Marszałka poznaje się, jak kończy

Jacek Zalewski
30-10-2007, 00:00

Odchodzący marszałek Ludwik Dorn niespodziewanie pomachał Platformie gałązką oliwną, proponując jej mglistą koalicję konstytucyjną. Nie wiadomo, czy na taką inicjatywę otrzymał zgodę braci Kaczyńskich. Ale niezależnie od tego — na samym końcu rządów w gmachu Sejmu — potwierdził, że nie zasługuje na jakiekolwiek zaufanie.

Pożegnalne zarządzenie marszałka, regulujące od 1 listopada na nowo ruch osobowy i samochodowy w kompleksie gmachów Sejmu przy Wiejskiej, samo w sobie nie jest naganne. Rzecz jasna zdumiewa, że Dorn podpisał je na tydzień przed odejściem, stawiając w bardzo niezręcznej sytuacji swego następcę. Ale jeden paragraf okazał się skandalem, ponieważ jednostronnie zerwał umowę zawartą przez Kancelarię Sejmu do końca roku z pewną grupą zawodową — dziennikarzami. W przepisach przejściowych zarządzenia wszystkie całoroczne przepustki zachowują od 1 listopada do 31 grudnia ważność, z jednym wyjątkiem — Dorn wyrzucił nas z kuluarów sali obrad.

Od trzech lat prawo wstępu do owych zaklętych rewirów i tak ma tylko niewielka część spośród wszystkich akredytowanych dziennikarzy. Mam taką przepustkę, kiedyś z literką K, a na rok 2007 wydaną z żółtym paskiem. Jeśli od 1 stycznia 2008 r. nie załapię się na przedłużenie przywileju — naprawdę nie uronię choćby łzy. Ale ta obecna ważna jest do 31 grudnia! Złośliwa zagrywka Dorna obala zasadę „pacta sunt servanda” i jest kapitalnym podsumowaniem stosunku Prawa i Sprawiedliwości do polskich mediów.

Jacek Zalewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Marszałka poznaje się, jak kończy