By wejść do strefy euro w 2010 r., musimy w ciągu najbliższego roku-dwóch ustabilizować inflację i oczekiwania inflacyjne, kurs złotego i sytuację fiskalną — uważa Dariusz Filar, członek Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Podczas wczorajszej debaty dotyczącej wejścia Polski do strefy euro zorganizowanej przez Warszawską Grupę Inwestycyjną stwierdził też, że latem inflacja spadnie w okolice celu inflacyjnego NBP, który wynosi 1,5-3,5 proc. Członek RPP przypomniał, że spodziewana przez rynek zmiana nastawienia RPP z restrykcyjnego na neutralne nie oznacza rozpoczęcia cyklu obniżek stóp procentowych.
Zdaniem Witolda Orłowskiego, szefa doradców ekonomicznych prezydenta, powinniśmy przyjąć euro jeszcze przed 2010 r.
— Wejście do strefy euro może odbyć się tylko w warunkach niezłej koniunktury gospodarczej, bo tylko wtedy da się opanować deficyt budżetowy i utrzymać niską inflację — powiedział Witold Orłowski.
Jego zdaniem, jeśli nie wejdziemy do strefy euro w ciągu 4-5 lat, czeka nas spowolnienie gospodarcze.
Zdaniem Henryki Bochniarz, prezydent Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, polscy przedsiębiorcy w większości opowiadają się za jak najszybszym wejściem do strefy euro. Zmusi to bowiem polityków do podjęcia działań, na które dziś nie mają odwagi, przede wszystkim porządkowania finansów publicznych.