MARIAN NOGA
wykładowca WSB Wrocław były członek Rady Polityki Pieniężnej
Na taki finał negocjacji koalicji w sprawie reformy emerytalnej liczyłem. PO i PSL uzgodniły wspólnie takie rozwiązanie, które nie burzy sensu proponowanych zmian. Po pierwsze, nienaruszony został docelowy wiek emerytalny na poziomie 67. roku życia, czyli aktywność zawodowa Polaków się podniesie. Po drugie, emerytury wcześniejsze (tzw. częściowe) będą wypłacane ze zgromadzonego przez ubezpieczonych kapitału, a więc nie będą dodatkowym obciążeniem dla systemu emerytalnego. Po trzecie, zasady przechodzenia na wcześniejszą emeryturę są na tyle zniechęcające do korzystania z tej oferty, że mało kto się na to zdecyduje. Takie wcześniejsze świadczenie będzie bardzo niskie i w dodatku będzie zmniejszać przyszłą, docelową, emeryturę. Podsumowując skutki porozumienia, mało kto będzie uciekał z rynku pracy, a jeśli już się na to zdecyduje, nie będzie to dla państwa obciążeniem. To ważne, bo perspektywy demograficzne Polski oraz obecna niska aktywność zawodowa obywateli sprawiają, że podniesienie wieku emerytalnego jest absolutnie konieczne.
Ogłoszone wczoraj przez koalicję porozumienie ma jednak też swoje mankamenty. Przede wszystkim, nie widzę żadnych merytorycznych, ekonomicznych ani prawnych przesłanek, aby do reformy emerytalnej dokładać pakiet rozwiązań socjalnych. Oczywiście poprawianie sytuacji matek jest ważne i trzeba to robić, ale nie widzę powodu, żeby miało to decydować o być albo nie być tak ważnej reformy, jak wydłużanie czasu pracy i aktywności zawodowej społeczeństwa. To jest drapanie się lewą ręką po prawym uchu. Co więcej, mam nadzieję, że zapowiedziane przez rząd dopłaty państwa do składek emerytalnych kobiet na urlopie wychowawczym nie są obietnicą bez pokrycia, czyli nie będziemy musieli przez to zwiększyć deficytu. Na szczęście koszty takiej obietnicy nie powinny być duże i mam nadzieję, że rząd znajdzie pieniądze na ich pokrycie. czytaj też na str. 8