupują na potęgę opcje put, masowo używają krótkiej sprzedaży (zyskuje się na spadku kursu) i CDS (rekompensują niewypłacalność). Zabezpieczają w ten sposób większość swoich inwestycji — ostrzega Mark Yusko, szef Morgan Creek Capital Management (zarządza portfelem 9 mld USD).

Obecnie w Nowym Jorku jest około 40 proc. więcej akcji sprzedanych na krótko, niż wynosi średnia z dekady.

— Większość zarządzających, których znamy, sądzi, że rajd indeksów dotarł zbyt daleko, akcje są przewartościowane i spodziewają się poważnej, długiej korekty — mówi Mark Yusko.

Jak więc tłumaczyć rosnące indeksy?

— To fenomen, który powinien potrwać jeszcze być może dłużej niż rok — ocenia John Burbank III z Passport Capital (zarządza 2,1 mld USD).

Kapitał płynie wolniej
Jeśli spekulacyjna gra funduszy hedgingowych zapewniłaby utrzymanie trendu wzrostowego w USA, to wzrosty gościłyby też na GPW. U nas na razie drobni inwestorzy oszczędzający poprzez TFI jeszcze wierzą w akcje, choć ta wiara gaśnie.

— Napływy do funduszy akcyjnych wyraźnie zwalniają. Od maja kapitał płynął coraz szybciej aż do 1,1 mld zł we wrześniu. W październiku do funduszy akcyjnych wpłynęło netto 215 mln zł — szacuje Tomasz Bursa, analityk Ipopema Securities.

Jego zdaniem, w listopadzie i grudniu nie powinniśmy liczyć na odwrócenie trendu, a w przyszłym roku wszystko zależy od wykazanych stóp zwrotu w II połowie 2009 r. i możliwości odkładania pieniędzy przez Polaków w sytuacji spadających realnych płac. Nasz parkiet jest więc na łasce zagranicznych inwestorów.