Man Investments ocenia rynek funduszy hedgingowych

Ewa Bednarz
opublikowano: 2012-07-30 00:00

Rynek do końca lata będzie poruszał się w trendzie bocznym. Zarobić będzie można dopiero jesienią, kiedy zwiększona płynność stworzy nowe możliwości zarządzającym

Analitycy grupy finansowej uważają, że spowolnienie na rynkach wschodzących nie jest już wyłącznie tematem dyskusji, ale zostało wycenione w różnych klasach aktywów, zwłaszcza stopach procentowych, kursach walutowych i akcjach. Niemniej rynki trapione są krótkotrwałymi, gwałtownymi zmianami kierunku.

W oczekiwaniu na płynność

Zarządzający spodziewają się kontynuacji interwencji na rynkach i funkcjonują ostrożnie. Zwłaszcza że czerwiec dał im sporą nauczkę. Man Investments w swoim najnowszym raporcie podkreśla, że gwałtowne zwyżki pod koniec ubiegłego miesiąca, wywołane stymulacją fiskalną w strefie euro, zbiegły się z próbami zmuszania funduszy hedgingowych, posiadających krótkie pozycje w euro i na ryzykowne aktywa, do ich zamykania jeszcze przed końcem kwartału.

Ta agresywna postawa wpłynęła, także na wyniki funduszy podążających za trendami (CTA), które charakteryzują się znacznym zaangażowaniem w akcje — wiele strategii inwestowania w kontrakty futures odnotowało nawet dwucyfrowe spadki. A fakt, że wielu zarządzających odrobiło większość strat w ciągu pierwszych dziesięciu dni lipca, jedynie potwierdza hipotezę związaną z końcem kwartału.

Wysoka zmienność na rynku znalazła odzwierciedlenie w niskich obrotach. Analitycy uważają więc, że rynek aż do końca lata będzie poruszał się w trendzie bocznym. Dopiero po tym czasie zwiększona płynność stworzy zarządzającym nowe możliwości.

Szkodliwa korelacja

Dotychczas dużym wsparciem dla rynku były obligacje, a oferty kupna odzwierciedlały większą atrakcyjność zwrotów z rynku długu niż z rynku akcji. Trudno jednak było na nich odpracować straty poniesione na kontraktach terminowych. Wiele funduszy hedgingowych zmniejszyło więc zyski wypracowane w poprzednich miesiącach.

Z raportu Man Investments wynika, że najbardziej straciły fundusze typu managed futures oraz bazujące na strategiach trendów ekonomicznych na globalnych rynkach — przede wszystkim z powodu wysoko skorelowanego zwrotu na rynku obligacji, rynku walutowym, surowcowym i akcji. Niektóre strategie pozwoliły na odrobienie strat już w ciągu pierwszych dziesięciu dni lipca, ale perspektywy nadal nie są optymistyczne.

Coraz większa korelacja pomiędzy zachowaniem poszczególnych klas aktywów jest związana z jednym, dominującym tematem — europejskim kryzysem na rynku długu. Dla podążających za trendem oznacza to potencjalne dostosowanie w postaci zakupu obligacji, sprzedania euro oraz odsunięcie ryzyka poprzez jego koncentrację.

Wyjątkiem jest rynek akcji, na którym podążający za trendem wybierają podejście long, czyli kupno. Ponieważ ryzyko napędzane jest pojedynczymi informacjami, daje to możliwość występowania dużo większych anomalii. Poza tym „krótki squeeze” (niedobór niektórych papierów, windujący ich cenę), jaki miał miejsce pod koniec czerwca, zaowocował sporymi stratami w przypadku wielu zarządzających.

Bez optymizmu

Analitycy Man Investments podkreślają, że niektórzy zarządzający funduszami arbitrażowymi potrafili wykorzystać możliwości, jakie dawały duże wahania wartości rynkowych — podobnie jak niektórzy zarządzający akcyjnymi funduszami hedgingowymi z przewagą pozycji długich, którzy byli w stanie zarobić na dużym popycie na ryzykowne aktywa.

Z raportu Man Investments wynika, że stopień realizacji zysków zależał od fundamentalnych prognoz zarządzających — większość z nich nadal nastawionych jest na spadki, ponieważ spodziewa się, że pozytywny wpływ kroków zmierzających w stronę ratowania strefy euro będzie krótkotrwały. Istotne obroty obejmują skracanie euro, wydłużanie obligacji oraz sprzedaż aktywów powiązanych ze strategiami globalnego wzrostu, takich jak surowce.

To wyraźne odzwierciedla pesymizmu zarządzających.

Rynek w zapaści

Analitycy grupy finansowej Man zwracają również uwagę na spadek transakcji M&A, czyli fuzji i przejęć. W pierwszym półroczu tego roku na całym świecie sfinalizowano transakcje o wartości około jednego biliona dolarów, co stanowiło 25-procentowy spadek w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Dane tylko dla Stanów Zjednoczonych były najgorsze od roku 2003 r.

Dużo lepsza była sytuacja w Europie, gdzie wartość transakcji spadła tylko o 7 proc., choć i tu bankierzy inwestycyjni ostrożnie podchodzą do prognoz na drugą połowę roku. Wprawdzie zauważają, że klienci są gotowi do zawierania transakcji, ale nadal obawiają się makroekonomicznych niespodzianek — szczególnie nieprzewidzianych wydarzeń w Grecji lub Hiszpanii, które mogą też przenieść się na inne kraje. Wolą więc przeczekać.