Manta chce skoczyć na wyższą półkę

Mariusz GawrychowskiMariusz Gawrychowski
opublikowano: 2013-10-24 00:00

Spółki córki w Niemczech, Rosji, na Ukrainie i centrum badawcze za kilkanaście milionów złotych — to plany producenta elektroniki

Warszawska Manta Multimedia — największy obecnie polski producent elektroniki — wypłynęła na rynek dzięki taniej elektronice. Jej marka jest wręcz symbolem dekoderów czy odtwarzaczy DVD. Jednak jej asortyment jest znacznie szerszy.

Rosja i Ukraina — na tych rynkach Manta upatruje swojej szansy na rozwój. Bohdan Wiciński, szef firmy, twierdzi, że nie zapomina też o rynkach zachodnich. Firma założy spółkę córkę w Niemczech i poszuka partnerów w Wielkiej Brytanii.
 [FOT. WM]
Rosja i Ukraina — na tych rynkach Manta upatruje swojej szansy na rozwój. Bohdan Wiciński, szef firmy, twierdzi, że nie zapomina też o rynkach zachodnich. Firma założy spółkę córkę w Niemczech i poszuka partnerów w Wielkiej Brytanii. [FOT. WM]
None
None

Spółka sprzedaje praktycznie wszystko: począwszy od telewizorów, przez klimatyzatory, a skończywszy na własnych smartfonach, które wprowadziła na rynek w tym roku. Mimo że może się wydawać, że Manta przeżywa swój najlepszy okres w historii, Bohdan Wiciński, prezes i główny udziałowiec spółki, nie jest do końca zadowolony. Jego zdaniem, w dłuższej perspektywie polski rynek da spółce stabilny wzrost przychodów o 10-20 proc. rocznie.

— To dla nas zdecydowanie za mało. Polska robi się dla nas za ciasna, a my chcemy rozwijać się zdecydowanie szybciej — mówi Bohdan Wiciński. Dlatego też nowa strategia spółki, która zostanie dziś zaprezentowana, zakłada mocne wyjście poza granicę Polski oraz inwestycję w badania i rozwój.

Córki do roboty

Manta już sprzedaje na rynkach zagranicznych. Jest obecna m.in. na największym europejskim rynku elektroniki, czyli w Niemczech, a jej tanie telewizory szturmują brytyjskie sklepy. Producent chce pójść krok dalej. Zamierza powołać na rynkach, które są najbardziej perspektywiczne, spółki córki, których głównym zadaniem będzie powtórzenie sukcesu rynkowego matki nad Wisłą. Po selekcji Manta zdecydowała się na trzy państwa: Niemcy, Rosję i Ukrainę. W każdym z nich zostanie powołana do życia firma zależna, która zajmie się sprzedażą elektroniki.

— Nie rezygnujemy także z innych państw — Czechy i kraje bałtyckie jesteśmy w stanie obsłużyć z Polski, negocjujemy także z trzema firmami, które chcą zostać naszymi dystrybutorami w Wielkiej Brytanii — mówi Bohdan Wiciński. Spółki córki mają zostać powołane do życia w I kw. 2014 r. Koszt ekspansji Manta szacuje na kilka milionów złotych. Szef producenta elektroniki twierdzi, że szybko się zwróci.

— Każdy z krajów, na który wejdziemy, ma potencjał zdublowania naszych przychodów ze sprzedaży w Polsce w ciągu dwóch lat — twierdzi Bohdan Wiciński. W 2012 r. Manta miała 92 mln zł przychodów i 4 mln zł zysku netto. W pierwszej połowie tego roku było to 52 i 4,5 mln zł.

Centrum dla marki

Plany rozwoju firmy nie kończą się na tworzeniu zagranicznych filii. Zdaniem jego szefa, tanie produkty to za mało, by na dłuższą metę przetrwać na trudnym i konkurencyjnym rynku elektroniki.

— Nie chcemy konkurować z innymi dostawcami i wyłącznie ceną. Na dłuższą metę prowadzi to donikąd. Dlatego musimy zainwestować w rozwój naszej marki, by Manta w oczach klientów awansowała o kilka półek wyżej — mówi Bohdan Wiciński.

W tym celu Manta zamierza postawić centrum badawczo-rozwojowe, w którym będzie pracowała nad własnymi produktami i oprogramowaniem. Jednym z ważnych punktów będzie także tworzenie treści dla klientów. Spółka ma już własną chmurę i chce przez nią oferować nabywcom urządzeń Manty dostęp do multimediów. Prezes szacuje, że koszt inwestycji w centrum badawcze zamknie się w kilkunastu milionach złotych.

Spółka nie wyłoży wszystkich pieniędzy z własnej kieszeni. Jest zainteresowana uzyskaniem dotacji unijnej, które pokryje większość kosztów. Te plany mają nie tylko przyśpieszyć rozwój Manty, ale także zwiększyć jej atrakcyjność dla inwestorów giełdowych. Od dwóch lat spółka przygotowuje się do giełdowego debiutu. Bohdan Wiciński podtrzymuje te plany, a termin IPO będzie zależał od wyników, które spółka wypracuje w tym roku.

— Jeśli ten rok zamkniemy zyskiem operacyjnym na poziomie co najmniej 8 mln zł, to do 30 czerwca przyszłego roku będziemy na giełdzie — deklaruje prezes.

OKIEM ANALITYKA

Jest jeszcze czas

DAMIAN GODOS

analityk IDC Polska

Globalni producenci coraz mocniej interesują się niższymi półkami cenowymi, bo dostrzegają w nich szansę na zwiększenie sprzedaży. Jednak przez kilka najbliższych kwartałów celem ich ekspansji będzie średnia półka cenowa. To właśnie tam będzie się odbywała największa walka o klientów i może spowodować przetasowania na rynku. W efekcie udział lokalnych graczy będzie spadał. Nie będzie to jednak dotyczyło najniższej półki cenowej, którą globalni producenci nie są zainteresowani. Dlatego też firmy, które na nich operują, mają czas, by pomyśleć nad znalezieniem dla siebie ciekawej niszy produktowej lub funkcjonalnej, która pozwoli im przetrwać na rynku.