Wkrótce minie miesiąc od wydania przez premiera rozporządzenia zakazującego oferowania i sprzedawania na polskich platformach handlu internetowego (Allegro, OLX) szeregu produktów chroniących przed koronawirusem, m.in. maseczek ochronnych, żeli antybakteryjnych i środków do dezynfekcji (pełna lista w opisie do zdjęcia).

Stop spekulantom
Celem zakazu było uniemożliwienie windowania cen i żerowania na przerażonych epidemią Polakach.
— Zakaz sprzedaży na Allegro kilkudziesięciu produktów ochronnych i paramedycznych obowiązuje od 12 marca. Respektujemy go i usunęliśmy już ponad 80 tys. ofert. Czasem jeszcze można znaleźć pojedyncze oferty, ale wynika to zapewne z niewiedzy sprzedającego — informuje Paweł Klimiuk, rzecznik Allegro.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) chwali sobie współpracę z polskimi platformami.
— Dzięki niej udało się już wyeliminować blisko 100 tys. zabronionych ofert — mówi „PB” Małgorzata Cieloch, rzeczniczka UOKiK.
Jeszcze nikt nie został ukarany za złamanie zakazu — a precyzyjnie: ukarany grzywną, bo przedsiębiorcy sam zakaz uważają za karę dla nich i potrzebujących środków ochrony Polaków.
— Idea może i była słuszna, ale w praktyce zakaz przynosi więcej szkody niż pożytku. Polacy nie mogą kupić maseczek czy rękawiczek chroniących przed koronawirusem na polskich platformach internetowych, a także w sklepach i aptekach, gdzie ich brakuje. Zakaz ograniczył podaż maseczek i przez to wzrosły ich ceny. Mam na sprzedaż dużą ilość atestowanych maseczek ochronnych w niskiej cenie, np. po 4,99 zł za sztukę, ale nie mogę ich zaoferować, bo jest zakaz — mówi Adam Wójcik, prezes firmy Euro-Drogeria.
Strzał w stopę
Środki ochrony wciąż jednak można kupić w internecie — tyle że nie w Polsce.
— Niektórzy nie rozumieją zasadności tego zakazu, zwłaszcza że na zagranicznych platformach można swobodnie takim towarem handlować i polscy klienci mogą go zamawiać do kraju — zwraca uwagę Paweł Klimiuk.
Polacy mogą kupić maseczki z dostawą do domu m.in. na eBayu i Aliexpressie.
— To absurd, który premiuje firmy zagraniczne kosztem polskich — mówi Adam Wójcik.
Podobnych opinii jest więcej.
— Musiałem zaprzestać sprzedaży atestowanych maseczek ochronnych, mimo że miałem je w bardzo przystępnej cenie. Zakaz spowodował spadek dostępności maseczek dla Polaków i winduje ceny. Podobnie sytuacja wygląda z płynami do dezynfekcji rąk. Zarabia na tym zagranica. Podejrzewam, że wydając zakaz, rząd chciał zapewnić sobie monopol na tego typu produkty. Stało się to jednak kosztem polskich obywateli i polskich firm — mówi właściciel hurtowni asortymentu medycznego proszący o anonimowość.
Jako przykład podaje słynny orlenowski płyn do dezynfekcji rąk.
— Orlen nie musi płacić akcyzy od tego płynu. Na starcie dostał od rządu gigantyczne wsparcie, więc ma przewagę nad prywatnymi producentami. Rezultat jest taki, że ludzie nie mogą kupić płynu z Orlenu, bo na stacjach go nie ma. Zniknął, choć prezydent zapowiadał, że będzie do kupienia w przystępnej cenie. Rząd powinien jak najszybciej zlikwidować zakaz sprzedaży w internecie — na szali jest ludzkie zdrowie i życie — dodaje nasz rozmówca.
O plany w tym zakresie i ocenę skutków zakazu zapytaliśmy Centrum Informacyjne Rządu. Czekamy na odpowiedzi.