Mamy sposób na zielone certyfikaty

Kryzys na rynku zielonych certyfikatów da się opanować. Trzeba zainspirować się Wielką Brytanią i nie bać odcięcia współspalania

Ruszyliśmy. Tak jak zapowiadaliśmy, rozpoczęliśmy cykl debat poświęconych szeroko rozumianej ochronie środowiska. Wraz z naszym partnerem — Green Cross Poland, czyli polskim oddział globalnej organizacji ekologicznej Green Cross International — chcemy rozmawiać o ekologii i biznesie. Zaczęliśmy od tematu gorącego, czyli kryzysu na rynku zielonych certyfikatów. Bo to problem palący i dotykający całej branży energetycznej. Wnioski są konstruktywne. Wypracowaliśmy plan działania, który pozwoli opanować zielony krach.

NA POMOC OZE: Jak uzdrowić rynek zielonych certyfikatów? Co powinno znaleźć się w nowej ustawie o OZE? Na ten temat w czasie eksperckiej debaty dyskutowali (od lewej) Magdalena Graniszewska z „Pulsu Biznesu” (moderator), Grzegorz Onichimowski, prezes WSEInfoEngine i były prezes Towarowej Giełdy Energii, Marek Szałas, dyrektor Rejestru Świadectw Pochodzenia Towarowej Giełdy Energii, Michał Ćwil, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej, oraz Wiesław Piosik, przewodniczący rady nadzorczej Biowatt SA.
 [FOT. WM]
NA POMOC OZE: Jak uzdrowić rynek zielonych certyfikatów? Co powinno znaleźć się w nowej ustawie o OZE? Na ten temat w czasie eksperckiej debaty dyskutowali (od lewej) Magdalena Graniszewska z „Pulsu Biznesu” (moderator), Grzegorz Onichimowski, prezes WSEInfoEngine i były prezes Towarowej Giełdy Energii, Marek Szałas, dyrektor Rejestru Świadectw Pochodzenia Towarowej Giełdy Energii, Michał Ćwil, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej, oraz Wiesław Piosik, przewodniczący rady nadzorczej Biowatt SA. [FOT. WM]
None
None

To nadpodaż, nie spisek

Bo to, że mamy do czynienia z krachem na rynku zielonych certyfikatów, na których opiera się państwowy system wsparcia odnawialnych źródeł energii (OZE), jasne było dla wszystkich uczestników debaty. Bo jak inaczej nazwać spadek cen tych papierów o niemal połowę w ledwie kilka miesięcy? Jasna też jest przyczyna krachu.

— Główną przyczyną jest z jednej strony dynamiczny rozwój OZE w Polsce, a z drugiej strony — zbyt nisko ustawiony poziom obowiązku [określającego udział zielonej energii w całkowitych dostawach prądu realizowanych przez spółki obrotu — red.] — nie ma wątpliwości Michał Ćwil, dyrektor generalny Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej. Grzegorz Onichimowski, prezes WSEInfoEngine i były prezes Towarowej Giełdy Energii, nie ma zaś wątpliwości, że za nieoczekiwanie dynamicznym rozwojem OZE stoi równie nieoczekiwany rozwój technologii współspalania, w której dominującą rolę odgrywają państwowe firmy energetyczne.

— Energetyka odnawialna jest dziś w Polsce tak naprawdę utożsamiana ze współspalaniem, a to paradoks. Przecież system wsparcia jest po to, by stymulować nowe inwestycje, realizowane przez niezależnych inwestorów. Tymczasem głównym beneficjentem systemu stał się państwowy oligopol energetyczny — zauważa Grzegorz Onichimowski.

— Kiedy ruszały prace nad dzisiejszym systemem wsparcia, nikt nawet nie myślał, że produkcja energii odnawialnej będzie polegać na współspalaniu. Zwłaszcza że system miał przecież promować nowe źródła — przypomina Wiesław Piosik, przewodniczący rady nadzorczej Biowatt SA, działającej w sektorze biogazowi. W jakikolwiek spisek wielkich firm energetycznych, które miałyby stać za zielonym krachem, paneliści nie wierzą. — Komisja Nadzoru Finansowego jest na bieżąco informowana przez TGE o wszystkich ruchach cenowych. Nie doszukała się żadnych nieprawidłowości — przypomina Marek Szałas, dyrektor Rejestru Świadectw Pochodzenia Towarowej Giełdy Energii.

Brytyjska mieszanka

Szukając sposobu na uleczenie systemu zielonych certyfikatów, paneliści chętnie sięgali po wzorce zagraniczne. Choć nie bezkrytycznie.

— W żadnym kraju europejskim nie było takiego kryzysu jak u nas, bo w żadnym nie obowiązuje identyczny z naszym system wsparcia. Najchętniej jednak opowiedziałbym się za wdrożeniem w Polsce wzorców brytyjskich. Czyli systemu mieszanego, łączącego certyfikaty z systemem stałych taryf [feed-in tariff — red.] — przekonuje Grzegorz Onichimowski. Jego zdaniem, mali i mikroproducenci zielonej energii powinni móc korzystać z systemu stałych taryf, natomiast więksi powinni działać jak dotychczas, na podstawie zielonych certyfikatów. Ale system certyfikatów powinien zostać ulepszony. Wyprany z absurdów.

— Widzę to prosto. Po pierwsze, system certyfikatów powinien obejmować tylko inwestycje nowe. Po drugie, niektóre technologie — przede wszystkim biogaz i małe elektrownie wodne — mogłyby otrzymywać certyfikaty w okresie dłuższym niż tylko zwrot z inwestycji, bo dają ponadczasowe pożytki środowisku i gospodarce — wylicza Grzegorz Onichimowski. Przekonuje przy tym, że debatowanie nad poziomem współczynników wsparcia dla poszczególnych technologii to niepotrzebny wysiłek.

— Choćby w fotowoltaice technologia tanieje w takim tempie, że zanim określonywspółczynnik wszedłby w życie, byłby już nieadekwatny — stwierdza Grzegorz Onichimowski.

Eksperckie recepty

Burza mózgów panelistów zaowocowała również natomiast wieloma innymi pomysłami. Grzegorz Onichimowski wzbogaciłby system wsparcia o elementy promujące te inwestycje, które będą mogły funkcjonować w godzinach szczytowych. Czyli np. magazyny energii. Wiesław Piosik dodałby natomiast specjalne gwarancje dla inwestorów.

— Pomogłyby stworzyć biznesplan i uniknąć sytuacji z zeszłego roku, kiedy banki prawie kompletnie wstrzymały finansowanie dla odnawialnych źródeł energii — wyjaśnia Wiesław Piosik.

O proste ruchy apelował natomiast Michał Ćwil. Najlepiej legislacyjne, bo to przecież brak nowego prawa energetycznego (tzw. małego i dużego trójpaku) jest dla branży OZE najbardziej bolesny.

— Przez trzy lata nie byliśmy w stanie napisać kilkuzdaniowej ustawy, która przedłużałaby okres ważności czerwonych i żółtych certyfikatów. A przecież to ma kolosalne znaczenie dla biogazowi — uważa Michał Ćwil. Paneliści zgodzili się co do tego, że niezbędna jest reforma opłaty zastępczej (firmy, na które prawo nakłada taki obowiązek, mogą ją uiszczać, zamiast kupowania zielonych papierów). Nie spełnia bowiem swojej funkcji — mimo że jest dwa razy droższa od zielonego certyfikatu, i tak jest chętnie płacona. Tymczasem zielony rynek ugina się pod nadpodażą walorów.

— Wystarczyłby jeden zabieg, czyli stwierdzenie, że opłata zastępcza nie może stanowić kosztu uzyskania przychodów. Wtedy firmy byłyby bardziej zainteresowane nabyciem certyfikatów niż płaceniem opłaty — sugeruje Wiesław Piosik. Ekspercka burza mózgów zaowocowała listą pięciu kluczowych rekomendacji (patrz: ramka).

Trzeba działać

Najgorzej jednak będzie, jeśli nie stanie się nic. Czyli jak nie było nowego prawa, tak go nie będzie. A certyfikaty jak były wahliwe, tak będą. — Branża energetyczna to jakoś przetrwa. Gorzej jednak, jeśli z tej branży przetrwają tylko stare bloki energetyczne — obawia się Grzegorz Onichimowski.

 

Będziemy działać

Lista naszych rekomendacji nie będzie się kurzyć na żadnym biurku. Interesuje nas działanie i jego efekty, dlatego przekażemy ją Ministerstwu Gospodarki, środowiska, a także odpowiednim komisjom sejmowym.

 

Więcej w internecie

Wideorelację z pierwszego warsztatu z cyklu poświęconego ekologii, zorganizowanego wraz z Green Cross Poland, w poniedziałek będzie można obejrzeć na stronie eko.pb.pl.

 

Pięć rekomendacji dla zielonych certyfikatów

Wizja ekspertów i przedsiębiorców

1 Wprowadzenie mieszanego systemu wsparcia, opartego na mechanizmie stałych taryf w sektorze małych instalacji oraz mechanizmu zielonych certyfikatów dla dużych inwestycji. Jednoczesna eliminacja współczynników wsparcia, zastąpionych okresem wsparcia dla różnych technologii.

2 Ograniczenie wsparcia dla technologii współspalania, najlepiej poprzez zamrożenie pomocy dla istniejących już inwestycji i nieudzielanie jej nowym projektom. Uzupełnienie tego tzw. śladem węglowym przy transporcie biomasy, mającym na celu ograniczenie odległości transportu.

3 Jednorazowe i jednoroczne podniesienie poziomu obowiązkowego udziału zielonej energii w dostawach, by docelowo osiągnąć 19 proc. w finalnym zużyciu brutto. Utrzymanie prostoty

4 systemu, czyli m.in. bezterminowej ważności zielonych certyfikatów.

5 Zmodyfikowanie opłaty zastępczej tak, by nie mogła stanowić kosztu. Wtedy de facto będzie karą.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane